fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Rzeźby Aliny Szapocznikow w Sopocie

Pogodna zima w Malakoff, poliester, wełna, 1971
Sopocka Państwowa Galeria Sztuki
Jan Bończa-Szabłowski
40 lat po śmierci Alina Szapocznikow wciąż pozostaje artystką intrygującą. Świadczy o tym wystawa w Sopocie – powiedział Jan Bończa-Szabłowski.
Jej krótkie, trwające zaledwie 47 lat życie od dzieciństwa naznaczone było śmiercią i tragedią. Może dlatego tak bardzo je ceniła. W historii sztuki zapisała się jako artystka zmysłowa, zafascynowana ciałem i erotyką. Była przy tym niezwykłą i piękną kobietą. Zobacz galerię zdjęć
Każda wystawa jej prac jest wydarzeniem, bo przypomina o artystce otoczonej tragiczną legendą. Odcisnęła się na niej gehenna getta, obozów koncentracyjnych, a potem choroba nowotworowa.
Agata Jakubowska w monografii poświęconej Szapocznikow nazwała ją cudzoziemką. Wiele w tym racji. Nie tylko dlatego, że losy artystki rozpięte były między Czechami, gdzie studiowała, Francją, gdzie przez lata mieszkała i tworzyła, a Polską. Do tego dochodzi obcość kobiety rzeźbiarki i Żydówki.
Wzmożone zainteresowanie dorobkiem Aliny Szapocznikow wybuchło w Polsce z końcem lat 90., po retrospektywnej wystawie w warszawskiej Zachęcie. Za granicą jej twórczość odkryto i doceniono dopiero ostatnio. Przyczyniła się do tego wystawa w nowojorskim MoMA przygotowana we współpracy z Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, a poprzedzona ekspozycją w Brukseli i Los Angeles.
W Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie mamy okazję obejrzeć teraz 20 rzeźb, 20 rysunków oraz szkiców i zestaw fotografii dokumentującej projekty Aliny Szapocznikow. Kilka tych ostatnich to rozliczenie z tragicznym dzieciństwem. Początek lat 40. spędziła jako nastolatka razem z matką w pabianickim getcie, skąd trafiła do getta łódzkiego, a następnie (przez Auschwitz) do obozów w Bergen-Belsen i czeskim Teresinie. Na wystawie prezentowane są projekty pomnika przygotowanego dla dawnego obozu Auschwitz-Birkenau. Dwie gigantyczne dłonie, skręcone w bólu i szukające ratunku przypominają płomienie wielkiego znicza.
W twórczości Aliny Szapocznikow nieustannie powracały doświadczenia zdobyte nad odkrywaniem sposobów wyrażania ludzkiego ciała. Prezentowane w Sopocie rzeźbiarskie "Duety" przypominają taneczne pary splecione w niezwykłym tańcu. Czasem – dwa drzewa wygięte na wietrze. Odznaczają się niezwykłą lekkością i ekspresją.
Sama artystka mówiła wielokrotnie, że interesuje ją „szukanie formy, szukanie największej ekspresji dla zmysłowości czy dramatyzmu". Było to zgodne z jej zainteresowaniem tym, co dzieje się z człowiekiem w momentach granicznych. Ale są w jej pracach również smutek, zaduma i nostalgia, choćby w „Kobiecie czytającej książkę". Co ciekawe, nie zachowała się cała kompozycja. Na wystawie możemy obserwować. jedynie fragment gipsowego popiersia.
"Ze wszystkich przejawów tego, co ulotne, ciało jest najbardziej wrażliwe. Jest jedynym źródłem radości, bólu, prawdy, a to ze względu na swoją nagość nieuchronną, z którą nie możemy świadomie się pogodzić" – pisała rok przed śmiercią. Fakt, że świadomie wybierała technikę i środki wyrazu, które pozwalały jej przyoblekać własne ciało w artystyczną formę, pozwala widzieć w niej pierwowzór performerki. Poszczególne części swego ciała odciskała w masie plastycznej, odpowiednio je potem deformowała i przetwarzała. Ten bezpośredni kontakt z nieznaną wówczas substancją wywołał potem jej chorobę nowotworową.
Takie odlewy pojawiają się w twórczości Aliny Szapocznikow od 1965 roku. Wtedy w materiale rzeźbiarskim zaczęła przedstawiać własne piersi i usta. W Sopocie można oglądać wielobarwną kompozycję złożoną z ust. Umieszczone w gnieździe, przypominają garstkę niesfornych piskląt. Wykonany z poliestru zmiażdżony „Autoportret" był wprowadzeniem do „Zielnika", jednego z najważniejszych i najbardziej przejmujących cykli prac artystki powstałych na bazie odlewów ciała. Przyświeca im zdanie wypowiedziane przez artystkę „Chwila ulotna, chwila błaha – jest to jedyny symbol naszego ziemskiego żywota".
W „Zielniku" nie przedstawiała jednak siebie, lecz ciało jej syna, Piotra. Odlewy poliestrowe wykonane są z odcisków gipsowych zdejmowanych bezpośrednio z ciała. W Sopocie zwraca uwagę twarz Piotra, która przypomina wzór wielkiej rzymskiej monety.
Piotr Stanisławski wspominał jak ważnym elementem twórczości matki był rysunek.– Pracowała całymi dniami. Nigdy nie robiła przerw, nawet na obiad. Bez przerwy rysowała. Na każdej kartce, która była pod reką, na opakowaniach po papierosach.
Rarytasem ekspozycji w Sopocie są rysunki Aliny Szapocznikow. Rzadko pokazywane, stanowią bardzo istotną, choć kameralną część jej twórczości. Śmiała kreska, prowadzona jakby w pośpiechu, szkicuje projekty rzeźb, sylwetki osób. Czasem jest to kilka ujęć tej samej postaci, kreślonych z różną intensywnością. Te nieśmiałe szkice i rysunki znalazły uznanie na arenie międzynarodowej. W 1972 r. za cykl „Ludzka droga" Alina Szapocznikow otrzymała nagrodę przyznaną przez grono najwybitniejszych wówczas artystów: Joana Miró, Alexandra Caldera, Antonia Tapiesa, Pierre'a Alechinsky'ego.
Pokaz „Alina Szapocznikow. Apokryfy, Imponderbilia" w Sopockiej PGS to kolejna świetna wystawa organizowana przez tę placówkę. Interesująca opowieść o artystce niezwykłej i wciąż nie w pełni docenianej.
 
 
 
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA