fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Urzędnicy

Dlaczego rząd nie wprowadza stanu nadzwyczajnego?

Fotorzepa, Jakub Czermiński
Ogłoszenie klęski żywiołowej i tak nie rozwiałoby wszystkich wątpliwości co do zgodności z konstytucją niektórych działań władz. Natomiast stan obecny pozwala przerzucić wiele kosztów walki z epidemią koronawirusa na przedsiębiorców.

Epidemia wirusa SARS-CoV-2 dla wielu europejskich państw okazała się jednym z największych wyzwań od czasów II wojny światowej. Podobnie jest w Polsce, w której władze w obawie przed konsekwencjami rozprzestrzeniania się nowej choroby podjęły szereg radykalnych działań ograniczających funkcjonowanie społeczeństwa. Poważne wątpliwości budzi jednak forma prawna, którą się w tym celu posłużono. Rząd nie skorzystał bowiem z instytucji stanów nadzwyczajnych, przewidzianych w konstytucji na wypadek wystąpienia szczególnych zagrożeń, lecz poprzestał na ogłoszeniu stanu zagrożenia epidemicznego, a następnie stanu epidemii, które zostały przewidziane w ustawie z 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu zakażeniom i chorobom zakaźnym u ludzi oraz ich zwalczaniu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ogólne przepisy tej ustawy zostały wykorzystane do wprowadzenia radykalnych ograniczeń praw i wolności charakterystycznych dla stanów nadzwyczajnych. Dlaczego rząd zdecydował się na taki krok?

Oficjalnie brak podstaw

Oficjalnie obóz rządzący stoi na stanowisku, że nie ma podstaw prawnych do ogłoszenia jednego ze stanów nadzwyczajnych (w tym wypadku stanu klęski żywiołowej). Obecnie trudno jest jednak bronić takiej tezy. Zgodnie z art. 228 ust. 1 konstytucji stany nadzwyczajne mogą być wprowadzane w sytuacjach szczególnych zagrożeń, jeżeli zwykłe środki konstytucyjne są niewystarczające. Nie budzi większych wątpliwości, że obecne zagrożenie ma charakter szczególny. Także druga z wymienionych przesłanek wydaje się spełniona. Faktyczne zawieszenie niektórych praw człowieka przekracza bowiem zakres ograniczeń tych praw dopuszczalny w zwykłych warunkach na podstawie art. 31 ust. 3 i innych pokrewnych przepisów ustawy zasadniczej.

Nietrafiony jest też podnoszony przez niektórych polityków argument, że stan klęski żywiołowej niósłby ze sobą bardzo uciążliwe dla społeczeństwa ograniczenia, które nie są niezbędne. Artykuł 228 ust. 5 konstytucji wprost stanowi, że w ramach stanów nadzwyczajnych można podejmować tylko takie działania, które są proporcjonalne i konieczne. Oznacza to, że nie wszystkie restrykcje przewidziane w ustawie o stanie klęski żywiołowej mogłyby mieć zastosowanie. To Rada Ministrów w rozporządzeniu wprowadzającym stan nadzwyczajny określiłaby, które ograniczenia praw człowieka wspomniane w ustawie by obowiązywały.

Dlaczego więc rządzący nie chcą ogłoszenia stanu nadzwyczajnego? Prawdopodobnie z powodu niektórych konsekwencji prawnych, jakie by się z tym wiązały. Jedną z nich byłoby przesunięcie wyborów prezydenckich. Zgodnie z art. 228 ust. 7 konstytucji mogłyby się one odbyć dopiero po 90 dniach od zakończenia stanu klęski żywiołowej. Nie jest przy tym jasne, czy dotyczy to tylko głosowania czy całości procedur wyborczych. Nawet jednak przy założeniu, że głosowanie musiałoby się odbyć w pierwszym dniu wolnym od pracy po upływie wspomnianych 90 dni, kampania wyborcza zostałaby przedłużona o co najmniej kilka tygodni.

Inną – i prawdopodobnie ważniejszą – konsekwencją ogłoszenia stanu nadzwyczajnego byłaby konieczność wypłaty odszkodowań dla wszystkich dotkniętych wprowadzonymi ograniczeniami. Co warte podkreślenia, obowiązek ten nie wynika z konstytucji, która w tym zakresie pozostawiła ustawodawcy dowolność. Sejm w 2002 r. uchwalił jednak ustawę, na mocy której każdemu, kto poniósł stratę majątkową w następstwie ograniczenia praw i wolności człowieka i obywatela w czasie stanu nadzwyczajnego, przysługuje roszczenie o odszkodowanie. Choć obejmuje ono tylko wyrównanie straty majątkowej (bez utraconych korzyści), to skala obecnych restrykcji każe przypuszczać, że wypłata tego typu odszkodowań i tak stanowiłaby gigantyczne obciążenie dla budżetu państwa. Niewprowadzanie stanu nadzwyczajnego pozwala więc na przerzucenie znacznej części kosztów walki z epidemią na przedsiębiorców. Warto jednak pamiętać, że obóz rządzący miał czas na uchylenie wskazanych regulacji. Nie skorzystał jednak z tej możliwości.

Stan klęski żywiołowej mógłby się okazać dla rządzących kłopotliwy także z tego powodu, że zgodnie z konstytucją ma on charakter czasowy i może trwać maksymalnie 30 dni. Jego przedłużenie jest natomiast możliwe wyłącznie za zgodą Sejmu. W konsekwencji każde wydłużenie stosowania daleko idących restrykcji wymagałoby zwołania parlamentu i zorganizowania debaty nad skutecznością podejmowanych działań.

Słabość konstytucji

Warto jednak podkreślić, że przed wprowadzeniem stanu klęski żywiołowej może powstrzymywać nie tylko konkretny interes polityczny, ale również słabość konstytucyjnych regulacji dotyczących tej instytucji. Artykuł 233 ust. 3 ustawy zasadniczej nie przewiduje bowiem w trakcie stanu klęski żywiołowej możliwości ograniczania wolności zgromadzeń oraz uczestniczenia w obrzędach religijnych. Obecnie natomiast głęboka ingerencja w obie te swobody jest jednym z głównych mechanizmów walki z epidemią. Okazuje się więc, że wprowadzanie wspomnianego stanu nadzwyczajnego i tak nie rozwiałoby wszystkich wątpliwości co do zgodności z konstytucją działań podejmowanych przez rząd.

Autor jest doktorem nauk prawnych, adiunktem na Wydziale Prawa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA