fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Prezent dla pogrobowców Hitlera

Tak wyglądała Warszawa w styczniu 1945 r. Morze ruin, w którym żyli nieliczni warszawscy robinsonowie. Po wojnie to miasto zostało od fundamentów odbudowane wysiłkiem całego narodu
NAC
Od kilku lat na łamach „Rzeczpospolitej", wzorem Katona Starszego, powtarzam z niezmiennym uporem, że państwo niemieckie powinno zapłacić Polsce odszkodowania za lata okupacji 1939–1945. Skala niemieckich zbrodni w Polsce nie ma sobie równych w historii. Jest to bezdyskusyjny fakt historyczny. Na tym stwierdzeniu mógłbym zakończyć ten artykuł.

Problem jednak w tym, że jak na razie nie znamy stanowiska Niemiec w tej sprawie. Oprócz haniebnej wypowiedzi jakiegoś anonimowego urzędnika rządu Angeli Merkel, który mówił, że z „moralnego" punktu widzenia sprawa odszkodowań jest załatwiona, nikt w Niemczech głośno nie wypowiada się w tej sprawie. Słusznie, bo po co nagłaśniać problem, o który Polacy zaraz się pokłócą między sobą i z Żydami. Niedawno prezes PiS Jarosław Kaczyński postraszył, że Polska upomni się nie tylko o odszkodowania za zniszczenia dokonane przez Niemców w czasie II wojny światowej, ale także w czasie I wojny światowej. Gdybym chciał wyjść na błazna, dorzuciłbym do tego roszczenia o reparacje za zabór pruski, dziewięć wojen krzyżackich, wojnę w 1109 r. z królem niemieckim Henrykiem V i z cesarzem Henrykiem II w latach 1002–1005, 1007–1013 i 1015–1018 oraz zapłatę za to, że Wanda rzuciła się do Wisły. Śmieszne? O nie. Dramatycznie żałosne!

Tak oto słuszna i moralnie uzasadniona koncepcja zadośćuczynienia za zagładę ok. 20 proc. wszystkich obywateli Rzeczypospolitej (niezależnie od ich wyznania) oraz utratę 38 proc. przedwojennego majątku narodowego (90 proc. dóbr kultury narodowej i 90 proc. infrastruktury przemysłowej) została zdegradowana do rangi partyjnej agitki, której jedynym celem jest podbicie popularności partii rządzącej. Efekt: dużo dymu i mało ognia, litania gróźb i zero merytorycznych konkretów, pozerstwo i chojractwo. A na końcu, panie prezesie Kaczyński, zero zamiast odszkodowań!

Cztery lata temu pisałem, że odszkodowania niemieckie to nie kwestia polityczna, ale moralna. Upolitycznienie tej sprawy jest receptą na jej niepowodzenie. Wystąpienie o prawdopodobnie największe w dziejach świata odszkodowania wojenne musi być poprzedzone mrówczą pracą najlepszych ekspertów krajowych przy wsparciu specjalistów zagranicznych. Dotychczasowa działalność parlamentarnego zespołu ds. oszacowania wysokości odszkodowań należnych Polsce od Niemiec za szkody wyrządzone w trakcie II wojny światowej jest dowodem na to, jak polska klasa polityczna potraktowała tę sprawę. Hitler w piekle pęka ze śmiechu.

Tymczasem nasila się spór Polski z Izraelem o nowelizację naszego kodeksu postępowania administracyjnego, która w opinii izraelskiego ministra spraw zagranicznych Yaira Lapida zamyka drogę do roszczeń obywateli Izraela chcących odzyskać majątki rodzinne utracone w trakcie II wojny światowej. Możemy sobie jedynie wyobrazić, jak ten konflikt jest postrzegany w Berlinie. Ambasada Izraela wydała oświadczenie: „Nowe polskie prawo jest hańbą i poważnie zaszkodzi stosunkom między dwoma krajami. Żadne prawo nie zmieni historii (...)". No właśnie, tylko najpierw trzeba tę historię znać. Miliony Polaków okrutnie skrzywdzonych przez III Rzeszę nie otrzymały po 1945 r. grosza rekompensaty. Trudno się im dziwić, że uznają za niesprawiedliwe nagradzanie cudzoziemców podających się za spadkobierców ich zamordowanych żydowskich sąsiadów, kiedy sami zostali skazani na wykluczenie.

Na początku 1945 r. Warszawa była morzem zgliszczy. Wielkim wysiłkiem całego narodu polskiego to miasto zostało odbudowane od fundamentów. Wyjrzyjcie przez okna: cała infrastruktura tej metropolii jest dziełem powojennym. Moi dziadkowie, podobnie jak setki tysięcy warszawiaków, opuścili płonącą stolicę w październiku 1944 r. Z całego ich dorobku życia i wielu pokoleń ich przodków zostały im tylko ubrania, które mieli na sobie. Jako ich potomek mam takie samo prawo moralne do odszkodowań jak potomkowie zamordowanych obywateli polskich wyznania mojżeszowego. Zdaję sobie jednak sprawę, że adresatem moich roszczeń nie może być rząd polski, bo w efekcie końcowym musiałbym żądać odszkodowań od moich nie mniej pokrzywdzonych przez Niemców rodaków.

Kolejna odsłona tej obrzydliwej, infantylnej kłótni polsko-izraelskiej o to, czyja krzywda była większa, jest tylko wodą na młyn dla pogrobowców Hitlera. Wstyd, Szanowni Państwo. Jedynym adresatem naszych roszczeń powinien być rząd Republiki Federalnej Niemiec. Adres: Willy-Brandt-Straße 1, 10557 Berlin, Niemcy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA