fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Wyznawcy Potwora Spaghetti skarżą się na Polskę w Strasburgu

Niklas Jansson/ domena publiczna
Wyznawcy bóstwa, złożonego z makaronu, pulpecików i oczu na słupkach, walczą o rejestrację wyznania w Polsce.

Latający Potwór Spaghetti jest dowcipnym bogiem, który stworzył świat, zaczynając od gór, drzew i karła. Wyjątkowo lubi piwo i piratów, z których wyewoluowała ludzkość, a losami kieruje przez swoją makaronową mackę – tak w skrócie wyglądają wierzenia członków Polskiego Kościoła Latającego Potwora Spaghetti.

I chcieliby wyznawać je całkowicie legalnie. Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita", w styczniu złożyli w tej sprawie skargę w Europejskim Trybunale Praw Człowieka.

Sądowy serial

Poprzedziła to długa batalia w polskich sądach. Założyciele kościoła po raz pierwszy wniosek o rejestrację złożyli w 2012 r. w ówczesnym Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji (później kompetencje w sprawie wyznań przejęło Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji). Dostali decyzję odmowną i choć dwukrotnie wygrali z ministerstwem przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Warszawie, ministerstwo znów sprzeciwiało się rejestracji.

W 2016 r. warszawski sąd tym razem oddalił skargę wyznawców Potwora na odmowną decyzję ministerstwa, a w 2018 r. przegrali przed Naczelnym Sądem Administracyjnym. Tym samym wyczerpała się droga sądowa w Polsce.

W trakcie tego prawnego serialu ministerstwo, powołując się na opinię religioznawców, utrzymywało, że Kościół Latającego Potwora Spaghetti nie powstał w celu wyznawania wiary religijnej, a jedynie ją parodiuje, a poza tym nie posiada własnego ustroju i obrzędów. Członkowie kościoła taką opinię uważają za krzywdzącą. Wszak świętują każdy piątek, gdy spożywają piwo i jedzą święte danie, czyli makaron, a w ich kalendarzu jest kilka innych dni świątecznych. Przypadają m.in. pod koniec grudnia, gdy Polski Kościół Latającego Potwora Spaghetti oficjalnie zaleca wyznawcom rytualne oglądanie filmu „Kevin sam w domu". Zdaniem pastafarian po śmierci czeka na nich raj ze striptizerkami i wulkanem piwnym lub piekło, gdzie piwo jest nieświeże, a striptizerki zarażają chorobami wenerycznymi.

– Jest nam przykro, czujemy się odzierani z godności – utyskuje Krzysztof Listowski, naczelny przełożony Polskiego Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. – To sytuacja precedensowa, dotychczas żadnej religii w Polsce nie próbowano administracyjnie wyznaczyć stopnia jej religijności. Do nas jednak ministerstwo powołało biegłych, którzy nam przyłożyli swoje „mędrca szkiełko i oko", by orzec (opierali się przy tym wyłącznie na spostrzeżeniach dotyczących społeczności w USA), że Latający Potwór Spaghetti wprawdzie dla swoich wyznawców jest „fascinans", ale nie zachodzi w związku z nim „tremendum", tedy my tak naprawdę nie wierzymy – mówi.

Dodaje, że w boju przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka wyznawcy Potwora chcą używać podobnej argumentacji, jak przed sądami krajowymi. Ich zdaniem ministerstwo, mające w swoich kompetencjach problematykę wyznań i kościołów, może odmówić rejestracji tylko w kilku jasno określonych sytuacjach, przykładowo gdy wniosek zawiera postanowienia pozostające w sprzeczności z przepisami ustaw chroniącymi bezpieczeństwo, porządek, zdrowie i moralność publiczną. Zdaniem pastafarian żadna z takich przesłanek nie zachodziła.

Kłopoty za Odrą

Podobne problemy pastafarianie mają nie tylko w Polsce. Przykładowo w Niemczech na rejestrację nie zgodził się w 2018 r. Trybunał Konstytucyjny. Pastafarianizm jest za to religią uznaną przez państwo w Nowej Zelandii. Religię wymyślił w 2005 roku fizyk Bobby Henderson, zaniepokojony pomysłem wprowadzenia kreacjonizmu do amerykańskich szkół. Zażądał nauczania także o Latającym Potworze, w którego rzekomo wierzy.

Ile w Polsce wyznawców ma Latający Potwór Spaghetti, trudno oszacować. Jednak liczby mogą robić wrażenie. Profil kościoła na Facebooku ma ponad 114 tys. fanów, a zdaniem Listowskiego przez wydarzenia organizowane przez pastafarian przewinęło się kilka tysięcy osób.

Mimo to Andrzej Jaworski, były poseł PiS i były przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski, twierdzi, że odmowa rejestracji była słuszna. – Powinny zmienić się przepisy dotyczące rejestracji związków wyznaniowych. W tym przypadku zarejestrować próbowało się coś, co należy uznać za parodię religii. W przyszłości może się zdarzyć, że z rejestracji mogą skorzystać osoby wyłącznie zainteresowane przywilejami przysługującymi związkom wyznaniom – przewiduje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA