fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ustrój i kompetencje

Czy Senat faktycznie przesunie datę wyborów prezydenckich?

Adobe Stock
Druga izba parlamentu nie jest w stanie prawnie narzucić terminu głosowania. Może to zrobić stan klęski żywiołowej.

W środę upływa czas na decyzję Senatu w sprawie ustawy o powszechnych wyborach korespondencyjnych, ale prawnie rzecz biorąc, nie może on ich odwlekać. Gdyby Senat do środy włącznie nie zajął stanowiska ws. tej ustawy, trafi ona na biurko prezydenta w wersji sejmowej i jeśli prezydent ją podpisze, wybory powinny się odbyć korespondencyjnie. Senat jednak ustawę prawdopodobnie odrzuci lub wniesie do niej poprawki. Te może odrzucić Sejm, ale musi mieć w czasie głosowania bezwzględną większość – a nie ma takiej pewności.

Czytaj też:

Nieuczciwy plebiscyt zamiast wyborów

Jaki plan ws. wyborów prezydenckich przyjmie PiS?

Sejm nie ma terminu na zajęcie stanowiska, więc może te poprawki zablokować – ale tylko z całą ustawą. Jeśli zaryzykuje i przegra w głosowaniu, to nie znaczy, że zacznie obowiązywać ustawa z senackimi poprawkami – bo jeszcze jest kwestia podpisu prezydenta. Ma on 21 dni na zajęcie stanowiska, więc będzie to już czerwiec. Może zgłosić weto do ustawy lub przesłać ją do TK w ramach kontroli prewencyjnej, więc nie miałaby ona dla tych wyborów znaczenia.

Czytaj też:

W przypadku nieuchwalenia ustawy o powszechnym głosowaniu korespondencyjnym wracamy do starej wersji kodeksu wyborczego i wyborów klasycznych, a w części korespondencyjnych (dobrowolnych) dla seniorów i osób niepełnosprawnych.

I tu zaczynają się kwestie organizacyjne (powołanie komisji wyborczych, karty do głosowania). Być może te już wydrukowane da się zastosować w obu formach głosowania, gdyż jest to po prostu kartka papieru z listą kandydatów, a pieczęć, jak powiedział w poniedziałek w Senacie szef PKW sędzia Sylwester Marciniak, można przybić nawet w dniu wyborów. Chętnych do komisji raczej nie brak, już zgłosiło się 130 tys., a przy korespondencyjnym głosowaniu wystarczy 25 tys.

Są jednak wątpliwości, mówią to nawet przedstawiciele rządu, czy da się wybory do 10 maja organizacyjnie przygotować, bo pozostaną na to praktycznie dwa–trzy dni.

Strona rządowa szuka jeszcze wyjścia w przesunięciu terminu wyborów o tydzień, a może nawet do soboty 23 maja, która jest ostatnim dniem spełniającym wymóg, że wybory mają się odbyć 75 dni przed końcem kadencji prezydenta, a ta upływa 6 sierpnia. Rząd zyskał na tej drodze punkt, gdyż premier otrzymał już w tarczy 2.0. prawo nadania sobocie czy innemu dniu roboczemu statusu dnia wolnego od pracy i 23 maja wybory mogłyby się odbyć.

Drugi przepis ułatwiający takie przesunięcie jest w ustawie, którą zajmuje się Senat. Mówi on, że marszałek Sejmu może przesunąć termin wyborów przy zachowaniu odstępu 75 dni. Pytanie, czy bez tej podkładki marszałek Witek zdecydowałaby się na przesunięcie elekcji, jest otwarte.

Na razie poza wskazywanym od dawna ogłoszeniem stanu klęski żywiołowej nie ma innej realnej możliwości przesunięcia terminu wyborów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA