fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

"Nie poszłam do banku, bo nie umyłam głowy". Jak tłumaczą się dłużnicy

Adobe Stock
Wymyślając usprawiedliwienia, dłużnicy chcą przekonać samych siebie, że rzeczywiście wystąpiły ważne powody, które uniemożliwiły im uregulowanie zobowiązań – mówią eksperci.

„Chciałam iść do banku, ale mam nieumytą głowę"; „Pojechałem do Egiptu i nie wiem, gdzie jestem"; „Zgubiłem się w lesie i nie mam dostępu do banku"; „Już szłam do banku, by wpłacić pieniądze, ale ktoś ukradł mi torebkę" – to niektóre wymówki stosowane przez dłużników, którzy nie regulują terminowo swoich zobowiązań. Zdaniem ekspertów jest to forma usprawiedliwiania się dłużnika przed samym sobą, a nie przed wierzycielem.

– Ostatnio popularne jest też odwoływanie się do wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie kredytów frankowych. Część dłużników uważa, że skoro TSUE ogłosił korzystny wyrok dla frankowiczów, to za telewizor na raty też nie trzeba płacić – mówi Jakub Kostecki, prezes firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Dłużnicy często powołują się też na przepisy o RODO. Domagają się zaprzestania przetwarzania ich danych. Twierdzą, że nie wyrażali na to zgody i dlatego nie ma do nich prawa firma windykacyjna.

Dlaczego Polacy nie regulują zobowiązań? Krajowy Rejestr Długów przeprowadził ankietę wśród negocjatorów Kaczmarski Inkasso o postawach dłużników. Jako powody niepłacenia 82 proc. wskazuje brak pieniędzy. Co czwarty negocjator słyszy, że dłużnicy musieli spłacić inne, ważniejsze zobowiązanie i na uregulowanie kolejnego już nie wystarczyło pieniędzy. Przyczyną niepłacenia dość często bywają też problemy osobiste (38 proc.) bądź słaba pamięć (26 proc.).

Równie często, jak „zapomniałem", negocjatorzy słyszą, że zobowiązanie nie istnieje. Zdarzają się też tacy, którzy tłumaczą, iż już zostało spłacone (8 proc.). Jest także grupa dłużników, która zawsze ma problemy techniczne i nie może zrobić przelewu na czas (2 proc.). Podobne wnioski płyną z badania pod koniec ubiegłego roku przez IMAS International, także na zlecenie Krajowego Rejestru Długów. Wynika z niego, że najczęstszym powodem niepłacenia zobowiązań (32 proc.) jest pojawienie się nieplanowanych wydatków, np. naprawa samochodu czy sprzętu domowego. 17 proc. dłużników przyznało, iż biorąc kredyt, myślało, że „jakoś to będzie". Podobny odsetek wskazywał, że wydali za dużo na rzeczy, „które musieli kupić". Co czwarty badany z kolei jako powód niepłacenia wskazywał utratę pracy.

– Biorąc pod uwagę, że bezrobocie spadło do 5 proc., a praca szuka człowieka, trochę trudno uwierzyć w takie wyjaśnienie, zwłaszcza że było wskazywane przez dość dużą grupę dłużników – mówi Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów. – Trzeba pamiętać, że w tego typu badaniach, nawet anonimowych, ankietowani często starają się wybielić – dodaje.

Podobnie absurdalne tłumaczenia dłużników wyjaśnia prof. Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – W takich usprawiedliwieniach główne znaczenie ma to, by dłużnik sam siebie przekonał, że miał naprawdę bardzo ważny powód, aby tego zobowiązania nie uregulować. Po to, by zagłuszyć wyrzuty sumienia. To, czy w te wyjaśnienia uwierzy wierzyciel, ma dla niego drugorzędne znaczenie – wyjaśnia.

Nęcki wyklucza natomiast złą wolę dłużników. – W momencie zaciągnięcia długu większość ma dobre intencje i wierzy, że da radę go spłacić. Są przekonani, że przyszłość rysuje się w jasnych barwach. To optymizm życzeniowy, a nie realistyczny – tłumaczy.

Zwraca też jednak uwagę na zbyt lekkie u wielu Polaków podejście do regulowania długów. – Wydaje im się, że wierzycielowi wielka krzywda się nie stanie, a zobowiązanie nie jest zbyt duże. Gdyby więcej osób honorowo podchodziło do konieczności spłacania długów, takich problemów by nie było – podsumowuje prof. Nęcki.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA