fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Ameryka łagodniej o Chinach

Uczestnicy wczorajszej demonstracji przed chińską ambasadą w Delhi protestowali przeciwko łamaniu praw człowieka w Tybecie
AFP
W Raporcie Departamentu Stanu Chiny nie zostały wymienione wśród krajów najbardziej jaskrawo naruszających prawa człowieka - pisze nasz korespondent z Waszyngtonu.
Autorzy dorocznych raportów zawsze wymieniali Chiny wśród dziesięciu państw systematycznie naruszających prawa człowieka. W tym roku przesunęli Państwo Środka o parę akapitów niżej, włączając je do grupy „krajów autorytarnych”, w których rozkwitowi gospodarczemu nie towarzyszy rozwój swobód obywatelskich. – To bardzo niefortunna decyzja – oświadczył T. Kumar, jeden z szefów Amnesty International. – Niepokojący jest też czas jej podjęcia: prezydent Bush jedzie na igrzyska olimpijskie i administracja najwyraźniej nie chce stawiać Chin w niewygodnej sytuacji.
Departament Stanu wyjaśnia, że nie ma formalnej listy, z którą wiązałyby się jakiekolwiek prawne następstwa. Jest jedynie zwyczaj wymieniania państw we wstępie do raportu. W tym roku w grupie krajów, w których prawa człowieka są nagminnie gwałcone, znalazły się między innymi Korea Północna, Iran, Kuba, Białoruś i Syria. Chiny znalazły się w towarzystwie takich krajów jak Wenezuela, Egipt czy Tajlandia. Waszyngton podkreśla jednak, że ocena sytuacji w Chinach się nie zmieniła. Rzeczywiście dokument stwierdza na przykład, że Chiny „nadal odmawiają swym obywatelom podstawowych praw człowieka i fundamentalnych swobód”. „Rząd Chin wciąż monitoruje, prześladuje, zatrzymuje i więzi dziennikarzy, pisarzy, działaczy, adwokatów i ich rodziny” – alarmują autorzy.
– Gdy przyjrzeć się dokładnie wstępowi, to opisuje on Chiny jako kraj, w którym stan przestrzegania praw człowieka pozostaje zły. Opowiada o tym, że w wielu dziedzinach, szczególnie w odniesieniu do swobód religijnych w Tybecie i autonomicznym regionie Xinjiang, kontrola została wręcz zaostrzona – tłumaczył podczas konferencji prasowej zastępca sekretarza stanu Jonathan Farrar. Departament Stanu zwrócił też uwagę na coraz częstsze przymusowe przesiedlenia mieszkańców Pekinu w związku z budową obiektów olimpijskich. Farrar nie chciał jednak wyjaśnić dziennikarzom przyczyny zmian we wstępie. Zdaniem niektórych obserwatorów mogą one wynikać z chęci utrzymania dotychczasowego przesłania, ale w mniej konfrontacyjnej formie. Pekin jest nie tylko ważnym partnerem Ameryki w trudnych negocjacjach z Koreą Północną, ale też coraz bardziej liczącym się graczem na arenie światowej. Reakcja Pekinu, który tradycyjnie odrzucił w ostrych słowach zawarte w raporcie oskarżenia, świadczyć może jednak o tym, iż Państwo Środka nie odebrało zmian jako komplementu. – Jesteśmy zdecydowanie przeciwni tkwieniu w zimnowojennej mentalności, wyznaczaniu podziałów ideologicznych i stosowaniu podwójnych standardów – oświadczył rzecznik chińskiego MSZ Yang Jiechi. Jego zdaniem raport Departamentu Stanu to próba wtrącania się w wewnętrzne sprawy Chin. Chińskie władze szczególnie ostro reagują na tego rodzaju oskarżenia z powodu zbliżających się igrzysk olimpijskich w Pekinie. Władze miasta przypomniały wczoraj, że każdy – zarówno obywatel Chin, jak cudzoziemiec – kto chciałby protestować w jakiejkolwiek sprawie podczas igrzysk, musi uzyskać wcześniej odpowiednie zezwolenie policji „zgodnie z obowiązującym prawem”. Innym rządem, który tradycyjnie mógł być niezadowolony z treści raportu, były władze Rosji. Departament Stanu zarzucił im zaostrzanie kontroli nad mediami i opozycją. Odnotował też, że zdaniem międzynarodowych obserwatorów niedawne wybory nie były uczciwe.– Żaden zakątek Ziemi nie jest na zawsze skazany na tyranię. To może potrwać, ale zmiany nadejdą – stwierdziła Condoleezza Rice podczas prezentacji raportu. Wiadomość o decyzji Departamentu Stanu była dla nas sporym zaskoczeniem. Uważamy, że w ostatnim roku przestrzeganie praw człowieka w Chinach się pogorszyło. Chodzi zwłaszcza o prześladowanie tamtejszych obrońców praw człowieka. Władze próbują ich uciszyć, by zapewnić spokojny przebieg przygotowań do igrzysk olimpijskich. Decyzja rządu Stanów Zjednoczonych wydaje się dziwna, tym bardziej że Ameryka zwykle mówiła Pekinowi wprost, co o tym sądzi. Niewykluczone, że przyczyną jest narastająca wśród zachodnich elit politycznych tendencja do wyciszania krytyki wobec Chin w miarę wzrostu znaczenia tego kraju. Całe to zamieszanie wydaje mi się nieuzasadnione – to szukanie sensacji na siłę. Nie ma czegoś takiego jak lista krajów, jest tylko wstęp do raportu, w którym wymienia się niektóre państwa. Gdy wczytamy się w raport, okazuje się, że dość trafnie i jasno określa on Chiny jako kraj, który poczynił duże postępy gospodarcze, ale „zamroził w czasie” reformy polityczne. Czy to oznacza zmiękczenie stanowiska amerykańskiego Departamentu Stanu wobec Chin? Nie sądzę. Jeśli już miałbym krytykować za coś autorów raportu, to raczej za pominięcie takich państw jak Etiopia, w których mamy do czynienia z łamaniem praw człowieka na wielką skalę.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA