fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Niezagrożone rządy PiS

Marek Migalski
Fotorzepa, Łukasz Kobus
Opozycja jest za słaba, a buntu w obozie władzy nie należy się spodziewać

Widać już wyraźnie, że opozycja nie jest w stanie pozbawić władzy Jarosława Kaczyńskiego. Może organizować wiece i demonstracje, może atakować rząd Beaty Szydło w Sejmie, może walczyć z nim w sieci, ale tak naprawdę nie jest w stanie odsunąć obecnej ekipy od władzy. Taki po prostu jest układ sił i politycy opozycji coraz bardziej chyba zdają sobie z tego sprawę. Rządy PiS prawdopodobnie przetrwają do końca kadencji, bez względu na siłę i sprawność opozycji – tej parlamentarnej i pozaparlamentarnej.

Gospodarczej wywrotki nie będzie

Ci, którzy pokładają nadzieje na obalenie tej ekipy w pogorszeniu się sytuacji ekonomicznej, także muszą się pogodzić z tym, że ludzie Kaczyńskiego utrzymają się przy władzy bardzo długo. Bez względu bowiem na to, jak bardzo szkodliwe dla budżetu państwa będą populistyczne propozycje gabinetu Szydło, nic nie zapowiada, by miało to spowodować utratę zaufania wyborców i pozbawić PiS legitymacji do sprawowania władzy.

Mylą się ci, którzy sądzą, że w przyszłym roku załamie się budżet i ludzie wyjdą na ulice, bo rząd nie będzie w stanie spełnić swoich obietnic. To nieprawda – Beata Szydło (lub ktoś, kto ją już wtedy zastąpi) zawsze będzie mogła dopiąć budżet i zadowolić protestujące grupy społeczne, zadłużając kraj po uszy i odsuwając w ten sposób widmo niepokojów ulicznych czy masowych demonstracji.

Rząd PO–PSL testował ten sposób przez osiem długich lat, zadłużając nasz kraj na niewyobrażalne sumy, więc gabinet PiS może jedynie udoskonalić ten sposób działania. Zwłaszcza że jest – jak się przyjmuje – rządem populistycznym. Jak zatem można oczekiwać od populistycznego rządu prowadzenia restrykcyjnej i opartej na rzetelnych rachunkach polityki gospodarczej?

To logiczny błąd liczących na gospodarczą wywrotkę PiS – zarzucają Kaczyńskiemu populizm ekonomiczny, a potem wierzą, że przegra społecznie, prowadząc racjonalną politykę finansową i gospodarczą. To absurdalne kalkulacje.

Nie odsuną PiS od władzy także Bruksela i zachodnie media. Dlatego że nie mają do tego stosownych narzędzi. Mogą utrudniać Kaczyńskiemu rządzenie, mogą stwarzać problemy, uwierać jak gwóźdź w bucie, ale nie mają siły, by pozbawić go realnie władztwa nad Polakami. Zresztą zawsze można przedstawić ich działania jako niecne zakusy złych ludzi na powstawanie Polski z kolan i prowadzenie „asertywnej" polityki zagranicznej, co dla większości wyborców PiS jest narracją atrakcyjną i wystarczającą, by pozostać przy swoich obecnych sympatiach.

Samotny Ujazdowski

Co zatem może obalić rządy PiS? Tylko implozja w obozie tej partii. Jedynie rozpad klubu parlamentarnego. Wyłącznie bunt wewnątrzpartyjny. Warto bowiem pamiętać, że większość sejmowa wisi na pięciu posłach. Oczywiście, w razie jakiejś małej frondy można by dobrać sobie stosowną większość z ludzi Klubu Kukiz'15, a nawet stworzyć koalicję z całym klubem, gdyby się okazało, że fronda wewnątrz PiS jest szersza i obejmuje nie kilka czy kilkanaście, lecz kilkadziesiąt osób. Ale to political fiction. Żadnej poważnej rebelii nie będzie. Z kilku co najmniej powodów.

Potencjalni secesjoniści nie mogą liczyć na jakiekolwiek wsparcie Andrzeja Dudy. Po ośmiu miesiącach sprawowania przez niego urzędu można spokojnie orzec, że jest w pełni podporządkowany Kaczyńskiemu i że prezes PiS wiedział, co robi, stawiając właśnie na niego. Prezydent nie zawodzi oczekiwań Nowogrodzkiej i jest powolny jej wskazaniom. Ewentualni frondyści nie znaleźliby więc w Pałacu Prezydenckim żadnego wsparcia.

Podobnie rzecz się ma z mediami – o ile na początku część niechętnych rządowi mocno by secesjonistów eksponowała, o tyle po pewnym czasie zainteresowanie nimi szybko by spadło i zostaliby sam na sam z mediami w pełni popierającymi obecną władzę. Już wkrótce zabrakłoby im „medialnego tlenu" i zniknęliby ze świadomości wyborców.

Ponadto Kaczyński umiejętnie przekupuje wszystkich, których mógłby podejrzewać o chęć buntu. Ziobro i Gowin zostali obdarowani resortami (ten pierwszy w dodatku realną władzą, ten drugi tytułem wicepremiera) i nie mają najmniejszej ochoty na ryzykowanie swoich pozycji. Obaj zresztą są po traumatycznych dla nich próbach budowania swoich własnych formacji i chyba nie mają ochoty na powtórkę z rozrywki. Są zmęczeni samodzielnością i – jednocześnie – uskrzydleni sprawowaną władzą i dostępem do mediów (czego im tak bardzo brakowało w czasach politycznej samodzielności).

Reszta polityków PiS ma jeszcze mniej zapędów do podjęcia samodzielnej gry. Sprawując władzę, teraz tylko odcinają kupony i sycą się państwowymi fruktami. Nie w głowie im spiski i dopominanie się o standardy czy realizację wyborczych obietnic.

Przez wiele lat zresztą Kaczyński tak przetrzebił partię z ludzi przejawiających jakiekolwiek ambicje prowadzenia podmiotowej polityki, że w PiS zostali tylko ci, którzy zaakceptowali i zinternalizowali ten sposób myślenia. Długi okres chowu i doboru kadr zaowocował wreszcie partią prawie całkowicie pozbawioną ludzi samodzielnie myślących.

Dlatego też bunt Ujazdowskiego jest tak boleśnie samotny. Nikt w obozie PiS nie udziela mu wsparcia w jego kompromisowej wszak propozycji i nikt nie stanie za nim w momencie, gdy spadną na niego partyjne represje.

Nie uczyni tego przede wszystkim nikt w klubie poselskim. A ten jedynie się liczy – nie europarlamentarzyści, nie radni sejmikowi, nawet nie działacze partyjni, ale właśnie posłowie są kluczem do utrzymania lub obalenia rządów PiS. A tu nie widać nawet cienia publicznie przejawianej sympatii do Ujazdowskiego.

Przyzwyczajmy się

Żadnego buntu zatem nie będzie. Ludzie PiS są albo przekupieni rentą władzy, albo zastraszeni, albo tak wyćwiczeni, że nie podniosą ręki przeciwko władzy Kaczyńskiego. A tylko oni mogliby ją obalić. Widać jednak, że tego nie chcą. A ci, co chcą – opozycja, KOD, liberalni ekonomiści, Bruksela – nie mogą.

Rządy PiS są niezagrożone. I będą trwać. Przyzwyczajmy się do tego. Zwolennicy Jarosława Kaczyńskiego z radością. Przeciwnicy – z żalem.

Autor jest politologiem, był europosłem PiS, PJN i Polski Razem

 

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA