fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Paweł Zalewski: Putin korumpuje Europę

François Hollande (pierwszy z prawej) i Angela Merkel zaakceptowali politykę Władimira Putina
AFP
Żadne zbliżenie oparte na przyjęciu przez Rosję europejskich standardów nie jest dziś możliwe. Jest nawet gorzej. To Kreml infekuje nasz system, a nie my naprawiamy Rosję – zauważa polityk Platformy Obywatelskiej.

Postanowienia mińskie pokazały nieskuteczność Unii Europejskiej wobec Rosji. Najpierw nie była ona w stanie skutecznie wesprzeć prezydenta Petra Poroszenki, który musiał zaakceptować wszystkie roszczenia Władimira Putina oraz uznać przeniesienie kosztów ich realizacji na Ukrainę. A potem nie była w stanie zagwarantować przestrzegania warunków kruchego rozejmu przez armię rosyjską.

Kreml podzielił Unię obietnicami koncesji gospodarczych dla tych, którzy akceptują jego politykę, następnie wciągając Niemcy i Francję w grę na swoich zasadach i utrzymując skompromitowany „format normandzki". Prezydent François Hollande i kanclerz Angela Merkel zgodzili się na politykę, której efektem było legitymizowanie roszczeń Kremla, kosztem poszanowania prawa międzynarodowego. Stało się to pod hasłem zakończenia walk za wszelką cenę, aby uniknąć dalszych ofiar.

Doświadczenie pokazuje jednak, że ustępowanie agresywnemu dyktatorowi zwiększa jedynie liczbę ofiar i pogarsza sytuację. Traktowanie dostępu do rynku rosyjskiego jako ratunku dla takich firm jak Renault i Total czy RWE, Siemens lub Daimler za cenę poświęcenia wartości i interesów europejskich na Ukrainie jest błędem. Nakręca bowiem tylko spiralę ustępstw wobec Kremla, podczas gdy wyjście z niej jest coraz trudniejsze i kosztowniejsze.

Kasta pasożytnicza

Realizowanie interesów europejskich wymaga uznania prostego faktu – projekt wciągania Rosji do Unii (pojmowany jako przyjmowanie przez nią standardów europejskich na skutek zacieśniania więzi gospodarczych) zbankrutował. Kluczem do obrania właściwej strategii jest zrozumienie istoty wewnętrznej polityki rosyjskiej i interesów ekipy Putina, których funkcją jest polityka zagraniczna. Nie jest ona „nieobliczalna". Rządzi się żelazną logiką.

Powody agresji na Ukrainę są konsekwencją obrony wewnętrznego systemu rosyjskiego. Kluczem do jego zrozumienia jest jedno słowo – korupcja. Władimir Putin swe rządy oparł na ludziach postsowieckich służb i wojska, dzięki którym przywrócił system autokratyczny. Dzięki temu systemowi scentralizował zarządzanie zasobami państwa, aby ułatwić kremlowskiej elicie ich przejmowanie. W proceder korupcyjny zaangażowanych jest kilka milionów ludzi tworzących piramidę interesów, a na samej górze ich zwornikiem jest Putin. Ponieważ zasoby państwowe są zarządzane centralnie, korupcja też jest scentralizowana. Nadzoruje ją najbliższy krąg współpracowników i partnerów biznesowych prezydenta. Niewielkie korzyści trafiają do osób tworzących podstawę piramidy, podczas gdy ludzie bliscy Putinowi mogą liczyć na kilkudziesięciomiliardowe zyski. System ma zdolność kooptacji i daje możliwość awansu. Zawsze znajdą się więc ci, którzy nie zdążyli jeszcze wystarczająco zarobić. I to oni gwarantują trwałość systemu.

Schematy korupcji nie są specjalnie wyrafinowane. Należą do nich przyznawanie zamówień państwowych zaprzyjaźnionym firmom, wspieranie ich kredytami na korzystnych warunkach przez państwowe banki czy sprzedawanie rosyjskich produktów za granicę przez doliczających marżę pośredników powiązanych z oligarchami Kremla.

System jest na tyle zachłanny, że nie tylko przejmuje część zysków państwowych firm, lecz także okrada budżet kraju. Nie dziwi więc, że Rosja mimo ogromnych zasobów się nie modernizuje. Ale jak mogłaby, skoro olbrzymia część jej dochodów przejmowana jest przez kastę pasożytniczą. Należący do niej ludzie myślą o kraju jako o instrumencie, dzięki któremu mogą zwiększać własne dochody. W efekcie Putin i wielu jego współpracowników stali się właścicielami dziesiątków miliardów dolarów, dziś zainwestowanych na całym świecie. Nie martwią się zatem strategicznymi problemami kraju, np. imigracją chińską na Syberii. Uważają, że potencjał nuklearny Rosji jest wystarczający, aby zniechęcić Pekin do przejmowania kontroli nad obszarami dalekowschodnimi. Jedyne, co obchodzi rosyjską elitę, to utrzymanie systemu autokratyczno-korupcyjnego, gwarantującego jej korzyści. Temu celowi podporządkowana jest też polityka zagraniczna.

Od ekonomii do szowinizmu

Rosjanie zdają sobie sprawę z korupcyjnej natury kremlowskiego układu. Do dziś był on jednak legitymowany swoistą umową społeczną. Polegała ona na tym, że Rosjanie popierali Putina, oczekując od niego stabilności i wzrostu dochodów. Obecny kryzys ekonomiczny podważył ten mechanizm. W rzeczywistości już wiele miesięcy przed rozpoczęciem konfliktu na Ukrainie przewidywano spadek cen ropy wynikający z postępującego spowolnienia gospodarczego i zmniejszenia popytu na świecie na źródła energii. Kreml zdawał sobie sprawę z konieczności znalezienia innego niż wzrost gospodarczy źródła legitymacji. Wybrał nacjonalizm.

Retoryka Putina zmieniała się od kilku lat. Lokator Kremla uderzał coraz częściej w tony wielkoruskie. Na przełomie lat 2012/2013 zaczął coraz aktywniej działać na rzecz powstania Eurazjatyckiej Unii Celnej i związku polityczno-ekonomicznego na wzór Unii Europejskiej. Przekonywał Rosjan o konieczności budowania życia gospodarczego i społecznego opartego na standardach innych niż europejskie. To, co się za tym kryje, jest oczywiste. Propaganda mówiąca o suwerennej demokracji, ochronie tożsamości opartej na wartościach prawosławnego chrześcijaństwa i sprzeciwie wobec związków homoseksualnych ma jedynie przysłonić istotę kleptokratycznej natury standardów Kremla. Słowem, elita rosyjska chce umocnienia systemu korupcyjnego, podczas gdy Zachodowi zależy na rządach prawa. To kwintesencja dzisiejszego konfliktu między Rosją a Europą.

Nacjonalizm przechodzący w szowinizm ma autoryzować politykę ekipy Putina. Zwykłym Rosjanom szef państwa jawi się jako ten, który wyrównuje dziejową krzywdę, jaką było odpadnięcie ruskich ziem od macierzy, i sprawia, że wreszcie mogą podnieść głowę po latach upokorzeń doznawanych od Zachodu. Nic więc dziwnego, że 86 proc. Rosjan popiera agresywną politykę władz, łącznie z okupacją Krymu i zajęciem Donbasu.

Dalej niż Ukraina

Plany Putina nie ograniczają się do Ukrainy. Ma on świadomość, że swoje interesy gospodarcze może realizować jedynie z Unią, która zresztą akceptuje przestępcze praktyki jego ekipy. Bo to w unijne aktywa lokują zyski ludzie Kremla, to unijne banki pośredniczą w nielegalnych transferach. Rosyjscy miliarderzy zamiast w Soczi czy na okupowanym Krymie wolą inwestować na Lazurowym Wybrzeżu, w Londynie, na Florydzie czy w Baden-Baden. To szacowny HSBC (a nie tylko banki rosyjskie) zarabiał na korupcyjnych schematach.

I dlatego właśnie strategicznym celem Putina jest umocnienie w Unii rosyjskich standardów korupcyjnych kosztem rządów prawa. To istota jego polityki. Z tego powodu Putin kupuje takich cieszących się autorytetem polityków, jak były kanclerz Gerhard Schroeder czy były premier Brandemburgii z SPD Matthias Platzecka. Dlatego daje koncesje w Rosji wielkim firmom niemieckim, francuskim czy włoskim, aby te domagały się akceptowania przez swoje rządy polityki Moskwy. Dlatego wspiera antyeuropejskie partie: Front Narodowy we Francji, UKIP w Wielkiej Brytanii czy Syrizę w Grecji. Dlatego przekupuje koncesjami gazowymi mniejsze kraje, jak Węgry, Austria czy Bułgaria. Dlatego zastrasza państwa bałtyckie możliwością wywołania u nich wojny hybrydowej.

Unia w rozkładzie

Taka polityka ma podzielić Unię, aby nie mogła ona realizować standardów państwa prawa i deklarowanych przez siebie wartości. Sukces tej polityki zagraża interesom wszystkich obywateli Unii, ponieważ koncesjami i łapówkami Putin niszczy realną konkurencję i wpływa na decyzje władz poszczególnych państw, korzystne jedynie dla europejskich grup powiązanych z Kremlem. Niestety, efekty tych działań odnajdujemy w polityce unijnej, która stała się zakładnikiem koncernów i grup interesów powiązanych z Moskwą.

Ma to zasadnicze konsekwencje dla stosunków europejsko-rosyjskich. Żadne zbliżenie oparte na przyjęciu przez Rosję europejskich standardów nie jest możliwe. Gorzej nawet. To Kreml infekuje nasz system, a nie my naprawiamy Rosję. Putin musi eksportować swoje standardy korupcyjne do nas w jeszcze większym stopniu niż dotychczas. Możemy udawać (i udajemy), że tego nie dostrzegamy, i po cichu godzimy się z tym. Tyle że to prosta droga do faktycznego rozkładu Unii Europejskiej, z wszystkimi tego konsekwencjami.

W obecnych warunkach Putin nie porzuci polityki dewastowania wewnętrznego porządku Unii ani nie zrezygnuje z działań prowadzących do upadłości Ukrainy. Sytuację mogłoby zmienić jedynie podważenie logiki rządzącej państwem rosyjskim. Nie chodzi o wymianę władzy, bo to, rzecz jasna, sprawa samych Rosjan. Chodzi raczej o zablokowanie możliwości wykorzystywania przez ludzi Kremla Unii Europejskiej do nielegalnego bogacenia się i korzystania z osiągniętych w taki sposób dochodów.

Ale wymaga to woli politycznej. W Europie Niemiec, Anglik czy Francuz kupujący luksusową nieruchomość musi wykazać, skąd ma na nią środki, Rosjanin – nie. A dlaczego nie wprowadzić takiego obowiązku dla wszystkich? Dotyczy to obowiązku udowadniania źródła posiadanego kapitału dla wszystkich dokonujących w Unii znaczniejszych transakcji. Należy wprowadzić ściślejsze reguły kontroli banków, giełd i innych instytucji finansowych w połączeniu z przepisami dotyczącymi pośrednictwa, uniemożliwiającymi realizowanie schematów korupcyjnych. W tym kontekście należy stosować reguły antymonopolowe wobec głównego instrumentu Kremla – Gazpromu – i wyciągnąć konsekwencje z prowadzonego przeciw niemu postępowania Komisji Europejskiej.

Na kolizyjnym kursie

Wsparcie dla Ukrainy powinno być elementem strategii obrony wewnętrznych zasad unijnych i wzmacniania jej jedności. Jeśli zawarliśmy umowę stowarzyszeniową z Kijowem, to trzeba ją realizować. Bo co powiedzą mieszkańcy innych części świata, których zachęcamy do przyjęcia naszych wartości, gdy pokażemy, że dla nas samych nie są one ważne? Jak będziemy chcieli budować strefę bezpieczeństwa i dobrobytu dookoła Europy, jeśli nie chcemy realizować naszych zobowiązań przy europeizacji Ukrainy? Jeśli zrozumiemy intencje Putina oraz fakt, że broniąc zasad na Ukrainie, bronimy ich u siebie i w swoim sąsiedztwie, pojmiemy, że jesteśmy z Kremlem na strategicznie kolizyjnym kursie. Dlatego jedyną polityką może być powstrzymanie Putina przed eksportem jego standardów – w Unii i na Ukrainie. Na rozsądne porozumienie z Kremlem obecnie nie ma co liczyć.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA