Opinie

Czy konkurs w PKO BP to wyścig po zaufanie?

Bank PKO BP ma ostatnio dobrą passę. Instytucja tak naprawdę szyta na miarę PRL w ciągu ostatnich dwóch – trzech lat przeobraziła się w ostrego gracza, który na rynku dyktuje warunki innym.
O sile i potencjale tej organizacji, która na razie z pozycji lidera w sektorze bankowym spadła na drugą lokatę (po wchłonięciu części Banku BPH przez Pekao SA) świadczy chociażby to, że przez ponad pół roku w zasadzie nie miała ona prezesa, a mimo to katastrofy nie było. Ostatnie kwartały pokazują jednak, że pojawienie się menedżera, który zna rynek, pomaga. Po prostu bank lepiej wykorzystał swoją pozycję rynkową i – zdaniem analityków – zrobił to w zasadzie w sposób modelowy.
Przykładem tego jest zebranie z rynku ponad 7 miliardów depozytów w ramach produktu Max Lokata. Cóż, co kwartał z wielką finezją i wprawą de facto "łupi" kilka milionów swoich klientów i zarabia coraz więcej. W pierwszym kwartale może nawet pobić rekord rentowności w sektorze i mieć miliard złotych zysku netto. Bez dwóch zdań duża w tym zasługa przynajmniej części członków obecnego zarządu. Inwestorzy finansowi oraz inwestorzy indywidualni są zadowoleni. Dostaną sowitą dywidendę z zysku. Ale odkąd pamiętam, finansowe argumenty nie zawsze przekonują państwowego właściciela. Liczy się w większym stopniu zaufanie i to niestety bez względu na opcję polityczną. Może w tym przypadku będzie się też liczyć coś więcej. Bank, mimo teraz swojej dobrej pozycji stoi w przededniu albo kolejnego skoku jakościowego, albo stagnacji. Dlatego w konkursie na prezesa warto wybrać naprawdę dobrego menedżera.
Skomentuj na blog.rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL