fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Nie chcą wydawać na Ogórek

Fotorzepa/Jerzy Dudek
SLD drastycznie ograniczyło wydatki na kampanię Magdaleny Ogórek. Kandydatka ma ponad 20 razy mniej pieniędzy niż Bronisław Komorowski oraz Andrzej Duda.

W ostatnich dniach przepychanki o pieniądze są głównym elementem kontaktów między Magdaleną Ogórek a władzami SLD. Gdy Leszek Miller zaproponował jej kandydowanie, obiecał spory budżet wyborczy – 3 mln zł. To znacząca kwota dla tej partii. Według ostatnich sprawozdań finansowych, dotyczących 2013 r., SLD uzyskuje rocznie przychody sięgające 10 mln.

Przy wydatkach rzędu 3 mln zł Ogórek co prawda nie byłoby stać na kampanię tak efektowną jak w przypadku jej konkurentów z Platformy i PiS – którzy dysponują budżetami rzędu 10 mln zł – ale górowałaby nad innymi kandydatami. Większość z nich dysponuje kwotami rzędu kilkuset tysięcy złotych.

Tyle tylko, że Ogórek owych 3 mln nie dostała. Od momentu kiedy Miller ogłosił ją jako kandydatkę, kampanijny budżet systematycznie topniał – najpierw do 2 mln, potem do 1,5 mln i 1 mln, by wreszcie sięgnąć niespełna 0,5 mln zł. Uzasadnienie – partia nie ma gotówki i musi zaciągnąć kredyt, a banki nie są chętne do pożyczania lewicy milionów.

Przez ostatnie tygodnie te malejące kwoty były przedmiotem awantur, które Ogórek robiła politykom z władz SLD. A oni trzymali ją w szachu, bo nie przelewali na jej konto wyborcze ani złotówki.

W minionym tygodniu zapytaliśmy sztab Ogórek, z czego są finansowane jej wyjazdy, skoro konto świeci pustkami. „Nie ma obowiązku, by partia od razu przelała środki na komitet, jeśli komitet może pozyskać finanse również w drodze dobrowolnych wpłat od osób chętnych i takie wpłaty są" – przekonywał rzecznik sztabu Tomasz Kalita. Wpłaty od wyborców to jednak zazwyczaj niewielkie kwoty i żaden poważny kandydat nie poradzi sobie bez pomocy partii – stąd naciski Ogórek na SLD. Według naszych informacji kilka dni temu po kolejnej awanturze o pieniądze napięcie między kandydatką a władzami partii sięgnęło zenitu i szefostwo SLD zaczęło rozważać wycofanie jej poparcia. W praktyce zmusiłoby to Ogórek do rezygnacji z wyborów, bo bez struktur SLD nie zbierze wymaganych 100 tys. podpisów i nie ma żadnych możliwości zdobycia finansowania.

Władze SLD uznały jednak, że wymiana kandydata lub też całkowite wycofanie się partii z wyborów miałoby katastrofalne skutki polityczne. Dlatego zapadła decyzja, by załagodzić spór. – Zarząd SLD podjął decyzję, żeby na razie przeznaczyć na kampanię Ogórek ok. 0,5 mln zł. Pieniądze już zostały przelane na konto jej komitetu wyborczego – opowiada w rozmowie z „Rz" polityk z władz SLD. Teoretycznie SLD może jeszcze dosypać Ogórek pieniędzy, ale nie ma w tej sprawie żadnych decyzji.

To niejedyny konflikt między SLD a Ogórek. Jak już pisaliśmy, pod koniec lutego Ogórek usunęła ze swego sztabu Włodzimierza Czarzastego, szarą eminencję SLD. Poszło o to, że Czarzasty próbował zmusić Ogórek, by jej kampanię prowadziły agencje reklamowe, z którymi jest zaprzyjaźniony.

Także w dawnych elitach SLD jest duży opór wobec jej kandydatury. Zwalczają ją m.in. Aleksander Kwaśniewski, Ryszard Kalisz oraz Grzegorz Napieralski. Politycy SLD życzliwi Ogórek uważają, że jej kampania – w tym przepychanki o pieniądze – to element wojny o władzę na lewicy. Według nich Kwaśniewski, Kalisz i Napieralski nie mają interesu w tym, by Ogórek zdobyła wynik, który mógłby zostać uznany za sukces. Liczą, że jej słaby rezultat doprowadzi do nowego rozdania na lewicy jeszcze przed wyborami do Sejmu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA