Rzecz o prawie

Joanna Parafianowicz o krytykowaniu Beaty Siemieniako: Koleżanki, koledzy – wstydźcie się

123RF
Pośród fal krytyki, które z uporczywą regularnością zalewają adwokacki internet, jedna uderzyła w ostatnim czasie w osobę, która całą dotychczasową aktywnością daje dowód, że głoszone przez nią hasła, niekiedy może górnolotne, to co innego niż zwykłe prawnicze pustosłowie. To szczere zaangażowanie w realizację planu naprawy świata.

Beata Siemieniako, wyróżniona za działalność pro bono aplikantka adwokacka i autorka książki o rozgrzewającej niejedno prawnicze serce reprywatyzacji („Reprywatyzując Polskę"), w wywiadzie udzielonym „Rzeczpospolitej" stwierdziła wprost, że jako prawniczka walczy, by świat był lepszy. I dodała, ściągając na siebie gromy najbardziej zagorzałych adwokackich komentatorów, że jej zdaniem „świat naprawdę byłby lepszy, gdyby każdy prawnik i prawniczka nie myśleli wyłącznie o własnym portfelu". Jakby tego było mało, w logicznym, choć jak się okazuje, nie dla każdego, wywodzie stwierdziła, że czuje się uprzywilejowana, bo miała możliwość zdobycia wyższego wykształcenia i odczuwa potrzebę wynagrodzenia tego społeczeństwu poprzez działanie w interesie publicznym.

Uważam, że prawnicy, podobnie jak mleczarze, sprzedawcy, kierowcy i stomatolodzy powinni osiągać przychody adekwatne do ich wiedzy, umiejętności i doświadczenia, a nie do własnego ego (wówczas grupa zawodowa prawników najpewniej należałaby do najlepiej opłacanych specjalistów). Nie uważam, by poglądy, które głosi młoda prawniczka, były czymś zdrożnym, a od czytania jej słów oczy miały krwawić. Nie sądzę też, by godne adwokackich standardów (o osobistej kulturze nie wspominając) było publiczne rozważanie, czy ktoś ma bogatych rodziców, męża lub jak wysokie otrzymuje alimenty.

Koleżanki, koledzy – wstydźcie się. Nie tego jednak, że wasze publiczne wypowiedzi, ich ton i słownictwo nie licują z powagą wykonywanego zawodu. Nie tego, że publikujecie wpisy na otwartych forach dyskusyjnych, czyniąc rozmowę o konkretnych ludziach publiczną połajanką o ich stylu życia i tym samym wystawiając świadectwo sobie. Nie tego również, że pion dyscyplinarny w waszych izbach nie dostrzegł jeszcze w pełni, jak kuszącym polem łamania zasad etyki adwokackiej stał się internet. Wstydźcie się tego, że w tym zgorzknieniu i skupieniu na sobie podejmujecie kolejną próbę podcięcia skrzydeł człowiekowi, który wierzy w to, co robi, i jest z tego słusznie dumny. Choćbyście byli najsprawniejszymi procesualistami z wieloletnim stażem zawodowym i naukowymi tytułami, choćbyście prowadzili tysiące najbardziej wymagających intelektualnie spraw, choćby spod waszej ręki wychodziły najbardziej perfekcyjne pisma procesowe jakie tylko widział świat, a wy sami postrzegalibyście się jako najbardziej zasłużonych dla adwokackiego stanu działaczy. Wasze wypowiedzi obnażają jedno: wydaje się, że nie jesteście już prawnikami, lecz jako prawnicy jedynie pracujecie. Różnica ze wszech miar istotna. Prawo, jak wiadomo, jest sztuką czynienia tego, co dobre i słuszne. Prawnik zatem ma obowiązek dążenia do tego, co właśnie takie jest. Podpisuję się zatem pod poglądem, że świat naprawdę byłby lepszy, gdyby każdy prawnik i prawniczka nie myśleli wyłącznie o własnym portfelu. Dodam, że nie zaszkodziłoby też wyłączenie internetu.

Autorka jest adwokatem, prowadzi blog pokojadwokacki.pl

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL