fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wojna w Syrii

Kolejna zbrodnia w Syrii: atak gazowy

Syryjski wolontariusz próbuje ratować dziecko zatrute gazem w Doumie.
AFP
Ponad 70 osób zginęło w miejscowości Douma na skutek zrzucenia przez wojska rządowe najprawdopodobniej gazów bojowych.

– Siedemdziesięciu zmarło na skutek uduszenia, setki nadal się duszą – powiedział szef humanitarnej syryjskiej organizacji Białe Hełmy Raed al-Saleh.

Nad miasteczko nadleciał helikopter, z którego zrzucono tzw. bomby beczkowe wypełnione substancjami trującymi. Al-Saleh uważa, że w bombach był chlor oraz „jakaś substancja silniejsza od niego".

W ciągu ostatnich dni Douma była ostrzeliwana przez wojska Assada. Mieszkańcy szukali schronienia w piwnicach, które stały się dla nich śmiertelną pułapką, gdy zrzucono gaz bojowy. Cięższa od powietrza trucizna wypełniła wszystkie podziemne pomieszczenia. – Właśnie dlatego liczba ofiar jest tak duża – powiedział Ahmed Tarakij, szef Syryjsko-Amerykańskiego Zrzeszenia Medycznego.

Białe Hełmy uważają, że zatrutych zostało co najmniej tysiąc osób. W pierwszych po ataku tweetach stamtąd pojawiała się nawet liczba 159 zabitych, ale wiadomości wkrótce usunięto. – Wolontariusze z Białych Hełmów próbują pomagać ofiarom, ale jedyne co możemy zrobić, to przenosić ich na rękach do centrów pomocy medycznej – nie jeżdżą samochody (z braku paliwa i zawalenia ulic gruzem – red.) – powiedział al-Saleh.

Douma jest częścią enklawy „Wschodnia Ghuta" położonej na południowo wschodnich obrzeżach Damaszku. Przez kilka lat miejscowym oddziałom udawało się obronić ją przed atakami wojsk Assada. Ale w lutym wojska rządowe oraz wspierające je oddziały irańskie (a także rosyjscy najemnicy) otoczyły enklawę szczelnym pierścieniem i przystąpiły do szturmu. Po kilku latach blokady całej enklawie groziła katastrofa humanitarna, co sprawiło, że obrońcy szukali porozumienia z atakującymi. Dwa miejscowe ugrupowania podpisały porozumienie z rosyjskimi wojskowymi i rozpoczęły ewakuację (wraz ze swoimi rodzinami i innymi cywilami, w sumie około 19 tys. osób) na północ, do prowincji Idlib. Większość terenu enklawy została zajęta przez armię Asada, pozostała Douma – ale i tu w ciągu ostatnich dni prowadzono rozmowy o ewakuacji. Jednak w piątek oblegający rozpoczęli ostrzał artyleryjski i bombardowanie miasteczka, zapędzając mieszkańców do piwnic.

Władze syryjskie natychmiast stwierdziły, że oskarżanie ich o atak chemiczny jest „farsą". Podobnie wypowiadał się przedstawiciel rosyjskiego Ministerstwa Obrony, generał Jurij Jewtuszenko. Jednak wcześniej armia syryjska była wielokrotnie oskarżana o ataki chemiczne. Do tej pory naliczono 9 ataków z użyciem chloru i 20 z inną groźniejszą substancją (prawdopodobnie sarinem). Tylko raz miały tego dokonać bojówki Państwa Islamskiego, resztę – oddziały podległe Asadowi.

„Prezydent Putin, Rosja i Iran są odpowiedzialne za popieranie Bydlaka Asada. Trzeba będzie za to zapłacić dużą cenę. Natychmiast udostępnić teren dla pomocy medycznej i weryfikacji (oskarżeń o użycie broni chemicznej – red.). Kolejna katastrofa humanitarna bez jakiegokolwiek powodu. (To jest) chore!" – napisał na Twitterze prezydent Donald Trump.

Czytający natychmiast zwrócili uwagę, że po raz pierwszy Trump zaatakował Putina. Ale również na słowa o „wielkiej cenie do zapłacenia". Rok temu, 4 kwietnia 2017 roku syryjska armia użyła broni chemicznej w miejscowości Chan Szejchun, zabijając 89 osób. Trzy dni później na rozkaz Trumpa 59 amerykańskich rakiet zniszczyło syryjskie lotnisko w Szajracie, skąd startowały samoloty Asada do ataku na Chan Szajchun.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA