fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Igrzyska Kwitnącej Wiśni

Thomas Bach
AFP
Możliwe są igrzyska w Tokio nie późnym latem, lecz wiosną przyszłego roku. Nie wyklucza tego szef MKOl Thomas Bach.

Nie kto inny, tylko premier Shinzo Abe zaoferował Międzynarodowemu Komitetowi Olimpijskiemu (MKOl) przełożenie imprezy na kolejny rok. I nie kto inny, tylko premier Abe jako pierwszy poinformował media o zawarciu porozumienia.

Przekaz jest jasny: Japończycy wykazali się odpowiedzialnością i wysłuchali apeli świata sportu. Ale według „Guardiana" to właśnie opór gospodarzy sprawił, że na decyzję trzeba było czekać tak długo.

Przewodniczący MKOl Thomas Bach miał od dłuższego czasu nalegać na przełożenie igrzysk. A kiedy jego naciski nie przyniosły skutku, zmobilizował narodowe komitety – w tym szefującego Australijczykom swojego przyjaciela Johna Coatesa – do wszczęcia buntu.

Niewykluczone, że były szermierz faktycznie rozegrał kryzys jak partię szachów. Pytaniem pozostaje, w jakim stopniu szef jednej z najpotężniejszych sportowych organizacji świata powinien być działającym za kulisami politykiem, a w jakim liderem wskazującym kierunek. Niemieccy dziennikarze ostro zaatakowali swojego rodaka i nazwali decyzję o przełożeniu igrzysk „pyrrusowym zwycięstwem".

Dokładny termin zawodów to wciąż zagadka, ma do nich dojść „nie później niż latem 2021 roku". – Musimy podjąć decyzję tak szybko, jak to możliwe, ale najpierw poprosimy o opinię wszystkich zainteresowanych – mówi Bach i zapowiada wideokonferencję z 33 sportowymi federacjami.

Niektórzy członkowie MKOl zastanawiają się nad organizacją imprezy wiosną. Takiej opcji nie wyklucza sam Bach, podkreślając, że dyskusja o nowym terminie igrzysk „nie będzie ograniczona do miesięcy letnich".

Przełom marca i kwietnia to okres, kiedy Japończycy świętują Hanami – czas kwitnienia wiśni. Wiosna byłaby też oczywistym symbolem odradzania się świata sportu po epidemicznym kryzysie.

Taki termin pozwoliłby uniknąć wakacyjnych upałów – to z ich powodu maratończycy i chodziarze mieli rywalizować nie w Tokio, lecz w Sapporo – ale średnia temperatura (13,6 st. C w kwietniu tego roku) dla wielu sportowców mogłaby być zbyt niska. Wiosna jest też okresem, kiedy kwitną rozgrywki piłkarskie, a do końca zbliżają się sezony hokejowej NHL i koszykarskiej NBA, które są oczkiem w głowie głównego partnera biznesowego MKOl, telewizji NBC.

Termin wakacyjny to konflikt z mistrzostwami świata organizowanymi przez dwie największe federacje sportowej: pływacką FINA i lekkoatletyczną World Athletics (WA). Przedstawiciele obu organizacji zadeklarowali już jednak elastyczność i chęć współpracy z MKOl.

Większym kłopotem może być wciśnięcie zawodów w kalendarz tuż po piłkarskim Euro 2020 i kilka miesięcy przed zimowymi igrzyskami w Pekinie. Nową datę musiałaby znaleźć zaplanowana na sierpień Uniwersjada w chińskim Chengdu.

Bach przyznaje, że władze jego organizacji czeka układanie szalenie trudnych puzzli. Każda decyzja spowoduje w kalendarzu imprez sportowych efekt domina.

Ważne, że decyzja o przełożeniu igrzysk spotkała się z aprobatą większości federacji i narodowych komitetów olimpijskich. Organizatorów wspierają też sponsorzy: Coca-Cola i Discovery.

Zawodników cieszy przede wszystkim to, że dobiegł końca czas niepewności, choć polscy kajakarze i młociarz Paweł Fajdek byli przeciwni zmianie terminu tokijskiej imprezy.

– Obudziłam się samotna, przestraszona, niepewna. Mąż rzucił pracę, żeby wspierać moje olimpijskie marzenie, a trener dojeżdżał codziennie przez dwie godziny, abym mogła pracować bliżej domu i rocznej córeczki. Te poświęcenia sprawiły, że wiadomość o przełożeniu igrzysk była rozczarowująca, ale bez cienia wątpliwości właściwa: dla nas i dla świata – pisze na łamach „Time" sześciokrotna mistrzyni olimpijska, amerykańska biegaczka Allyson Felix.

18 lat temu igrzyska w Salt Lake City pomogły jej rodakom otrząsnąć się po katastrofie 11 września. Możliwe, że teraz terapią dla świata rozbitego po epidemii będzie właśnie impreza w Tokio.

Na razie w stolicy Japonii doszło do największego dziennego przyrostu chorych na koronawirusa od momentu rozpoczęcia epidemii (ponad 40 nowych przypadków), a gubernator Yuriko Koike poprosiła mieszkańców o pozostanie w domach. Niewykluczone, że miasto zostanie zamknięte.

Piotr Rostkowski Trener biegaczy Adama Kszczota i Marcina Lewandowskiego

Musimy przejść kwarantannę jak każdy, kto wrócił do Polski po 15 marca. Przebywamy w swoich domach. Adam ćwiczy na rowerze stacjonarnym. Przydałaby mu się bieżnia mechaniczna, ale niestety nie udało się jej zainstalować z uwagi na gabaryty i brak możliwości wniesienia jej do mieszkania. Marcin korzysta z bieżni mechanicznej. Właściwie wszystkie obiekty sportowe są zamknięte. W lekkiej atletyce do pewnego stopnia można sobie poradzić, mając pod bokiem las czy park, ale na pewnym etapie przygotowań niezbędna jest bieżnia stadionu, dobrze wyposażona sala czy sprzęt używany do realizacji treningu siły. W przypadku wznowienia szkolenia chciałbym, żeby pierwsze zgrupowanie odbyło się w miejscu, gdzie nie będzie dużych skupisk.—ł.m.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA