fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

To, co ludzie lubią w komputerach

Bloomberg, David Paul Morris
Pisząc o historii rozwoju firm internetowych, nie mogłem pominąć serwisu Facebook. Serwis ten odwrócił kierunek kontaktów ludzi ze światem komputerów.

Początkowo to komputery były źródłem wiadomości dla ludzi. Za sprawą Facebooka i innych serwisów społecznościowych to ludzie stali się źródłem wiadomości dla komputerów.

Efekt lustra w windzie

Zastanawiając się, jak wytłumaczyć fenomen Facebooka (ponad 2 miliardy użytkowników na całym świecie!), przypomniałem sobie opowiadanie o windach. W historii rozwoju budownictwa miejskiego nieuchronnie musiało dojść do tego, że na kosztownych terenach miejskich zaczęły wyrastać coraz wyższe budynki. Ale w tych budynkach musieli mieszkać lub pracować także ludzie fizycznie słabi oraz rozleniwieni. Te dwie okoliczności wymusiły rozwój transportu pionowego: ruchomych schodów oraz wind. Te ostatnie jednak stworzyły problem psychologiczny: ludzie się w nich nudzili. W dodatku niektórzy cierpieli z powodu klaustrofobii. Mnożyły się więc żądania pod adresem inżynierów, żeby robili szybsze windy, bo wtedy czas „uwięzienia w nich" będzie krótszy. Lecz zastosowanie szybszej windy wiąże się z wieloma problemami (m.in. kosztowniejszy silnik, silniejsze liny napędowe, siły szarpiące ludźmi przy przyspieszaniu i hamowaniu).

I wtedy ktoś wpadł na genialny pomysł: zainstalował w windzie lustro. Narzekania ustały! Mogąc oglądać w lustrze swój wizerunek, ale także dyskretnie spoglądać na współpasażerów, ludzie przestali się nudzić. W dodatku winda z lustrem wydaje się przestronniejsza, więc dyskomfort klaustrofobii też zmalał.

Facebook jest też takim lustrem umieszczonym w cyberprzestrzeni. Można się w nim zaprezentować (zwłaszcza samemu sobie...), dowiedzieć się, co robią znajomi, mieć wrażenie kontaktu z innymi ludźmi i przezwyciężyć samotność. Ciasny ekran komputera czy smartfona staje się szerokim oknem na świat!

Stosunek ludzi do Facebooka jest różny. Ja sam go używam, chociaż rozumiem dobrze tych, którzy się przed tym wzbraniają. Ale ten temat omówię kiedyś osobno, natomiast dzisiaj chcę opowiedzieć o tym, jak powstał i jak zaprowadził na szczyty finansowego sukcesu Marka Zuckerberga, który pierwszy miliard dolarów zarobił w wieku 23 lat.

Niezwykłe początki działań

Mark Zuckerberg od dzieciństwa interesował się komputerami i miał zmysł do interesów. W 2003 roku, mając 19 lat, zdobył uznanie dla swojego pierwszego produktu – odtwarzacza muzyki Synapse Media Player, który potrafił dostosowywać listy odtwarzanych utworów do upodobań właściciela. Program tak się podobał, że Microsoft chciał go kupić za milion dolarów, ale Zuckerberg odrzucił propozycję i udostępnił program w sieci za darmo.

Wydawało się, że mając talenty i sukcesy informatyczne, powinien wybrać informatyczne studia. Tymczasem Zuckerberg wybrał psychologię! Jak się okazało – miał rację, bo kluczem do sukcesu w informatyce nie jest to, że się umie biegle programować, tylko to, że się umie odgadnąć, czego ludzie pragną. Trzeba poznać duszę użytkownika, a nie budowę komputera! Zuckerberg potrafił znakomicie odgadnąć, czego ludzie pragną. I na tym zbudował swoją niezwykłą karierę.

W 2003 roku jako student Uniwersytetu Harvarda stworzył stronę internetową Coursematch, dzięki której on sam (i inni studenci) mógł widzieć listę pozostałych studentów zapisanych na ten sam rok. Lista została życzliwie przyjęta, ale nie zyskała entuzjastów. Zuckerberg zastanowił się, co naprawdę studentów podnieca, i stworzył serwis Facemash.com, gdzie można było porównywać urodę studentek. 22 tysiące zdjęć swoich koleżanek Zuckerberg wykradł z uczelnianej sieci komputerowej i udostępnił na tej stronie. Strona została przyjęta entuzjastycznie przez użytkowników (bawiły się nią setki osób!), ale zaledwie po czterech godzinach została usunięta z sieci, a Zuckerberga chciano wyrzucić ze studiów za wykradanie danych z sieci uczelnianej (jak widać marnie chronionej). Jakoś się wybronił, ale za chwilę wplątał się w kolejną aferę.

Trafny pomysł – niestety, cudzy!

Trzech starszych studentów (bracia Cameron i Tyler Winklevoss oraz Divya Narendra) zwróciło się do niego, żeby stworzył na podstawie ich pomysłu program Harvard Connections, który miał studentom i absolwentom tej uczelni ułatwiać komunikację między sobą, a także wymianę wiadomości, notatek i zdjęć. Zuckerberg przyjął zlecenie, ale zamiast stworzyć program zgodny z koncepcją kolegów, zbudował i udostępnił własny portal społecznościowy TheFacebook.com. Podobno napisanie tego programu zajęło mu tylko dwa tygodnie. Czy ktoś inny w ciągu dwóch tygodni zarobił tyle, żeby ze studenta stać się miliarderem?

Premiera programu TheFacebook.com, początkowo dostępnego tylko dla studentów Harvardu, odbyła się 4 lutego 2004 roku. Program od razu zyskał dużą popularność. W ciągu pierwszych dwóch tygodni zarejestrowało się w nim blisko 70 proc. studentów.

Wybuchła awantura, ponieważ bracia Winklevoss uważali (słusznie!), że Zuckerberg wykorzystał ich koncepcję w swoim produkcie. Ale batalia sądowa trwała latami i gdy ostatecznie pomysłodawcy otrzymali – w wyniku ugody – 65 mln USD, właściciel Facebooka był już miliarderem.

Skąd takie powodzenie?

Sukces finansowy pojawił się głównie dlatego, że Facebook został udostępniony bardzo szeroko i zyskał ogromną liczbę użytkowników. Początkowo miał komunikować ze sobą studentów, absolwentów i pracowników Uniwersytetu Harvarda. Ale jego duże powodzenie sprawiło, że już w marcu 2004 roku został udostępniony także na uniwersytetach Stanforda, Columbia i Yale, a niedługo potem stał się dostępny we wszystkich uczelniach USA i Kanady.

Człowiekiem, który pomógł Zuckerbergowi rozkręcić interes, był współlokator jego pokoju w akademiku Dustin Moskovitz. On też miał głowę do interesów, nie dziwi więc, że pod koniec 2004 roku Facebook miał już milion użytkowników. Dzisiaj Moskovitz jako współwłaściciel Facebooka posiada akcje warte 1,4 miliarda USD. W pionierskim okresie rozwoju Facebooka duże zasługi miała też ówczesna dziewczyna Zuckerberga Hilary Shinn, ale jej nie powiodło się tak jak Moskovitzowi, bo ostatecznie Zuckerberg ożenił się z Priscillą Chan (19 maja 2012 roku). Zostawmy jednak sprawy prywatne na boku.

Ze względu na konflikt z „wystawionymi do wiatru" pomysłodawcami zasadniczej idei Facebooka (przypomnijmy: bracia Cameron i Tyler Winklevoss oraz Divya Narendra) atmosfera na Harvardzie wokół Zuckerberga i Moskovitza mocno zgęstniała, dlatego latem 2004 roku przenieśli się oni na drugi koniec kontynentu: z Bostonu nad Atlantykiem do Palo Alto w Kalifornii na południowym wybrzeżu zatoki San Francisco nad Pacyfikiem. Początkowo wynajmowali mały dom, ale w Facebooka postanowił zainwestować niemiecki imigrant Peter Andreas Thiel, przedsiębiorca udostępniający młodym firmom tzw. venture capital – środki na rozwój. Venture capital związany jest z bardzo dużym ryzykiem, bo większość takich młodych firm upada, ale Thiel miał nosa do interesów i jego inwestycja w serwis Facebook przyniosła ogromne zyski, a on sam zasiada w gronie członków zarządu tej spółki. Na marginesie można dodać, że Thiel nie tylko na Facebooku się poznał i wiedział, w co i dlaczego inwestuje, ale wcześniej współtworzył firmę PayPal, która uczyniła miliarderem Elona Muska, człowieka, który jako pierwszy wprowadził do użytkowania całkowicie automatyczne (jeżdżące bez kierowcy) samochody Tesla, a obecnie wysyła w kosmos swoje prywatne rakiety i planuje wyprawę na Marsa.

Wróćmy jednak do głównego wątku tego felietonu – to znaczy do historii Facebooka.

Dalszy rozwój

Zasilony finansowo Zuckerberg udostępnił Facebooka we wszystkich międzynarodowych uczelniach, dzięki czemu w 2005 roku liczba użytkowników wzrosła do 6 milionów. W sierpniu 2006 roku udostępniono portal wszystkim zainteresowanym, czyli mógł z niego korzystać każdy, kto tylko miał dostęp do internetu. Zwiększono też atrakcyjność serwisu poprzez wprowadzenie różnych nowych usług. Czasem jednak te udogodnienia spotykały się z krytyką. Tak było z wprowadzoną 5 września 2006 roku w serwisie Facebook usługą News Feed, czyli listą, na której widoczne było, co znajomi robili aktualnie na stronie serwisu. Spotkało się to z falą krytyki użytkowników. Obawiano się, że News Feed stanie się narzędziem do internetowego naruszania prywatności innych użytkowników. Zuckerberg zlikwidował tę usługę i wystąpił z listem otwartym, w którym przeprosił użytkowników serwisu.

Wartość rynkowa portalu Facebook stale rosła. Naturalnym następstwem takiego rozwoju było wprowadzenie firmy Facebook na giełdę. Nastąpiło to 18 maja 2012 roku. Zaufanie do potencjału firmy było tak wielkie, że Facebook stał się najwyżej wycenianą w dniu debiutu spółką giełdową w historii. Jej wartość docenił inny gigant informatyczny. Firma Microsoft 24 października 2007 roku kupiła pakiet akcji Facebooka za 240 milionów USD. Ogłoszono, że jest to zaledwie 1,6 proc. wartości firmy, czyli łatwo wyliczyć, że Facebook był wtedy wart 15 miliardów USD. W 2010 roku szacowano tę wartość już na 25 miliardów USD, a na początku 2019 roku miał on już wartość 65 miliardów USD.

Rośnie także zasięg wpływu firmy na społeczeństwo. Obliczono, że dokładnie 14 września 2012 roku liczba użytkowników przekroczyła miliard, a obecnie jest to ponad 2 miliardy – i ta liczba stale rośnie. Według najnowszych danych miesięcznie odnotowuje się 2,7 miliarda wejść na strony Facebooka, które obecnie są dostępne w 111 językach. Polska wersja funkcjonuje od 2008 roku.

Firma niewątpliwie osiągnęła sukces, ale nie zamierza „spocząć na laurach". Opracowywane są nowe wersje serwisu dla użytkowników korzystających z urządzeń mobilnych (smartfonów, tabletów, laptopów), w szczególności ciekawy komunikator Facebook Messenger pozwalający na korzystanie z serwisu za pośrednictwem numerów telefonicznych, a nie tylko przez logowanie w internecie. Są też dostępne nowe usługi, w szczególności ma zostać wprowadzona obsługiwana przez Facebook nowa kryptowaluta o nazwie libra, a z mniej poważnych nowości – ma być wprowadzona usługa Fashion++ podpowiadająca, kiedy i jak powinniśmy się ubrać. Ale to już temat na osobne opowiadanie...

Autor jest profesorem AGH w Krakowie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA