fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Aplikacja radcowska zrujnowała moja karierę w mediach - Dziurda

Marcin Dziurda
Fotorzepa, Magda Starowieyska
Jak zostałem prawnikiem... dla "Rzeczpospolitej”: Marcin Dziurda, radca prawny, były prezes Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa

Rz: Jeszcze zanim podjął pan decyzję o wyborze studiów prawniczych, często bywał pan na sali sądowej.

Marcin Dziurda: Zgadza się. Najpierw studiowałem dziennikarstwo. Od pierwszego roku byłem sprawozdawcą sądowym. Okazało się jednak, że z pisaniem o prawie do gazety jest trochę jak z lizakiem za szybą. Miałem poczucie niedosytu. Po drugim roku dziennikarstwa rozpocząłem więc studia prawnicze. Ostatecznie ukończyłem obydwa kierunki. Miałem już nawet bardzo prestiżową propozycję podjęcia pracy w dziale prawnym „Rzeczpospolitej". Dostałem się jednak na aplikację radcowską. I można powiedzieć, że to aplikacja zrujnowała moja karierę w mediach.

Nie brakowało panu pracy w prasie?

Przez pewien czas tak. Druga połowa lat 90. to był dobry okres dla dziennikarstwa. Odejście z tego zawodu odczułem więc również pod względem finansowym. Jako początkujący urzędnik w Ministerstwie Skarbu Państwa zarabiałem dużo mniej niż w czasie studiów.

Chyba ciężko było pogodzić dwa kierunki studiów i pracę. Był pan dobrym studentem?

Nie ze wszystkiego. Nigdy nie interesowało mnie np. prawo karne. Procedurę karną zdałem dopiero za drugim podejściem.

Ze względu na brak czasu nie prowadziłem zbyt bujnego życia towarzyskiego. Ale same studia dziennikarskie i praca w tym zawodzie były ciekawym doświadczeniem. Czasem osoby, które od początku zajmują się wyłącznie prawem, mają w pewien sposób ograniczone doświadczenie. Myślę, że dzięki dziennikarstwu tego uniknąłem.

A w czym jeszcze pomogło panu doświadczenie dziennikarskie?

Musiałem się nauczyć pisać zrozumiale dla czytelnika. I dobrze wiem, że trzeba unikać zdań wielokrotnie złożonych. Oczywiście, pisma procesowe mają swoje prawa, ale i je można uczynić bardziej strawnymi.

Pomaga pan pro bono. Co pana do tego skłoniło?

To znów przez prasę. Zadzwonił do mnie dziennikarz z prośbą o wypowiedź w sprawie emeryta, który poręczył umowę pożyczki z oprocentowaniem 7 proc. dziennie. Mimo że spłacił kilkanaście tysięcy, a pożyczka wynosiła 700 zł, komornik był bliski zlicytowania mu mieszkania. Dlatego spróbowałem pomóc. W efekcie sąd przywrócił termin do zgłoszenia sprzeciwu od nakazu zapłaty. Uznał, że mógł to zrobić po 13 latach, bo emeryt nie miał świadomości, że trzeba złożyć sprzeciw. Sprawa nie jest zakończona, więc nie czas jeszcze na fanfary. Ale sama możliwość jej prowadzenia jest dla mnie bardzo ważna.

Można śmiało powiedzieć, że tworzył pan Prokuratorię Generalną Skarbu Państwa. Jak pan wspomina ten okres?

To na pewno najważniejsze doświadczenie zawodowe w moim życiu. Cieszę się, że udało się zgromadzić w Prokuratorii najlepszych prawników. Są nie tylko znakomici merytorycznie, ale też mają poczucie, że pracują dla dobra publicznego. Zawsze uważałem, że Skarb Państwa zasługuje na profesjonalną obsługę prawną – nie gorszą, niż mają największe firmy prywatne. Dzięki Prokuratorii udało się to zapewnić.

Pana rezygnacja z funkcji prezesa zaskoczyła wiele osób.

Można powiedzieć, że nie chciałem zostać z zawodu prezesem, jak w filmie Barei, w którym padają słowa „Mój mąż? Mój mąż z zawodu jest dyrektorem!". Nie chciałem być skazany na pełnienie do końca życia funkcji publicznych. Przez długi czas był to mój wybór, ale bardzo pilnowałem, by nigdy nie stało się to koniecznością. Dlatego odszedłem, gdy jeszcze mogłem w miarę łatwo powrócić do wykonywania zawodu prawnika i zabrać się do odkładanej habilitacji.

Jak pan się odnajduje jako radca prawny?

Przebyłem odwrotną drogę niż większość moich kolegów. Zazwyczaj prawnicy najpierw pracują nad sprawami, a potem wkraczają w etap zarządzania. Ja zarządzałem przez wiele lat. A teraz najbardziej lubię napisać od początku do końca pismo procesowe w ciekawej sprawie. Sprawia mi to ogromną satysfakcję, dużo większą niż kolegom, którzy od początku kariery cały czas wykonują zawód radcy czy adwokata. —rozmawiała Katarzyna Wójcik

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA