fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Bracia będą walczyć

ROL
Rząd w Kairze chciałby na dobre uciszyć islamistów z Bractwa Muzułmańskiego. Nie będzie to łatwe.
Czy na Zachodzie ktoś śmiałby pytać, czy organizacja faszystowska powinna uczestniczyć w życiu politycznym? To pytanie Dżamala Fahmiego ze stowarzyszenia egipskich dziennikarzy dobrze oddaje nastroje związane z planami zakazania działalności Bractwa Muzułmańskiego, najstarszej i jednej z najpotężniejszych organizacji w regionie.
Wyniesiony do władzy przez wojskowych tymczasowy rząd w Kairze zadaje Braciom ostatnio cios za ciosem. Państwowa agencja MENA podała, że aresztowano około tysiąca członków i zwolenników tej organizacji, 250 postawiono zarzuty morderstwa, próby morderstwa lub terroryzmu.  Rządzący de facto krajem dowódca sił zbrojnych gen. Abd el-Fatah Said es-Sisi zapowiedział, że nie będzie dłużej powstrzymywał swych sił w konfrontacji z „napastnikami, którzy chcą zniszczyć Egipt".
Sęk w tym, że zawsze gdy próbowano zakazać Bractwu działalności, kończyło się to dokładnie tak samo – Egipt pogrążał się w chaosie. Zaledwie przedsmakiem kolejnej jego odsłony mogą być starcia uliczne, które w ostatnich dniach kosztowały życie już blisko tysiąca osób. Jest nim też zamach przeprowadzony wczoraj na Synaju.

Oficjalnie pokojowi...

Przedstawiciele służb bezpieczeństwa mówią, że to była egzekucja. Doszło do niej w wiosce w pobliżu przejścia granicznego Rafah, między Egiptem a Strefą Gazy. Na dwa przejeżdżające mikrobusy najpierw spadły pociski moździerzowe, a potem posypały się kule z karabinów. Pasażerami byli policjanci. Wszyscy w cywilnych ubraniach, byli po służbie. Zginęło ich 25.
Odkąd 3 lipca, po serii potężnych protestów ulicznych, armia pozbawiła władzy wywodzącego się z Bractwa Muzułmańskiego prezydenta Mohammeda Mursiego, na Synaju niemal codziennie dochodzi do ataków. AFP ustaliła, że tylko w tym regionie zabitych zostało 49 funkcjonariuszy. Służby bezpieczeństwa podają, że zlikwidowały tam blisko dwa razy tyle „terrorystów".
Oficjalnie Bractwo Muzułmańskie stanowczo odżegnuje się od przemocy i apeluje do swych zwolenników, by pokojowo walczyli o odsunięcie od władzy „wojskowego reżimu" i przywrócenie wybranego w demokratycznych wyborach prezydenta Mursiego. O pokojowych nastrojach nie świadczą jednak ofiary ani dziesiątki splądrowanych kościołów, sądów i komisariatów czy zniszczenia w słynnej bibliotece w Aleksandrii.
„Fakt, że uzbrojeni mężczyźni na Synaju i Bractwo Muzułmańskie nadają na tej samej fali... dowodzi, iż istnieje strategiczny sojusz między terrorystami i terrorystami w przebraniu" – napisał w dzienniku „Al-Masri al-Jum" egipski politolog Wahid Abdul Madżid.

... i gotowi do walki

Były przewodniczący młodzieżówki Bractwa Muzułmańskiego Hajtam Abu Kalil uważa, że po przeprowadzonej przez służby bezpieczeństwa w środę krwawej pacyfikacji dwóch obozowisk zwolenników Mursiego w Kairze, młodych zwolenników tej organizacji może być teraz bardzo trudno utrzymać w ryzach. Jego zdaniem  można być też pewnym, że większość z nich zradykalizuje się, a umiarkowani przywódcy zostaną zmarginalizowani. – Dodatkowo te tendencje nasilą się wraz z próbami delegalizacji Bractwa – twierdzi Kalil.
Tę opinię podziela Wahid Abdul Madżid podkreślając jednak, że Bractwo to nie monolit, a poważne podziały w nim powstały podczas rewolucji w 2011 r., gdy obalono reżim Hosniego Mubaraka. W organizacji zaczęły się pojawiać takie formacje, jak „Bracia bez przemocy" czy „Wolni bracia", którzy najpierw zdystansowali się od radykalnych liderów, a później zaczęli popierać bardziej liberalne partie polityczne.
– Najbardziej dominującą grupą pozostała jednak grupa radykalna i całkowicie posłuszna wobec liderów – uważa Madżid. Jak wielu ekspertów jest przekonany, że to młodzieżówki zostaną wykorzystane przez przywódców Bractwa do nakręcania spirali przemocy.

Nowy pożar w Kairze

W Kairze zniszczono 30 banków, 13 hoteli, 310 sklepów, 92 bary, 40 kin, osiem myjni samochodowych. To nie jest bilans strat z ubiegłego tygodnia, a 61 lat temu, gdy Bractwo Muzułmańskie, podkładając ogień w miejscach uczęszczanych przez cudzoziemców, walczyło o obalenie monarchii. Dwa lata później, w 1954 r. Bracia próbowali zabić egipskiego premiera za to, że był zbyt świecki.
W historii organizacji powstałej w 1928 r. pojawia się zaledwie kilka epizodów, gdy działała legalnie. Przede  wszystkim Bracia działali społecznie, zwykle na rzecz potrzebujących, co przysparzało im zwolenników. Nie wykluczało to zamachów, które podporządkowane były jednemu celowi: obaleniu rządu.
Gdy wreszcie Bractwo samo zaczęło pochód ku władzy, zdołało wygrać kolejne wybory zdobywając niemal wszystko.
– Tylko czy mogliśmy zaakceptować je jako partię polityczną, jeśli własne zasady Bractwa nie są oparte na zasadach demokratycznych? – pyta Aszraf Naguib, szef think tanku Global Trade Matters.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA