fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Trzy miesiące dla Putina

Jędrzej Bielecki
Jeśli przywódcy UE nie nałożą w środę poważnych sankcji na Rosję, następna okazja pojawi się w październiku. Do tego czasu Moskwa może się już rozprawić z Kijowem.
Na dwa dni przed szczytem Unii w Brukseli Departament Stanu USA przedstawił dokładną analizę bezpośredniego zaangażowania Kremla w konflikt na Ukrainie.
„Choć Rosja twierdzi, że zależy jej na przywróceniu pokoju, jej działania tego nie potwierdzają. Nie mamy dowodów na to, że rosyjskie wsparcie dla separatystów się zakończyło. Przeciwnie, Rosja dostarcza im ciężkie uzbrojenie i sprzęt wojskowy, w tym czołgi i systemy obrony powietrznej, a także pozwala bojownikom na przekraczanie granicy" – napisali amerykańscy dyplomaci.
Z danych wywiadu satelitarnego USA wynika, że w ostatnich dniach w jednej z baz na południowym zachodzie Rosji podwojono liczbę czołgów i innego uzbrojenia, które ma być dostarczone na Ukrainę. W Moskwie uruchomiono także punkt rekrutacji ochotników gotowych dołączyć do separatystów.

Twarda postawa Ameryki

„Domagamy się, aby Rosja przestała destabilizować sytuację na Ukrainie" – można przeczytać w dokumencie.
Dla administracji Baracka Obamy Kreml posunął się na tyle daleko, że należy wprowadzić poważne sankcje dotykające już nie tylko poszczególnych osób i przedsiębiorstw w Rosji, ale także całych sektorów gospodarki. Rozważane jest m.in. wprowadzenie zakazu finansowania przez amerykańskie banki części rosyjskich firm oraz eksportu technologii, które mogłyby być wykorzystane przez wojsko jako sprzęt do wydobycia ropy i gazu.
Z podjęciem ostatecznej decyzji Obama chce jednak poczekać przynajmniej do środy. Liczy, że śladami USA pójdzie także Unia. Jeśli jednak przywódcy Wspólnoty nie zdecydują się na wprowadzenie sankcji, Waszyngton nałoży je jednostronnie.
W poniedziałek do Departamentu Stanu zaproszono ambasadorów krajów UE, aby pokazać im dane amerykańskiego wywiadu świadczące o zaangażowaniu Rosji na Ukrainie.
Nałożenie poważnych sankcji na Kreml przez Unię jest jednak mało prawdopodobne. Warunkiem jest jednomyślna decyzja w tej sprawie. Tymczasem podobną do amerykańskiej ocenę sytuacji ma tylko niewielka część państw UE: Wielka Brytania, Szwecja, Polska, Litwa, Łotwa i Estonia, a także Hiszpania, której premier Mariano Rajoy zadzwonił do Petra Poroszenki z wyrazami poparcia dla Ukrainy. We wtorek po południu do Kijowa poleciał szef naszej dyplomacji Radosław Sikorski, aby usłyszeć bezpośrednio od ukraińskiego prezydenta argumenty na rzecz twardej reakcji na rosyjską dywersję.
Ukraińcy oskarżają Rosjan o zestrzelenie w poniedziałek samolotu wojskowego An-26. Maszyna leciała na relatywnie dużej wysokości (6,5 tys. metrów), poza zasięgiem ręcznych wyrzutni rakietowych używanych przez separatystów. Zdaniem Kijowa to także rosyjski samolot przeprowadził we wtorek nalot na miejscowość Sniżne, 20 km od rosyjskiej granicy, zabijając czterech cywilów. Kreml oskarża o to Ukraińców.

Rozmowy?z separatystami

O rosnącym zaangażowaniu Rosji na Ukrainie jest także przekonane NATO. Z danych sojuszu wynika, że na granicy ukraińskiej Moskwa zgromadziła już przynajmniej 12 tys. żołnierzy.
– Wielkość tych oddziałów powiększa się każdego dnia. To bardzo niepokojące – oświadczył głównodowodzący siłami paktu w Europie gen. Philip Breedlove. A sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen podkreśla: – Moskwa prowadzi podwójną grę. Z jednej strony uspokajające oświadczenia Putina, z drugiej ukryte operacje wojskowe, aby zdestabilizować sytuację na Ukrainie.
Ukraińskie władze uważają, że Unia powinna natychmiast wprowadzić embargo na dostawy broni dla Rosji. Stanowczo sprzeciwia się temu jednak Francja, która nie chce stracić wartego 1,2 mld euro kontraktu na dostawę dla Moskwy dwóch helikopterowych okrętów desantowych typu Mistral.
Przeciwko wprowadzeniu sankcji opowiada się jednak znacznie więcej państw, w tym Włochy, Grecja i Austria.
– Unia nie nałoży poważnych sankcji na całe sektory rosyjskiej gospodarki, dopóki nie nastąpi fundamentalna zmiana sytuacji na Ukrainie, czyli otwarte uderzenie ze strony Rosji – mówi „Rz" Stefan Meister, ekspert European Council on Foreign Relations w Berlinie. Jego zdaniem poważnych sankcji nie poprze także Angela Merkel, i to nawet jeśli jednostronnie restrykcje nałożą Stany Zjednoczone.
– Z powodu podsłuchów NSA stosunki amerykańsko-niemieckie od lat nie były tak złe. W sprawie Rosji Waszyngton nie jest w stanie wpłynąć w decydującym stopniu na postawę Berlina – uważa Meister.
O stanowisku Niemiec decydują interesy handlowe, ale to nie one odgrywają najważniejszą rolę. Szef niemieckiej dyplomacji Frank-Walter Steinmeier wciąż uważa, że najlepszym sposobem na rozwiązanie konfliktu jest porozumienie z Rosją. Jego zdaniem Poroszenko powinien jak najszybciej uznać separatystów za równoważnego partnera i rozpocząć z nimi rokowania o federalizacji.
Unijni przywódcy ponownie spotykają się w Brukseli dopiero 23 października. Co prawda może być do tego czasu zwołany nadzwyczajny szczyt, ale w trakcie letnich wakacji to mało prawdopodobne. Putin ma trzy miesiące na kontynuowanie dywersji na Ukrainie bez zbytnich obaw, że zostanie za to ukarany przez Brukselę.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA