fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Ursula von der Leyen - pretorianka kanclerz Merkel

Ursula von der Leyen
AFP
Ursula von der Leyen zajmowała coraz wyższe stanowiska w rządzie głównie dzięki lojalności wobec Angeli Merkel.

Od tej pory obie panie łączy silna nić kobiecej i politycznej przyjaźni. Na berlińskim parkiecie von der Leyen przez pewien czas uchodziła nawet za następczynię wiecznej kanclerz. Teraz jako pierwsza kobieta ma szanse objąć przewodnictwo unijnego rządu. Pod warunkiem że propozycji Rady Europejskiej przyklaśnie unijny parlament.

Ale socjaldemokraci już kręcą głowami i krytykują. Sigmar Gabriel, były szef SPD, koalicjant Merkel w obecnym niemieckim rządzie, nie zostawia żadnych wątpliwości: „Impertynencki i bezprzykładny akt bezczelnego zakulisowego politycznego pokera". Von der Leyen musiałaby bowiem najpierw, na szczeblu rządowym w Berlinie, zostać namaszczona jako niemiecki komisarz do Brukseli, nim nad jej kandydaturą na przewodniczącego Komisji pochyliliby się szefowie państw i rządów. SPD grozi wyjściem z koalicyjnego rządu Merkel. Martin Schulz (SPD) kandydaturę von der Leyen pointuje krótko: „To sukces Viktora Orbána i jego prawicowych sojuszników w Europie", którzy odrzucili kandydaturę Manfreda Wernera, lidera europejskich chadeków w wyborach do PE.

Z medycyny do polityki

Pierwszych 13 lat życia Ursula von der Leyen spędziła w Brukseli. Jej ojciec, późniejszy premier Dolnej Saksonii Ernst Albrecht, zajmował wysokie stanowisko w unijnej centrali, jeszcze gdy Unia nazywała się Europejska Wspólnota Gospodarcza. Dzięki temu córka mówi płynnie po angielsku i francusku oraz posiada zarówno obycie na dyplomatycznym parkiecie, jak i światowy szlif. Nie musi – jak na początku swojej kariery Merkel – studiować, co włożyć na wizytę u papieża, czy jak premier Ewa Kopacz dać się prowadzić za rękę podczas przemarszu przed kompanią reprezentacyjną w czasie wizyt zagranicznych.

Polityka ją pierwotnie nie pasjonowała. Po maturze studiowała ekonomię, po czym zmieniła kierunek i poszła na medycynę. Na studiach w Hanowerze poznała miłość życia, lekarza Heiko von der Leyena. Ślub wzięli w 1986 r., para doczekała się siedmiorga dzieci.

W kolejnych gabinetach kanclerz Merkel Ursula von der Leyen zasiada od samego początku, od 2005 roku. Najpierw jako minister ds. rodziny (2005–2009). Zasłynęła wtedy ze zlikwidowania ryczałtowego dodatku rodzicielskiego na rzecz rozbudowy sieci opieki przedszkolnej. Istotnie, deficytowe przedszkola w RFN powstawały wtedy jak grzyby po deszczu. Wcześniej znaczna część kobiet nie pracowała zawodowo, lecz wychowywała dzieci w domu. Posunięcie minister stanowiło więc cezurę w strukturze społecznej RFN, umożliwiając kobietom połączenie roli matki z karierą zawodową.

W drugim gabinecie Merkel (2009–2013) lekarka z wykształcenia przejęła sektor pracy i opieki społecznej.

Cztery lata później stanęła na czele Ministerstwa Obrony – stanowisko, które zachowała do dziś po nieznanym politycznej kulturze RFN negocjacyjnym maratonie, efekcie wyborów do parlamentu jesienią 2017 r. Na posadzie, która w Berlinie notorycznie łamała kark i kariery polityczne samców alfa, von der Leyen przetrwała sześć lat – jak żaden z jej męskich poprzedników. Także dzięki swojej największej cnocie – absolutnej lojalności wobec Angeli Merkel. Von der Leyen należy do najbliższego kręgu pretorianów urzędującej kanclerz. Chemia między nimi przypomina tę między tlenem a wodorem.

Jako szefowa mocno niedofinansowanego resortu obrony zdobyła najpierw środki na modernizację podupadłej Bundeswery i skorelowała niemiecką politykę obrony z zagraniczną. To odpowiadało na nowe wyzwania, walkę z terroryzmem i ISIS. Pani minister jest także wielką zwolenniczką europejskiej armii, co z kolei jest zbieżne z polską racją stanu. „Europejska armia jako cel długofalowy oraz NATO są dwiema stronami tego samego medalu" – brzmi jej kluczowa wypowiedź na ten temat.

Wobec stanowiska prezydenta Donalda Trumpa, żądającego większego wkładu Niemiec do budżetu natowskiego, von der Leyen mówi: „Uważam żądanie prezydenta za bardzo fair". Czym odróżnia się w politycznym Berlinie jak ośnieżone Alpy od pustyni. W 2016 roku błyskawicznie podjęła decyzję o wysłaniu misji natowskiej w rejon Morza Egejskiego, gdzie grecka i turecka straż wybrzeża oraz europejski Frontex rozpoczęły na dużą skalę walkę z bandyckim procederem przewożenia uchodźców do Europy.

Wkurzeni generałowie

Nie obyło się jednak w karierze von der Leyen bez skandali. Największy dotyczył opóźnień w dostawach nowego sprzętu dla armii. Ponadto wojsko stanowiło wygodne schronienie dla rasistowskich ultraprawicowców. W samym tylko 2017 roku wykryto 400 takich przypadków. To skłoniło szefową resortu do bezprecedensowego sformułowania, iż „cała armia niemiecka ma problem" (z rasistowskimi skłonnościami), czym wywołała burzę i rozsierdziła część generałów. Stanowiska jednak nie zmieniła.

Nie do końca natomiast jasne jest zatrudnienie kilku doradców w Ministerstwie Obrony, szczególnie jednej doradczyni, która – jak twierdzą „dobrze poinformowani" – ściągnęła szybko do resortu krewnych i znajomych. W grudniu tego roku czeka szefa unijnego rządu in spe przesłuchanie w tej sprawie przed komisją parlamentarną.

Największą aferę minister obrony ściągnęła na siebie pracą doktorską. Owszem, kilka lat temu miliony Niemców przesiadywało w bibliotekach, tropiąc podejrzenie plagiatu w doktoratach kilku ministrów Merkel. Wedle „VroniPlag Wiki" plagiaty wykryto na 27 stronach, na każdej stanowił on co najmniej 50 procent tekstu. Brakowało nie tylko przypisów źródłowych, ale także odnośniki do źródeł miały zostać celowo fałszywie podane. Uniwersytet w Hanowerze powołał komisję, która zarzutów nie potwierdziła i tytułu doktorskiego nie odebrała.

Ambitna i niezłomna, religijna i rodzinna, subtelna, ale zdecydowana matka siedmiorga dzieci, choć wyjątkowo filigranowej postury, miała w 2010 roku wielkie szanse na stanowisko prezydenta Niemiec. Wygląda jednak na to, że zamiast tego przejmie pałeczkę po jowialnym Jeanie-Claudzie Junckerze.

Nominacja Ursuli von der Leyen to kolejny sukces Merkel, ale cios w Parlament Europejski, skoro zasada wyboru szefa unijnego rządu w osobie lidera rodziny politycznej, która wygrała w wyborach, została zdeptana jak świeża trawa. Po raz kolejny zatriumfował zaś zakulisowy polityczny poker. Ulubiona rozgrywka Merkel i Macrona.

Sukces Niemiec i Francji, także grupy państw Europy Wschodniej, porażka Unii Europejskiej.

Dr hab. Arkadiusz Stempin jest wykładowcą Uniwersytetu we Fryburgu oraz Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Tischnera w Krakowie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA