fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Szpieg, który karmił piersią

Syn Swietłany Dawydowej, Artur, ze zdjęciem swojej matki. Fot. Maxim Zmeyev
Reuters
Ponad 50 tysięcy osób zwróciło się do prezydenta, by nakazał wypuszczenie kobiety oskarżonej o zdradę państwa. Putin uległ.

Pochodząca z Wiaźmy matka czwórki dzieci dwa tygodnie siedziała w moskiewskim więzieniu. Grozi jej wyrok do 20 lat łagru. Rosyjski kontrwywiad FSB oskarżył ją o zdradę państwa, a do jej aresztowania wydelegowano specjalnego oficera ze stołecznej centrali.

Swietłana Dawydowa (która oprócz czwórki swoich dzieci wychowuje jeszcze troje dzieci swojego męża z poprzedniego małżeństwa) w kwietniu ubiegłego roku miała zadzwonić do ambasady Ukrainy w Moskwie. Poinformowała, że przypadkowo usłyszała rozmowę wojskowego, z której wynikało, iż jego jednostka zostaje wysłana do Donbasu. Wojskowy miał powiedzieć, że wszystkim w koszarach kazali się przebrać w cywilne ubrania, jechać do Moskwy, a stamtąd – „w delegację".

Głośna sprawa

W Wiaźmie, niedaleko mieszkania Dawydowej, znajdują się koszary oddziału podległego rosyjskiemu wywiadowi wojskowemu GRU i to stamtąd prawdopodobnie pochodził podsłuchany wojskowy.

Prawie rok później do mieszkania kobiety (która w międzyczasie urodziła kolejne dziecko i karmiła je piersią) zapukał miejscowy policjant w towarzystwie dwóch ludzi w kominiarkach. Jeden z zamaskowanych pokazał dokumenty oficera FSB i kazał jej iść ze sobą. Trafiła do okrytego ponurą sławą Lefortowa.

Adwokat przydzielony z urzędu przyznał rację prokuratorowi i uznał jej winę. Pod jego naciskiem Dawydowa przyznała się do wszystkiego, czyli zdrady państwa. Kontrwywiad próbował zmusić miejscową opiekę społeczną, by odebrała jej dzieci, ale pracownicy odmówili wykonania polecenia.

Dopiero interwencja rosyjskich obrońców praw człowieka doprowadziła do usunięcia urzędowego adwokata (okazało się, że jest współpracownikiem FSB), wynajęcia dwóch nowych i nagłośnienia sprawy. Dawydowa odwołała przyznanie się do winy.

Kara za plotki o Rosjanach na Ukrainie

Od poniedziałku ponad 50 tysięcy osób podpisało petycję do prezydenta, by doprowadził do wypuszczenia oskarżonej z aresztu, umożliwiając jej odpowiadanie z wolnej stopy. Wielkość protestu zaskoczyła Kreml, przyznał, że „sprawa stała się głośna". We wtorek okazało się, że wyjdzie z aresztu.

W obronie aresztowanej wystąpiła rosyjska ombudsmen Ełła Pamfiłowa. Jeden z ostatnich niezależnych deputowanych do parlamentu Dmitrij Gudkow zapytał zaś prokuraturę generalną, dlaczego ludzie lądują w więzieniu za opowiadanie plotek. „We wrześniu Ministerstwo Obrony poinformowało mnie, że nie ma żadnych naszych żołnierzy na Ukrainie – to tylko plotki. Jeśli tak, to Dawydowa powtarzała plotki, a to u nas nie jest karalne" – napisał w oficjalnym piśmie. Gotowość podpisania poręczenia za aresztowaną zgłosili m.in. rządowy pełnomocnik ds. dzieci oraz pisarze Ludmiła Ulickaja i Borys Akunin.

Patrioci są za

„Ukarać, bez względu na dzieci. Przecież podstawiła naszych żołnierzy. Nie wolno zezwalać obywatelom, by byli idiotami" – stwierdził inny pisarz, nacjonalisto-bolszewik Eduard Limonow. Szef smoleńskich komunistów (do których przez pewien czas należała Dawydowa) powiedział: „Nie zamierzamy pomagać wspólnikom USA i ukraińskiego, faszystowskiego reżimu".

Drugi zaś główny bohater skandalu, Ukraina, wyraził zdziwienie. – Podobno wszystko zaczęło się od telefonu do naszej ambasady. Nie chcielibyśmy nawet myśleć, że podsłuchiwane są telefony przedstawicielstwa dyplomatycznego, ale jak w takim razie służbom Rosji udało się o tym dowiedzieć? – pytał rzecznik ukraińskiego MSZ Jewhen Perebijnys.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA