fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Niejasne finanse Otwartego Dialogu

Ludmiła Kozłowska
Rafał Guz/pap
Fundacja, której prezes została kilka dni temu wydalona z Polski, znalazła się w ogniu kontroli fiskusa i śledczych.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie we wrześniu 2017 r. wszczęła śledztwo w sprawie ewentualnych przestępstw karnych skarbowych Fundacji Otwarty Dialog. Materiałów dostarczył łódzki Urząd Celno-Skarbowy.

– Badamy m.in. przepływy finansowe pomiędzy podmiotami związanymi z Fundacją w kontekście prawidłowości składanych przez nią sprawozdań finansowych – przyznaje „Rzeczpospolitej” prok. Łukasz Łapczyński, rzecznik prokuratury. Śledztwo toczy się w sprawie, co oznacza, że dotąd nikomu nie przedstawiono zarzutów. – Znajduje się na etapie gromadzenia materiału dowodowego – zaznacza Łapczyński.

Milionowe przychody

Rąbka tajemnicy uchylił tygodnik „Sieci”. Opisał, że fundacja korzystała ze zwolnień podatkowych, a pomiędzy organizacją a spółkami personalnie z nią powiązanymi przepływały pieniądze. Chodzi m.in. o firmę męża Ludmiły Kozłowskiej Bartosza Kramka – Silk Road (on jest prezesem, ona wiceprezesem).

Spółka Silk Road ma ubogą stronę internetową. Reklamuje doradztwo wizerunkowe (PR) i biznesowe („przygotowujemy twoją firmę do działania na rynkach zachodnich”), ale choć działa od 2012 r., to m.in. zakładka „o firmie” jest pusta. Zespół stanowią młodzi działacze Fundacji, ale poza tym nie wiadomo, co formalnie wiąże ją z Fundacją, która korzystała z wysokich zwolnień podatkowych (dziś ich zasadność bada prokuratura). Jak napisał tygodnik „Sieci”, po roku od przejęcia nieaktywnej spółki przez Kramka jej przychody (głównie za doradztwo) sięgnęły aż 1,6 mln zł, a za kolejny 2014 rok – już 3,6 mln zł. Tygodnik ujawnił, że aż 3,2 mln zł dla Silk Road przelała spółka z Glasgow – Kariastra Project PLP o niejasnej strukturze właścicielskiej, z rajów podatkowych.

Osoba niepożądana

Jednak wątpliwości wokół finansów fundacji, czyli ewentualne przestępstwo karne skarbowe – nie mogły być podstawą wydalenia z UE Ludmiły Kozłowskiej (obywatelki Ukrainy), co stało się na wniosek Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która powołała się na „bezpieczeństwo państwa”.

Kozłowska w 2008 r. przyjechała do Polski na studia doktoranckie. Ale zamiast doktoratu (jak sama pisze o sobie na stronie Silk Road, wciąż „doktoryzuje się z historii politycznej na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie”) w 2010 r. została prezesem fundacji Otwarty Dialog.

W Polsce dotąd przebywała na tzw. pobyt czasowy wydawany na trzy lata – wielokrotnie przedłużany – nie wiadomo, czy ze względu naukę czy też małżeństwo z Kramkiem (ABW nie miała dotychczas do niej zastrzeżeń). W tym roku Kozłowska wystąpiła do wojewody mazowieckiego po raz pierwszy o status rezydenta długoterminowego UE, jaki przysługuje cudzoziemcowi, który przebywa legalnie i nieprzerwanie przez pięć lat – musi znać dobrze język polski i posiadać źródło stabilnego i regularnego dochodu. Wojewoda wystąpił m.in. do ABW o ocenę wniosku, a szef ABW nie tylko negatywnie zaopiniował jej osobę, ale też złożył wniosek o wpis Kozłowskiej do SIS (Systemu Informacyjnego Schengen) jako osoby niepożądanej „ze względów obronności lub bezpieczeństwa państwa lub ochrony bezpieczeństwa i porządku publicznego”. Uzasadnienie ABW jest tajne. Jednak o wątpliwościach wokół działań fundacji i jej sponsorów od 2017 r. pisały media, więc ABW zaczęła się jej na uważnie przyglądać.

Dziennikarze „Sieci” stawiają mocne tezy – sugerują, że Otwarty Dialog może być agenturą wpływu wschodnich oligarchów, którzy są darczyńcami fundacji, a ta ich wspiera pod hasłem obrony praw człowieka. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, organy ścigania nie mają jednak dowodów na pranie pieniędzy przez fundację. W niejasnej historii kłopotów Kozłowskiej wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Jak np. to, dlaczego służby nie złożyły wniosku o delegalizację fundacji, co byłoby racjonalną konsekwencją zdarzeń. Wiadomo, że ABW ma problemy, by zweryfikować Kozłowską, m.in. ustalić, czy miała też rosyjski paszport.

Powodów wydalenia Kozłowskiej ABW nie ujawnia. – Służby muszą zebrać dowody przeciwko takiej osobie, by uzasadnić, że jest w tym kraju „niepożądana”. Jednak nie muszą to być dowody, jakich potrzebowałaby prokuratura do postawienia zarzutów – wyjaśnia nasz rozmówca znający tę problematykę.

Wciągnięcie Kozłowskiej do SIS nie było działaniem typowym. – Osoby wpisane do SIS znalazły się tam głównie z powodu pobytu w kraju np. bez ważnej wizy czy zezwolenia na pobyt, zostały złapane na nielegalnej pracy lub np. przemycie. To zupełnie inne sytuacje niż sprawa Kozłowskiej – zaznacza nasz rozmówca.

Z danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców wynika, że do końca czerwca do wykazu cudzoziemców, których pobyt na terytorium RP jest niepożądany, wpisanych było ok. 20 tys. osób. Największą grupę stanowią skazani za przestępstwa umyślne.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA