fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Piotr Sławomir Niedzielak: Każdy wakat ciąży

Piotr Sławomir Niedzielak jest prezesem Sądu Apelacyjnego w Białymstoku od 20 marca 2017 r.
materiały prasowe
Rozmowa | Piotr Sławomir Niedzielak, prezes Sądu Apelacyjnego w Białymstoku

Rz: Panie prezesie, kieruje pan sporą apelacją. Wiąże się to z jakimiś szczególnymi problemami?

Piotr Sławomir Niedzielak: Apelację białostocką cechuje rozległość terytorialna i duża liczba jednostek, aż 32 sądy:  apelacyjny, pięć okręgowych i 26 rejonowych. Mamy ok. 3150 stanowisk we wszystkich grupach zatrudnienia, w tym ok. 630 sędziowskich i asesorskich. Takich apelacji jak nasza, tzn. z dużą liczbą małych sądów rejonowych, zawsze boleśniej dotykają fluktuacje kadrowe. W sądach o obsadzie kilku–kilkunastu sędziów i kilkudziesięciu urzędników szczególnie dotkliwe. Odczuwalny jest każdy wakat na stanowisku orzeczniczym czy też etacie urzędniczym. Nawet jeden powoduje nierzadko lawinowy wzrost obciążenia pracą.

Czy jest jakiś szczególny rodzaj spraw załatwianych w sądach białostockich?

Mamy aż trzy okręgi przygraniczne, w tym jeden graniczy aż z trzema sąsiadami Rzeczypospolitej. To przesądza o specyfice spraw karnych. Oczywiście zdarzają się sprawy bardzo trudne, głośne i medialne. Ale tak jest w całym kraju.

Na czym polega kierowanie sądem apelacyjnym?

Zadania prezesa sądu apelacyjnego wykraczają dalece poza ten obowiązek. Polegają nie tylko na sprawowaniu nadzoru administracyjnego. To prezes SA jest uważany za kierownika jednostki i w związku z tym przydaje mu się obowiązków wynikających z wielu aktów normatywnych. Zakres tych obowiązków w praktyce może kolidować z wykonywaniem wspomnianego nadzoru administracyjnego, który dla obywateli ma przecież znaczenie pierwszoplanowe. Całości obrazu dopełnia nadzór nad notariuszami i komornikami.

Skąd pan wie, co się dzieje w najmniejszym sądzie rejonowym?

Oczywiście niemożliwe jest, bym wiedział wszystko. Taka wiedza jest mi zresztą niepotrzebna: chodzi o to, bym wiedział i odpowiednio wcześnie interweniował w sprawach kluczowych. Prezes SA wkracza, gdy problem jest globalny lub gdy sędziowie pełniący funkcje administracyjne, których jest zwierzchnikiem służbowym, nie mogą rozwiązać go sami. Ważna jest prawidłowa, niezakłócona, przybierająca różne formuły komunikacja z kadrą zarządzającą sądów niższych, ale nie mniej wsłuchiwanie się w głosy środowiska i pochylenie się nad informacjami przekazywanymi w różnej formie, także przez interesariuszy wymiaru sprawiedliwości.

Ma pan wystarczającą liczbę sędziów, asystentów, referendarzy?

Problemem jest brak pełnej obsady na już istniejących stanowiskach. Oczywiście byłoby lepiej, gdyby minister przekazywał nam więcej środków, ale to jest kwestia ważenia różnych dóbr, przede wszystkim w trakcie projektowania i uchwalania budżetu państwa w kolejnych latach. Takie oceny nigdy nie są łatwe. Muszę jednak wskazać, że liczba asystentów jest niewystarczająca. Sędzia, który korzysta z ich pomocy, jest w stanie rozpoznać zdecydowanie więcej spraw niż jej pozbawiony.

Gdyby mógł pan coś zmienić, usprawnić, co ułatwiłoby panu bycie skutecznym prezesem, to byłoby to...

Wyeliminowanie wszystkich barier ustrojowo-organizacyjnych. Wierzę, że w końcu z pożytkiem dla obywateli to nastąpi. Na razie, choć wiem, że to może zabrzmieć trywialnie, muszę się nauczyć lepiej gospodarować czasem... ©?

—rozmawiała Agata Łukaszewicz

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA