fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Pod flagą biało-czerwoną

Euzebiusz Smolarek
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Z Euzebiuszem Smolarkiem, piłkarzem reprezentacji Polski i Racingu Santander rozmawia Stefan Szczepłek
Jak się panu podoba w Santander?
Bardzo mi się podoba. To jest zupełnie inne miejsce niż Dortmund. Myślę, że obydwa miasta różnią się od siebie tym samym, czym Niemcy od Hiszpanii. Tu się inaczej mieszka, ludzie żyją swoim tempem i muszą mieć sjestę, co mi też bardzo odpowiada. Morze jest wspaniałe, plaże szerokie i piaszczyste, ludzie bardzo mili - nie trzeba niczego więcej. Rozmawia pan już po hiszpańsku?
Jeszcze nie bardzo. Oni tutaj mówią bardzo szybko i czasami na mieście muszę prosić o powtórzenie zdania. Ale w szatni obowiązuje język hiszpański, bo zagranicznych zawodników jest bardzo mało, a większość pochodzi z Ameryki Południowej. Poza tym dwa razy w tygodniu przychodzi do mnie nauczyciel hiszpańskiego. Problem w tym, że przekłada wszystko z angielskiego, a ja bym wolał z holenderskiego. Więc kiedy mówi po angielsku, ja muszę to sobie szybko w głowie przełożyć na holenderski i dopiero wtedy przejść na hiszpański. Swoją drogą - ciekawe ćwiczenie. Którym pańskim językiem będzie hiszpański? Piątym. Po polskim, holenderskim, angielskim i niemieckim. A kiedy musi pan na boisku przekląć, to który z nich pierwszy przychodzi do głowy? Jeśli przekląć, to tylko po polsku. Podróże kształcą. Wypełni pan warunki umowy z Racingiem do końca? Kto to wie. Mam jeszcze cztery lata, ale z Borussią też obowiązywał mnie kontrakt, a mimo to wyjechałem z Dortmundu. Dziś jest tak, że warunków trzeba przestrzegać, ale jeśli strony uznają, że dla dobra wszystkich warto się rozejść, to nie tworzy się problemów. Odpowiadam na pańskie pytanie, ale na razie nie myślę o odejściu, bo nie ma najmniejszego powodu. Czuję się tu dobrze, nic mi nie dolega, Racing ma bardzo dobry sezon, wszyscy są zadowoleni. Przegraliśmy z Getafe w półfinale rozgrywek o Puchar Króla, ale wcześniej nawet do tego szczebla drużyna nie docierała. Przygotowuję się w dobrych warunkach do mistrzostw Europy. Dlaczego miałbym odchodzić? Czy pańska popularność w Santander jest porównywalna do tej w Dortmundzie? O tym człowiek przekonuje się czasami w niecodziennych sytuacjach. Kiedyś w Niemczech zatrzymała mnie policja za przekroczenie szybkości. Samochód miałem nie najgorszy, na niemieckich znakach. Wyjąłem polski paszport a policjant spytał czy auto należy do mnie, czy je ukradłem. Tutaj początkowo nikt mnie nie znał, bo i skąd. Ale kiedy w pierwszym meczu w koszulce Santander, przeciw Barcelonie, sędzia ukarał mnie czerwoną kartką za faul, następnego dnia kelner w restauracji nie chciał ode mnie pieniędzy. Ktoś, kto walczy dla Santander nie płaci za obiad. A ja bardzo lubię tutejsze krewetki, tzw. gambasy. Ale w Dortmundzie na mecze przychodziło po 60 tysięcy ludzi, a tutaj cały stadion może pomieścić niewiele ponad 20 tysięcy. To fakt. Wszyscy kibice mogliby się zmieścić na jednej trybunie Sud stadionu w Dortmundzie. Ale nasz, Sardinera jest bardzo przyjemny, czuć, że kibice nas wspierają i żyją razem z nami. Bardzo lubimy tu grać. I jest bardzo ładnie położony, zaledwie parę metrów od brzegu morza. Pańska sytuacja zmienia się z każdym miesiącem. Przestał pan być młodym chłopcem, który czasami przedrybluje sławniejszych od siebie i strzeli bramkę. Stał się pan kimś, z kim kibice w Polsce wiążą największe nadzieje. Zdaje pan sobie sprawę z tego ciężaru? Nie, to do mnie nie dociera, ponieważ ja nie czuję się gwiazdą, nie jestem ważny. W reprezentacji gwiazdą jest cała drużyna i na tym polega nasza siła. Jeśli wygramy mecz, a ja nie strzeliłem bramki, to cieszę się tak samo, gdyby gol padł po moim strzale. Liczy się zwycięstwo. Strzelec bramki nie jest nigdy sam, pracujemy wspólnie i trzeba pamiętać, że jeśli nawet kibice czy dziennikarze poświęcają komuś więcej miejsca, to jutro bohaterem może być ktoś inny. Nie przyzwyczajam się do tego, że kibice będą mnie zawsze nosili na rękach a dziennikarze mówili i pisali o mnie tylko dobrze. Muszę na to cały czas pracować. A jeśli przeciwnik uzna, że Smolarka warto szczególnie pilnować, to dobrze. Dzięki temu ktoś z moich kolegów będzie pilnowany słabiej, dostanie więcej miejsca i on strzeli bramkę. Jednak to z panem różne firmy chcą podpisywać kontrakty reklamowe. Jest pan twarzą Samsunga, Pepsi, Pumy, nowej wersji gry FIFA 2008. Jest mi z tego powodu bardzo miło. Proszę jednak pamiętać, że ja na to ciężko pracuję. Wprawdzie mam to szczęście, że praca jest jednocześnie moim hobby, ale nic samo nie przychodzi. Już dwa razy w ostatnich latach cieszyliśmy się z awansu do ważnych turniejów i dwukrotnie wracaliśmy z nich rozczarowani. Co zrobić, żeby tym razem historia się nie powtórzyła? Ja mam szczególne powody żeby coś zrobić, ponieważ do tej pory miałem pecha. Na mistrzostwa do Korei nie mogłem pojechać z powodu kontuzji. A w Niemczech wszystkim nam się nie udawało. Ja szczególnie pamiętam mecz z Niemcami, bo nie dość, że straciliśmy bramkę w ostatniej minucie, to w dodatku na moim stadionie, gdzie wtedy grałem z Borussią. Co zrobić? Nie bać się. Ja mam taką zasadę, że wychodzę na boisko nie po to, żeby przegrać. A nasza reprezentacja jest dobra i nie ma powodu się bać. To nas powinni się bać, bo wygraliśmy eliminacje. Jedziemy po pierwsze miejsce. Możemy zostać mistrzami Europy? Wierzy pan w to? To po to walczyliśmy w eliminacjach, żeby teraz przestać wierzyć? To był pierwszy krok, trzeba teraz zrobić następny. Gdybyśmy nie wierzyli, nie wygralibyśmy z Portugalią. Gdyby Grecja nie wierzyła, nie zostałaby mistrzem Europy. Mało kto na nią liczył, ale przecież to nie ma znaczenia. Piłkarz ma uwierzyć. Ten kto wychodzi na boisko, bo to od jego wiary i umiejętności wszystko zależy. W piłce nie można z góry powiedzieć, że ktoś jest lepszy, a kto inny słabszy. O tym decyduje boisko. Kibice mogą nam tylko pomóc, ale za nas nie zagrają. I nie osłabia pańskiej wiary fakt, że już w pierwszym meczu Polska spotyka się z Niemcami, których nigdy nie pokonała? Jeśli będziemy to sobie przypominać, to do niczego nie dojdziemy. Do meczu z Niemcami będę się przygotowywał jak do każdego innego. I szczególna mobilizacja nie będzie potrzebne żadnemu z nas. Grałem w Niemczech, znam niemieckich piłkarzy, wiem, że ich też można pokonać. A że jesteśmy w stanie dokonać czegoś historycznego, co nie udało się pokoleniu mojego ojca i jego poprzedników to inna sprawa. W Bundeslidze walczyłem z obrońcami światowej klasy, w Hiszpanii z Fabio Cannavaro. Wiem, że to są tacy sami ludzie, zresztą Cannavaro grał przeciw mnie bardzo fair. Na pewno wszyscy będziemy się tak zachowywać na Euro, bo wszyscy zawodowi piłkarze szanują przeciwników i swoją pracę. Słyszał pan, że trener Leo Beenhakker planuje powołanie do polskiej reprezentacji Brazylijczyka z Legii - Rogera. Co pan o tym myśli? To nie jest moja sprawa, tylko trenera. On podejmuje decyzje, mnie nic do tego. Tyle, że ja tego Rogera nigdy nie widziałem. Nie wiem jak gra. Ale jeśli trener uzna, że on jest naszej drużynie potrzebny, to dlaczego nie. Możemy grać razem, tylko najpierw musimy się poznać. Widział pan biało-czerwone flagi na stadionie Sardinera? Tak dużo ludzi panu kibicuje? Też tak początkowo myślałem. Są tutaj polscy kibice, ale niewielu. Biało-czerwone barwy ma prowincja Cantabria, w której leży Santander. Ale dzięki temu czuję się, jak w domu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA