fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Śmierć komendanta Papały na manowcach

Sala sądowa
Wyrok w głośnym procesie o zabójstwo gen. Marka Papały zapadł pod koniec października
EAST NEWS
Państwo może słono zapłacić za forsowanie przez śledczych wątpliwej wersji o tym, że gen. Papałę zabił złodziej aut.

Od zabójstwa gen. Marka Papały minęły 22 lata, z czego osiem ostatnich łódzka prokuratura straciła na hipotezę, którą Sąd Okręgowy w Warszawie uznał za niewiarygodną. Kilka dni temu uniewinnił Igora M. ps. „Patyk" i jego rzekomych pomocników. Jeśli wyrok się uprawomocni, będą reperkusje: oskarżeni zażądają odszkodowań, a Roberta P. – świadka koronnego, który 13 lat po zbrodni „odzyskał pamięć", czekają problemy.

– Powinien odpowiedzieć za składanie fałszywych zeznań, i taki wniosek złożę, jeśli wyrok uniewinniający się uprawomocni – mówi nam mec. Grzegorz Cichewicz, obrońca „Patyka".

Na pytanie, kto zabił gen. Papałę, wciąż brak odpowiedzi, a szanse na wyjaśnienie zagadki są coraz mniejsze.

Nic się nie zgadzało

W natłoku politycznych wydarzeń wyrok przeszedł bez echa, a był wymowny. Łódzka Prokuratura Regionalna chciała dla Igora M. dożywocia. Ale sąd M. i sześciu jego dawnych kompanów od wszystkich zarzutów uwolnił. „Po wielu latach mamy pewność, że to nie oskarżeni usiłowali ukraść daewoo espero i przy tej okazji to nie pan M. zastrzelił pana Papałę" – mówił w ustnym uzasadnieniu sędzia Mariusz Iwaszko.

„Patyk", w latach 90. złodziej samochodów, po tym jak wsypał dawnych kompanów, został świadkiem koronnym. Według łódzkiej prokuratury to on 25 czerwca 1998 r. w Warszawie zastrzelił Papałę, by ukraść mu daewoo espero.

Ta wersja pojawiła się dopiero w 2011 r., czyli 13 lat po zbrodni, gdy na „Patyka" wskazał Robert P., ps. „Biker" (Rowerek). Jak śledczy go znaleźli? – Szukaliśmy najsłabszego ogniwa – mówił na procesie jeden z policjantów.

Robert P. za to, że wsypał „Patyka" i opowiedział o innych kradzieżach z jego m.in. udziałem, został świadkiem koronnym. Na nim prokuratura oparła wersję o rzekomym rabunku zakończonym śmiercią. Ale zeznania P. były niespójne, praktycznie nic się nie zgadzało i sąd to wypunktował.

„Biker" twierdził, że strzał usłyszał o godz. 21.50, i pamiętał to dokładnie po 13 latach. Bo – jak mówił – kolekcjonuje zegarki i często na nie spogląda.

Zabójca Papały strzelał jak rasowy kiler. Strzelił raz, najpewniej z broni z tłumikiem, między oczy, gdy szef policji tylko otworzył drzwi i wystawił nogę, by wysiąść. Sąd przyznał, że nie było żadnych oznak walki, ale to, że „Patyk" mógł niechcący nacisnąć spust, uznał za „tak mało prawdopodobne, że aż mało wiarygodne". Wykluczył, by złodziej, chcąc postraszyć bronią, może tak „niefortunnie jej użyć, że zabija".

Bez broni

Poległ też argument, że „Patyk" bronią zastraszał kierowców, by oddali kluczyki od swoich aut. Dowodem na to miała być kradzież BMW z czerwca 1998 r. Właściciel, Szwed, był w sklepie, w aucie siedziała Rosjanka, której złodzieje wyrwali z dłoni kluczyki i odjechali. Poszkodowani zaprzeczyli, by widzieli broń, a – co zaznaczył sąd – zostali przesłuchani w ojczystych językach. Upadł też drugi przypadek rzekomego użycia broni.

Luk i sprzeczności było więcej. Robert P. twierdził, że „Patyk", on i pozostali czekali w samochodzie kilka godzin pod blokiem Papały – tyle że napadu nie było, a "Patyk" ostatecznie nie ukradł daewoo, na którym rzekomo tak mu zależało. Prokuratura twierdziła, że takiego wozu potrzebował do napadu na TIR-a – tyle że napadu nie było. Gdy sąd wyliczał, co w relacji P. się nie zgadza, nasuwało się jedno określenie: konfabulacja. Sąd orzekł, że opisu zdarzeń na miejscu zbrodni podanych przez Roberta P. nie potwierdzili naoczni świadkowie: Wietnamczyk, który wyglądał przez okno, pielęgniarka, sąsiedzi ani żona generała.

„Nie ma najmniejszych wątpliwości, że wersja P. jest sprzeczna co do istoty z dowodami uzyskanymi tuż po czynie od świadków” - ocenił sąd.

– Robert P. pamiętał dobrze dzień zabójstwa i następny. Wszystko inne już mylił co do szczegółów i ogółów – mówi mec. Cichewicz.

Egzekucja zawodowca?

Jak to możliwe, że Robert P. wyprowadził w pole doświadczonych prokuratorów i został świadkiem koronnym? Uniewinnienie ze wszystkich zarzutów oznacza bowiem blamaż prokuratury, a sądząc po tym, jak dowody ocenił sąd – większy niż po pierwszym procesie, gdy z zarzutu podżegania do zabójstwa gen. Papały uniewinniono Andrzeja Z. ps. „Słowik" i Ryszarda B.

Czy będzie apelacja?

– Decyzję podejmiemy, jak sąd przedstawi pisemne uzasadnienie, którego na pewno zażądamy – mówił prok. Jarosław Szubert (w procesie Słowika i Boguckiego warszawska prokuratura nie wnosiła apelacji).

Jeżeli wyrok się uprawomocni, uniewinnieni wystąpią o odszkodowania – „Patyk" siedział w areszcie blisko cztery lata, inni krócej.

– Nie ma żadnych bezpośrednich dowodów na to, że Igor M. i pozostali oskarżeni byli na miejscu zbrodni – zaznacza mec. Cichewicz. Uważa też, że Robert P. powinien odpowiedzieć za fałszywe zeznania i stracić status świadka koronnego. Sam o to wniesie.

Po 22 latach od zbrodni jesteśmy w punkcie wyjścia. Podczas pierwszego procesu (Słowika i Boguckiego) sąd przyznał, że „nie wie, dlaczego zginął Marek Papała". Nadal nie wiadomo.

– Modus operandi wskazuje, że to była zawodowa egzekucja. Może sprawą powinno się zająć Archiwum X? – zastanawia się jeden ze śledczych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA