fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nauka

Wraki słynnych statków znikają i powracają

„Santa Maria” uszkodzona na rafie koralowej została porzucona w grudniu 1492 r.
AFP/Museo de la Torre del Oro Seville, Gianni Dagli Orti Gianni Dagli Orti
Czy szczątki żaglowca, odkryte koło Haiti, to „Santa Maria", karawela Krzysztofa Kolumba? Mnożą się wątpliwości, brak niezbitych dowodów - pisze Krzysztof Kowalski.
14 maja agencje podały (za „The Independent") sensacyjną wiadomość: nurkowie odkryli statek, na którym Kolumb płynął podczas wyprawy zakończonej odkryciem Nowego Świata. Zespołem z Western Colorado University kieruje Barry Clifford. Tego dnia informowała o tym także „Rzeczpospolita".
Karawela „Santa Maria" osiadła na rafie koło Haiti na Morzu Karaibskim w grudniu 1492 r. Kolumb kontynuował wyprawę żaglowcami „Nina" i „Pinta". Dalszy los unieruchomionej karaweli pozostawał nieznany przez ponad 500 lat. Teraz jednak Barry Clifford przekonuje, że „dane geograficzne, topografia podwodna i dowody archeologiczne potwierdzają, że chodzi o statek Kolumba".

Badacze i rabusie

Wygląda jednak na to, że to oświadczenie opiera się na przekonaniu o wiele mocniejszym niż dowody. Wątpliwości w tej sprawie przedstawił dziennik „Le Monde".
Barry Clifford odkrył wrak jakiegoś starego żaglowca w 2003 r. tuż koło wybrzeża  Haiti (pierwotnie Hispaniola, Mała Hiszpania, tak nazwał ją Kolumb). Wrak to za dużo powiedziane – drewno kadłuba nie przetrwało, pozostały jedynie ciężkie kamienie balastowe, których liczba wskazuje, że może chodzić o jednostkę z XV wieku. Znalezisko znajduje się w strefie, gdzie rzeczywiście mogła zatonąć „Santa Maria".
Clifford podkreśla, że wrak znajduje się w pobliżu miejsca, w którym amerykańska archeolog Kathleen Deagan prowadziła wykopaliska w poszukiwaniu fortu założonego przez Kolumba. Gdy powrócił on w to miejsce w 1493 r., fortu już nie było, spłonął, archeolodzy nie natrafili na fundamenty.
Mimo że w 2004 r. powstał telewizyjny film dokumentalny „Na tropie »Santa Marii«", a Clifford zakładał, że znalezione szczątki to właśnie jej wrak, nie ograniczył dostępu do tego miejsca. W 2007 r. chętni mogli za sumę 20 tys. dolarów uczestniczyć w ekspedycji i nurkować w tym miejscu wraz z ekipą Clifforda.
Badacz ujawnił, że kilka lat po odkryciu pozostałości po wraku, ponownie oglądając zdjęcia z 2003 r. wykonane w momencie odkrycia, zauważył na nich kształt przypominający działo oraz dziwny kamień z dziurą, których wcześniej nie dostrzegł. Ale gdy po kilku tygodniach pojawił się w tym miejscu, działa ani kamienia już nie było.
Czy zabrali je rabusie? Bardzo prawdopodobne. W tym rejonie są oni prawdziwą plagą. Przekonali się o tym naukowcy z paryskiego Muzeum Historii Naturalnej, którzy koło Republiki Dominikańskiej badali wrak XIX-wiecznego statku. Rabusie ukradli działa oraz wiele innych zabytkowych przedmiotów, a nawet nie zawahali się wysadzić części rafy koralowej, aby zabrać płaty blachy miedzianej, jakimi obite było dno statku.
Zniknięcie działa i kamienia z dziurą potwierdza Jean-Claude Dicquemare, płetwonurek z zespołu Clifforda.

Pomyłka możliwa

– W tym rejonie na dnie spoczywa bardzo dużo wraków, koło północnego wybrzeża Haiti może ich być nawet kilkaset. Potwierdza to Ministerstwo Kultury Haiti. Dlatego ten wrak może nie mieć nic wspólnego ze słynną karawelą – wyjaśnia Jean-Claude Dicquemare.
– Ogromna większość wraków w tym regionie to statki francuskie. W XVII i XVIII wieku wyspa nosiła nazwę Santo Domingo. Była to bogata kolonia francuska produkująca cukier. Strefa, w której Barry Clifford znalazł swój wrak, leży dokładnie na uczęszczanym szlaku handlowym, na którym zresztą w dobie żaglowców nawigacja była bardzo trudna. Bariera rafy koralowej ciągnie się wzdłuż prawie całego wybrzeża. Biorąc to pod uwagę, uważam, że Clifford pospieszył się z ogłoszeniem znaleziska, co jest typowe dla tego rodzaju odkrywców – uważa dr Francois Gendron z Muzeum Historii Naturalnej w Paryżu.
Nie byłby to pierwszy przypadek w rejonie Morza Karaibskiego, gdy poszukiwacz bierze statek francuski za hiszpański galeon. Na przykład w 1968 r. przydarzyło się to badaczowi o takiej renomie jak Jacques-Yves Cousteau. Poszukiwał on wraku „Nuestra Senora de la Concepcion", XVII-wiecznego żaglowca hiszpańskiego przewożącego cenny ładunek. Tymczasem wrak, do którego eksploracji przystąpił Cousteau koło północnego wybrzeża Republiki Dominikańskiej, zajmującej część wyspy Haiti, okazał się XVIII-wiecznym żaglowcem francuskim.
Gdyby się jednak okazało, że Barry Clifford rzeczywiście natrafił na wrak „Santa Marii", nie byłby to pierwszy przypadek odnalezienia słynnego statku. Szwedzki królewski okręt „Vasa" wydobyty w 1961 r. można podziwiać w Sztokholmie w specjalnym pawilonie. Wrak „Titanica" można oglądać na filmach dokumentalnych Roberta Ballarda i Jamesa Camerona. Ale nastąpiły także inne spektakularne podwodne odkrycia.

Pirat nawrócony

Wrak żaglowca słynnego angielskiego pirata Henry'ego Morgana zlokalizowali w 2010 r. u wybrzeży Panamy naukowcy z Uniwersytetu Stanowego Teksasu. Dwa lata później rozpoczęli jego eksplorację, częściowo finansowaną przez producenta rumu marki Captain Morgan.
„Satisfaction" był okrętem flagowym floty słynnego pirata, postrachu Karaibów. Wsławił się łupieniem hiszpańskich kolonii i posiadłości w Nowym Świecie, przewodził największej w dziejach wyprawie pirackiej – zgromadził eskadrę 28 okrętów, ich załogi liczyły razem ponad 1800 ludzi, którymi zdobył Panamę.
Za zasługi w nękaniu Hiszpanii otrzymał tytuł szlachecki i stanowisko wicegubernatora Jamajki. To zmieniło jego życie, zaczął zaciekle zwalczać piratów. Zmarł śmiercią naturalną w 1688 r., pochowano go w Port Royal na Jamajce. W 1692 r. po trzęsieniu ziemi jego grób pochłonęło morze.
Zanim jednak do tego doszło, podczas jednej z pirackich wypraw kilka statków Morgana, w tym  „Satisfaction", rozbiło się w rejonie rafy Lajas przy ujściu rzeki Chagres do oceanu. Archeolodzy i płetwonurkowie najpierw natrafili na żelazne działa okrętowe, niektóre z napisem „Satisfaction", na fragment drewnianego XVII-wiecznego kadłuba; wokół leżały rozrzucone na dnie drewniane beczki i skrzynie, broń, plomby towarowe.
Wszystkie wydobywane z dna znaleziska trafiają do Patronato Panama Viejo w Panama City i tam są przechowywane.

Odkryty dwa razy

„Mary Rose" był okrętem flagowym i zarazem dumą Henryka VIII, króla Anglii. Był to pierwszy żaglowiec pływający wyłącznie jako okręt wojenny, nigdy nie służył celom handlowym. Nazwano go na cześć siostry Henryka VIII – Mary, natomiast Rose, róża, to symbol królewskiej linii Tudorów.
Okręt zwodowany w 1510 r. uważany był przez współczesnych za niezwyciężony. Miał wyporność 700 ton, cztery maszty, długość 65 metrów, 91 dział. Nazywano go „kwiatem wszystkich okrętów".
Brał udział w trzech wojnach i niezliczonych potyczkach. 19 lipca 1545 r., broniąc Anglii przed inwazją francuską, w cieśninie Solent między wyspą Wight i Anglią w czasie wykonywania gwałtownego zwrotu nabrał wody przez otwarte furty działowe i błyskawicznie poszedł na dno wraz z 400-osobową załogą i wszystkim, co było w jego wnętrzu. Nazajutrz, 20 lipca, Henryk VIII kazał powiesić szkutników, obwiniając ich o katastrofę.
W 1836 r. rybacy zaczepili sieciami o stary wrak. Eksplorowali go pionierzy nurkowania John Deane i William Edwards. Wydobyte działa przerobili na pamiątkowe kałamarze i laski. Po raz drugi wrak odkryto i podniesiono z dna w 1982 r. Nie stwierdzono na nim uszkodzeń, jakie powstają w czasie bitwy. Kadłub umieszczono w Muzeum Morskim w Portsmouth.

Życie codzienne

20 tys. przedmiotów wydobytych z kadłuba „Mary Rose" stanowi fantastyczną kolekcję ukazującą życie codzienne w XVI-wiecznej Anglii. Została umieszczona w nowym Muzeum „Mary Rose". Są to ubrania – sukienne kurtki, skórzane buty, pasy, kościane i rogowe grzebienie (dbałość o włosy wśród marynarzy była imponująca), broń, kuchnia  pokładowa, urządzenia nawigacyjne, przyrządy lekarskie, monety, zastawy stołowe, kufle do piwa, a nawet kości szczura, który nie zdołał opuścić tonącego okrętu.
Na projekt ten wydano w sumie równowartość prawie 40 mln euro. Kierujący nim dr John Lippiett podkreśla, że wystawienie tylu zabytkowych przedmiotów na widok publiczny pozwoli zwiedzającym wyobrazić sobie życie codzienne, pracę i odpoczynek załogi angielskiego okrętu wojennego w XVI wieku.
Szkielety wydobyte z wraku pochowano na specjalnie założonym cmentarzu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA