Na testach nowego działa był sam Kim Dzong Un. Na własne oczy miał widzieć, że strzela tak precyzyjnie jak karabin snajperski i jednocześnie dysponuje największym zasięgiem spośród wszystkich broni świata. Mają mu się nie oprzeć nawet najszybsze oraz najbardziej opancerzone wozy wrogów Korei Północnej. Nic nie uratuje Zachodu przed tym, by zmienić stan skupienia - z czołgowego w dyniowy. W końcu jeżeli tak twierdzi sam przywódca, to musi to być prawda.
Działo ma wkrótce trafić do masowej produkcji. Zostanie rozmieszczone na plażach północnej części półwyspu i na pierwszych liniach frontu. Czyli teoretycznie wszędzie w kraju, który cały silny i gotowy czeka na potencjalne zwarcie z imperialistycznym Zachodem.
Historie broni czarodziejskiej niczym różdżka z bajek można włożyć między opowieści dla dzieci, jednak siły Północnej Korei to wciąż jedna z największych pod względem liczebności armii świata. Pjongjang dysponuje 1,2 mln żołnierzy będących na czynnej służbie, których do wciąż spodziewanej wojny wystawia 25-mln społeczność. Korea Południowa ma dla porównania armię o połowę mniejszą. Pjongjang musi obecnie liczyć się z wprowadzeniem kolejnych sankcji, tym razem nałożonych przez ONZ w zamian za nieustające tendencje militarystyczne. W styczniu oraz lutym br. kraj przeprowadził odpowiednio bowiem czwartą próbę nuklearną oraz wystrzelił drugiego satelitę testując przy okazji rakietę międzykontynentalną.