fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

VAT

Stawka VAT od posiłków na wynos - jak fiskus zniechęca przedsiębiorców

Adobe Stock
Podwyżka podatku wyniosła tylko 3 pkt proc., ale w praktyce dla małych firm to poważna część ich marży handlowej.

W ostatnich latach fiskus różnie traktował posiłki sprzedawane na wynos. Przed 2016 r. wielokrotnie potwierdzał, że taka sprzedaż powinna być traktowana łagodną, 5-proc. stawką VAT, jak dla usług restauracyjnych. To skłoniło wiele firm gastronomicznych, wcześniej stosujących stawkę 8 proc., do wystąpienia o zwrot nadpłaconego podatku. Urzędy skarbowe ich kontrolowały i zwykle nadwyżkę zwracały.

Fiskus zmienia zdanie

Sytuacja zmieniła się po 24 czerwca 2016 r., gdy minister finansów wydał interpretację ogólną o VAT od dań na wynos. Uznał, że taka sprzedaż nie ma cech usługi restauracyjnej, a jest po prostu sprzedażą żywności jak w sklepie. Bary i restauracje od razu zaczęły do takich posiłków naliczać VAT 8-proc. Jednak prawdziwym ciosem dla nich było to, że urzędy skarbowe zaczęły się domagać wyższej stawki za wcześniejsze okresy. Także za te, za które wcześniej zwróciły nadpłacony podatek. Oczywiście doliczały do tego odsetki za zwłokę.

– Trudno zrozumieć, dlaczego użyto interpretacji ogólnej do zmiany stawki VAT na posiłki serwowane w lokalach typu fast food – dziwi się Natalia Pałka-Urban, prowadząca placówki McDonald's w Poznaniu. Wskazuje ona, że to narzędzie przysługuje ministrowi finansów w sytuacjach, gdy toczą się spory o niejasne prawo. – W tym przypadku sporów nie było, a władze skarbowe konsekwentnie wydały 200 interpretacji indywidualnych, potwierdzających prawidłowość stosowania stawki 5 proc. – zauważa Pałka-Urban.

Nie mniej zadziwiał sposób przeprowadzania kontroli po wydaniu ogólnej interpretacji VAT.

– Wzywano mnie co tydzień do przedstawienia coraz to nowych dokumentów. W pewnym momencie zażądano kopii wszystkich paragonów dokumentujących sprzedaż z ostatnich pięciu lat – opowiada Arkadiusz Jakubowski, franczyzobiorca sieci McDonald's z Trójmiasta. Spełnił on żądanie fiskusa, dostarczając pudła z paragonami za pomocą dwóch busów i zapełniając nimi dwa pomieszczenia w urzędzie skarbowym. – Było fizyczną niemożliwością, by wszystkie je sprawdzić, więc odczułem to jako całkowicie zbędną formalność, bez jasnego celu – zauważa Jakubowski. Podobne praktyki były także stosowane gdzie indziej. Ci, którzy stosowali elektroniczną archiwizację paragonów, nie musieli jednak wozić ich ciężarówkami.

Zawiedzione zaufanie

Właściciele placówek gastronomicznych przyznają, że działania fiskusa hamują ich chęci do inwestowania, bo stracili zaufanie do organów państwa. Tymczasem Jakub Bińkowski, sekretarz Departamentu Prawa i Legislacji Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, przypomina, co ogłaszało Ministerstwo Finansów w 2016 r. – Resort twierdził jednoznacznie, że jego intencją było, by nową stawką stosować „na przyszłość", tj. od momentu wydania interpretacji ogólnej. Trudno nazwać to inaczej, niż pułapką zastawioną na podatników – ocenia ekspert.

Dla postronnego obserwatora trzy punkty procentowe różnicy w VAT może wyglądać jak błaha kwota. Jak jednak wyjaśnia Natalia Pałka-Urban, obciążenie małej firmy taką kwotą może być dotkliwe.

– Jest to może mały ułamek obrotu, ale poważna część dochodu. W praktyce może to być równe całemu wypracowanemu dochodowi po rozliczeniu różnych kosztów i opłat – wyjaśnia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA