fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty motorowe

Fernando Alonso: Demon małych gier

Fernando Alonso (w locie za kierownicą McLarena) w ostatnią niedzielę podczas Grand Prix Belgii na torze we Spa-Francorchamps miał groźny wypadek. Na szczęście wyszedł z niego bez szwanku, podobnie jak ci, z którymi się zderzył
AFP
Po latach bezskutecznej pogoni za trzecim tytułem mistrzowskim Hiszpan Fernando Alonso po sezonie zawiesi starty w Formule 1. Ma już nowy cel: potrójną koronę, czyli zwycięstwa w trzech najbardziej prestiżowych wyścigach.

Dwa mistrzowskie tytuły w F1 hiszpańskiego kierowcy zdążyły już pokryć się grubą warstwą kurzu. W tym roku minie 12 lat od zwycięskiej batalii z Michaelem Schumacherem w sezonie 2006.

Rok wcześniej w zaciętej walce Alonso pokonał Kimiego Raikkonena, zostając najmłodszym wówczas czempionem w historii Formuły 1. Gdy w 2003 roku zwyciężał w Grand Prix Węgier, również dokonał tego jako najmłodszy zawodnik.

Zwykła rodzina

Od tamtej pory rywale – Sebastian Vettel czy Lewis Hamilton – przyćmili jego dorobek, mimo to Alonso uznawany jest za jednego z najwybitniejszych kierowców nie tylko swojej generacji. Statystyki nie oddają skali jego talentu i umiejętności – a te przydały mu się bardzo, bo na wyścigowe szczyty dostał się właściwie znikąd.

Chociaż Grand Prix Formuły 1 organizowano tam już w latach 50., Hiszpania pozostawała raczej na uboczu wyścigowego świata. Rządziła piłka nożna, a jeśli chodzi o maszyny z silnikami, nic nie mogło równać się z motocyklami. Gdy Alonso rozpoczynał marsz na wyścigowe szczyty, na kartach historii F1 Hiszpanów praktycznie nie było.

Dziś to właściwie nie do pomyślenia, ale rodzina Alonso nie miała ani wielkich wyścigowych tradycji, ani fortuny. Mama pracowała w supermarkecie, ojciec w fabryce materiałów wybuchowych – dla zabawy ścigał się gokartami i postanowił tą pasją zarazić... córkę. Jednak Lorena, starsza o pięć lat od Fernando, w ogóle nie była zainteresowana warczącą maszyną. Przejął ją zatem trzyletni wówczas syn.

Rodziców nie było stać na porządny program startów w kartingu, więc kariera Fernando już od najmłodszych lat zależała wyłącznie od jego umiejętności i wyników. Pieniędzy brakowało nawet na deszczowe opony, więc młodzian musiał radzić sobie w deszczu na gładkim ogumieniu. Szybko piął się po kolejnych szczeblach wyścigowego wtajemniczenia, tylko dwa sezony spędził w samochodowych seriach juniorskich przed debiutem w Formule 1 – w sezonie 2001, w wieku 19 lat.

W najsłabszym w stawce samochodzie Minardi dokonywał takich cudów, że pod swoje skrzydła błyskawicznie zgarnęło go Renault. Sezon 2002 spędził w roli kierowcy testowego tej ekipy, a zgromadzone doświadczenie wykorzystał błyskawicznie. Najmłodszy zdobywca pole position, najmłodszy zwycięzca, dwa lata później najmłodszy mistrz, później najmłodszy podwójny mistrz... Przed sezonem 2007 wyścigowy świat leżał u stóp Alonso.

Ale to był początek końca. Hiszpan przeniósł się do McLarena, gdzie jego partnerem został debiutujący w 2007 roku Lewis Hamilton. Na fali dwóch tytułów z rzędu, z pierwszoroczniakiem w drugim samochodzie, Fernando witał się już w myślach z kolejnym mistrzowskim sukcesem. Okazało się jednak, że Hamilton też potrafi szybko jeździć.

Podejrzliwy Alonso był przekonany, że brytyjski zespół wspiera „swojego" kierowcę i pracuje na jego korzyść. Nie po raz pierwszy usłyszał podszepty demonów: pod koniec sezonu 2006, wściekły na awarie i problemy w Renault, oskarżał swoją ekipę o sabotowanie jego wysiłków po to, by nie zabierał mistrzowskiego numeru „1" do McLarena.

W McLarenie rozpętał jeszcze większe piekło. To przez niego władze sportu dowiedziały się, że pozyskane nielegalnie od pracownika Ferrari tajne dane konkurencji były wykorzystywane przez brytyjski zespół. McLaren dostał za to rekordową karę 100 milionów dolarów i został wykluczony z klasyfikacji konstruktorów. Bratobójczą walkę o triumf wśród kierowców też przegrano: Raikkonen z Ferrari zdobył o jeden punkt więcej niż Hamilton i Alonso.

Hiszpan odszedł z McLarena i wrócił na dwa lata do Renault – będącego już cieniem dawnej potęgi. Ofertę złożył mu Red Bull, ale Alonso wolał czekać na fotel w Ferrari. Dostał go w sezonie 2010 – pierwszym z czterech pod znakiem absolutnej dominacji Vettela i Red Bulla. Dwukrotnie niewiele brakowało, by pokonał niedoszłych pracodawców – w 2010 roku zadecydowały cztery punkty, dwa lata później – trzy. W połączeniu z pamiętnym sezonem 2007 daje to w sumie osiem punktów, przez które bilans Alonso zamknął się na dwóch, a nie na pięciu mistrzowskich tytułach.

Koniec z Formułą 1

Na tym nie koniec złych decyzji. Animozje w Ferrari – w 2014 roku Hiszpan na urodziny zażyczył sobie „samochodu innej ekipy" – zakończyły się rozstaniem i powrotem do McLarena.

Brytyjska ekipa rozpoczynała wtedy współpracę z Hondą i Alonso właśnie w tym upatrywał szans na powrót do wielkiej gry. Japończycy nie sprostali jednak zadaniu i przez trzy sezony sukcesem dla Fernando było dojeżdżanie do mety i zdobywanie pojedynczych punktów.

W tym roku wraz ze zmianą silników na Renault miało być lepiej, ale to niewiele zmieniło. McLaren wciąż jeździ w drugiej połowie stawki, zespół ogarnął chaos, na ważnych stanowiskach technicznych są ciągłe zmiany. W tej sytuacji Alonso stracił cierpliwość i postanowił wziąć rozbrat z Formułą 1 – nie wykluczając powrotu, jeśli również McLaren wróci do gry.

Zamknięte drzwi

Talent i wyczucie techniczne Alonso powinny przynieść mu więcej tytułów. Jednak demon prędkości na torze zamieniał się w demona małych gierek w garażu. Na torze jest piekielnie szybki, ale równie szybko buduje niewidzialne mury w zespole. Podejrzliwość i szukanie wrogów w każdym kącie mogą być efektem niełatwej podróży do F1, jednak burzenie zespołowych relacji – jak ściągnięcie wszystkich doświadczonych inżynierów na swoją stronę garażu Ferrari – albo próba wręczania gotówki swoim mechanikom za czasów pierwszej przygody w McLarenie – zamknęło mu drzwi do czołowych ekip. Red Bull, który kusił go dekadę temu, teraz przyznaje, że Hiszpan „powoduje chaos, gdziekolwiek się pojawi".

Tworzenie niezdrowej atmosfery i seria nietrafionych decyzji sprawiają, że mimo dwóch tytułów i 32 wygranych wyścigów Alonso przejdzie do historii Formuły 1 jako jeden z zawodników, którzy pogrzebali swe szanse na jeszcze większe sukcesy.

Pozostaje mu za to walka o wyjątkowe osiągnięcie, czyli potrójną koronę. Jak dotąd jedynie Graham Hill w latach 60., gdy w sporcie samochodowym specjalizacja nie była tak wąska, zdołał zwyciężyć w Grand Prix Monako F1, 24h Le Mans (te wyścigi Alonso też wygrywał) oraz Indianapolis 500.

Teraz Alonso ma szansę powtórzyć ten wyczyn, jeśli się ze wszystkimi nie pokłóci, zanim wygra w Indianapolis.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA