fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Obrady ws. projektu ustawy o TK nie powinny być zaskoczeniem

Fotorzepa, Marta Bogacz

Poprawki czy nowy projekt?

Poniedziałkowe obrady Komisji Ustawodawczej w sprawie projektu nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym nie powinny być dla nikogo zaskoczeniem. Wszak intencje projektodawców były od początku czytelne. Chodziło o sparaliżowanie prac Trybunału i wzmocnienie nadzoru nad jego działalnością ze strony Sejmu. W pierwotnym tekście projektu zachowano jeszcze pewne pozory. Proponowane obecnie poprawki tych złudzeń są już pozbawione.

Przede wszystkim trzeba przypomnieć, co to jest poprawka. Wg słownika języka polskiego jest to „usunięcie błędu lub niewielkiego braku", „wprowadzenie uzasadnionej innowacji w pewnym zakresie". Trybunał wielokrotnie wypowiadał się w sprawie tego, jak daleko może sięgać poprawka w toku prac nad ustawą i uznał, że nie może zmieniać sensu projektu. Jeśli - tak naprawdę, jest nowym projektem, powinna zostać zgłoszona jako nowy projekt. Taki jest sens procedury legislacyjnej, która dzieli się na trzy czytania i prace komisji sejmowej. Dodawanie albo całkowita zmiana przepisów, których pierwotny projekt nie dotyczył, to skreślenie jednego czytania. To tak, jakby obywatel przed sądem I instancji został oskarżony o jedno przestępstwo, a w drugiej dołożono by mu jeszcze kilka innych zarzutów. Jest jasne, że ten tryb prac nad projektem ustawy powoduje niekonstytucyjność całej ustawy. Tyle tylko, że tę niekonstytucyjność trzeba stwierdzić, wcześniej ustawa korzysta z domniemania zgodności z ustawą zasadniczą i obowiązuje.

„To nie wasz pociąg – ogłosiły megafony"

W 1975r. Jacek Kaczmarski napisał piosenkę „Poczekalnia". Oto grupa znajomych czeka na pociąg, ale za każdym razem, gdy kieruje się na perony, megafony informują, że to nie ich pociąg. Więc czekają dalej. My także czekamy.

Czekamy na uchwalenie projektu ustawy ze zmianami przyjętymi przez komisję ustawodawczą. Zapewne nie przyjdzie nam czekać długo i Sejm uchwali nowelizację przed Wigilią. A ustawa wejdzie w życie z dniem ogłoszenia, na które też zapewne nie przyjdzie nam czekać długo. Wszak vacatio legis można skrócić poniżej minimum przyzwoitości. To oznacza, że Trybunał, jeśli ustawa zostanie zaskarżona (a co do tego nie można mieć wątpliwości), powinien ją rozpoznać na nowych zasadach.

Te nowe zasady zakładają, że rozprawa może się odbyć nie wcześniej niż 6 miesięcy po doręczeniu uczestnikom zawiadomienia o terminie rozprawy. Termin będzie krótszy (3 miesiące) wtedy, gdy sprawę rozpoznaje inny niż pełny skład TK. To ukłon w kierunku obywateli – wg poprawki w składzie 7 sędziów TK ma rozpoznawać skargi konstytucyjne. Poprawka zakłada też, że w sprawach „bezpośredniego naruszenia wolności, praw i obowiązków człowieka i obywatela" termin ten może być skrócony o połowę. Konstrukcje wielopiętrowe rzadko są czytelne.

Ten termin akurat postępowania nie przedłuży, bo i tak w kolejce czeka co najmniej 169 spraw zawisłych przed TK. A wg. uzupełnionego projektu, TK ma bezwzględnie rozpoznawać sprawy wg kolejności wpływu (sic!). Nieważne, że oznacza to nawet kilkuletnie oczekiwanie. W tym czasie megafony sejmowe będą ogłaszać, że to nie nasz pociąg.

Po uchwaleniu, podpisaniu i ogłoszeniu ustawy, na co nie przyjdzie nam pewnie czekać długo, poczekamy na reakcję organów i osób uprawnionych do zaskarżenia jej przed Trybunał. Pozostaje nadzieja, że na tę decyzję także nie przyjdzie nam czekać długo. Ale przed rozpoznaniem skargi przez Trybunał, może nas czekać cały festiwal niezwykłych zdarzeń.

„Żarcie szybko się skończyło, nuda zagroziła nam"

Jedna z poprawek daje ministrowi sprawiedliwości i Prezydentowi RP uprawnienie do składania wniosków o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec sędziów. Każdy wniosek musi się spotkać z reakcją Trybunału. Prezes (albo wiceprezes, jeśli wniosek dotyczy prezesa) musi wylosować trzech sędziów, którzy rozpatrzą skargę. Muszą wydać orzeczenie, które może zostać zaskarżone do składu pięciu sędziów TK. Być może w ostatniej chwili do projektu dodany zostanie przepis, który prawo do odwołania od orzeczenia da ministrowi i prezydentowi. Potem jeszcze skarga konstytucyjna, którą przewiduje projekt – choć nie wiadomo jeszcze, kto miałby ją rozpoznać.

Jeszcze ciekawszym pomysłem jest przewidziane w poprawce przeniesienie uprawnienia Zgromadzenia Ogólnego Sędziów TK lub Prezesa TK do stwierdzenia wygaśnięcia mandatu sędziego. Miałoby ono przysługiwać Sejmowi, który orzekałby na wniosek Zgromadzenia Ogólnego. Niespotykana ingerencja władzy wykonawczej w niezależność Trybunału. To jawny zamach na niezawisłość i niezależność Trybunału. Stwierdzenie wygaśnięcia mandatu jest stwierdzeniem właśnie – nie decyzją. Jest skutkiem, a nie przyczyną. Najpierw musi nastąpić zdarzenie, z którym ustawa o TK wiąże utratę mandatu. Postanowienie Zgromadzenia Ogólnego albo Prezesa jest czystym stwierdzeniem faktu. Mandat sędziego wygasa w przypadku jego śmierci, zrzeczenia się mandatu, skazania go za umyślne przestępstwo ścigane z oskarżenia publicznego lub umyślne przestępstwo skarbowe albo w razie skazania na złożenie z urzędu wyrokiem sądu dyscyplinarnego. Przekazanie Sejmowi prawa do stwierdzenia wygaśnięcia mandatu sędziego może prowadzić do uzurpowania sobie przez Sejm prawa kontroli orzeczeń dyscyplinarnych. Wiadomym jest, że postuluje się postawienie przed sądem koleżeńskim sędziów wybranych przez Sejm VIII kadencji 2 grudnia, gdyż wzięli udział w bezprawnej procedurze. Trudno sobie wyobrazić, by nawet w przypadku ich skazania Sejm stwierdził wygaśnięcie ich mandatu. Chociaż na pomyślne zakończenie sprawy nie będą musieli czekać tak długo – przecież projekt nie pozwala sądowi dyscyplinarnemu oceniać postępowania sędziego sprzed jego wyboru.

Znane jest jednak także stanowisko Sejmu na temat prymatu uchwały nad ustawą i Regulaminu Sejmu nad Konstytucją. Gdyby udało się większości parlamentarnej uzyskać większość w Zgromadzeniu Ogólnym sędziów TK i to gremium złoży na ręce marszałka Sejmu bezprawny wniosek o stwierdzenie wygaśnięcia mandatu sędziego, mimo braku przesłanek, kto powstrzyma Sejm przed wydaniem uchwały?

Należało się spodziewać, że przewidziany w projekcie okres vacatio legis (czyli okres pomiędzy ogłoszeniem ustawy a jej wejściem w życie), to tylko zasłona dymna. Ustawa wg poprawki ma wejść w życie natychmiast. To oznacza, że od dnia ogłoszenia TK powinien stosować te właśnie przepisy, chociaż ich niekonstytucyjność jest oczywista już choćby z powodów proceduralnych, omówionych wyżej. Ale TK powinien orzec o tym wg kolejności wniesienia skarg i pytań, w pełnym składzie i z zachowaniem wszystkich rygorów przewidzianych w tym projekcie. Czyli zapewne za ok. 2-3 lata. W tym czasie znowelizowana ustawa o TK będzie obowiązywać. Dlaczego? Bo ustawa korzysta z domniemania zgodności z ustawą zasadniczą, więc obowiązuje.

Przyjdzie nam poczekać na odpowiedź Trybunału. Może odpowiedzieć w sposób odważny i kontrowersyjny. Ale zgodny z prawem i to prawem najwyższym w Rzeczypospolitej, bo z Konstytucją. Jej art.  195 par. 1 wskazuje granicę niezawisłości i niezależności sędziów TK. Tą granicą jest tylko i wyłącznie Konstytucja. Nie ustawa. To oznacza, że dla Trybunału Konstytucyjnego ustawa może być tylko opinią, chociaż dla Sejmu wyrok Trybunału jest wyrokiem ostatecznym i niepodważalnym. Za taką Konstytucją opowiedziało się 25 maja 1997r. 6.396.641 obywateli Polski w referendum. O 684.954 osoby więcej, niż głosowało na Prawo i Sprawiedliwość w ostatnich wyborach parlamentarnych. Trybunał nie musi stosować nowej ustawy o Trybunale. Muszą ją stosować uczestnicy postępowania.

Oby to czekanie nie skończyło się jak w piosence Jacka Kaczmarskiego, w której poczekalnia jest alegorią Polski, a megafony reprezentują „anonimowy mechanizm ubezwłasnowolnienia". W tamtą grupę uderzyło jak gromem, a gdy spojrzeli wreszcie w krąg to patrzyli już tylko w starcze oczy, zadziwieni, gdzie się życie im podziało. Żaden pociąg nie zabrał ich już z poczekalni. A megafony, już niepotrzebne, milczały.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA