fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Mariusz Błaszczak: Nie uczcie nas solidarności

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Solidarność Polski, którą kwestionuje unijny komisarz ds. migracji Dimitris Avramopoulos, przejawia się na co dzień w stale rosnącej pomocy humanitarnej, okazywanej przede wszystkim osobom dotkniętym kryzysem syryjskim – pisze minister spraw wewnętrznych i administracji.

Europejski komisarz ds. migracji, spraw wewnętrznych i obywatelstwa Dimitris Avramopoulos apeluje do Polski o solidarność w rozwiązywaniu kryzysu migracyjnego. Wyrazem takiej postawy miałoby być przyjęcie migrantów w ramach mechanizmu relokacji. Polaków nie trzeba jednak uczyć solidarności. Okazują ją od wielu miesięcy.

Niewłaściwa kuracja

W opublikowanym na łamach „Rzeczpospolitej" artykule Avramopoulos opisał dotychczasowe działania zmierzające do rozwiązania kryzysu migracyjnego, w tym niewątpliwy sukces, jakim okazało się praktyczne zamknięcie szlaku prowadzącego przez Turcję. Jednocześnie jednak unijny komisarz wezwał po raz kolejny Polskę do bezwarunkowego podporządkowania się mechanizmowi automatycznej relokacji. Alternatywą miałoby być kontynuowanie postępowań przeciwko naszemu krajowi.

Trudno nie zgodzić się z Avramopoulosem, że obecnie jednym z priorytetów jest zahamowanie napływu migrantów szlakiem śródziemnomorskim. Cieszy też, że komisarz Unii Europejskiej ds. migracji, spraw wewnętrznych i obywatelstwa zaczął się zbliżać do stanowiska, które Polska konsekwentnie prezentuje od kilkunastu miesięcy. Zawsze bowiem podkreślaliśmy, że kluczem do rozwiązania problemu jest działanie u źródeł – to tam należy przede wszystkim walczyć z przyczynami migracji.

Taka myśl pojawiła się także w artykule brukselskiego komisarza. Niestety, kuracja, jaką chce zaaplikować Europie wysoki urzędnik z Brukseli, nie jest właściwą odpowiedzią na katastrofę – spowoduje, że na Stary Kontynent ruszą kolejne fale migrantów ekonomicznych poszukujących lepszych warunków socjalnych. Presja migracyjna będzie bowiem w najbliższych latach rosnąć, a nie słabnąć, jak sądzą myślący życzeniowo urzędnicy z Brukseli.

Zachęta do szturmu na granice

Polska konsekwentnie nie wyraża zgody na obligatoryjny i automatyczny mechanizm redystrybucji z kilku ważnych powodów, które wyjaśniałem także w odpowiedziach rządu RP skierowanych do Komisji Europejskiej.

Po pierwsze, narzucanie mechanizmów relokacji stanowi naruszenie traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE), a tym samym uderza w suwerenność Polski. Polityka bezpieczeństwa, która jest jednym z priorytetów rządu Prawa i Sprawiedliwości, powinna pozostawać w zakresie wyłącznej kompetencji państwa członkowskiego. Wynika to nie tylko z obowiązujących umów międzynarodowych, ale także z orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości.

W naszej ocenie realizacja przyjętych przez naszych poprzedników z koalicji PO–PSL zobowiązań nie tylko stanowi bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa obywateli, lecz jest jednocześnie przygotowaniem do ustanowienia stałego mechanizmu alokacji przybywających do UE migrantów, chcących ubiegać się o ochronę międzynarodową, w większości przypadków bez odpowiednich podstaw.

Po drugie, przenoszenie odpowiedzialności na inne państwa członkowskie poprzez redystrybucję imigrantów stanowiłoby czynnik zachęcający (tzw. pull factor) kolejne fale migrantów ekonomicznych do szturmowania granic Europy. Automatyczny mechanizm alokacji uznajemy więc za wysoce nieefektywny i niepozwalający rozwiązać faktycznego problemu. Przeciwnie, promuje on nielegalną migrację, kosztem osób najbardziej potrzebujących pomocy – ludzi, którzy cierpią wskutek wojny lub prześladowania, ale nie są w stanie odbyć niebezpiecznej podróży i zapłacić kilkunastu tysięcy dolarów przemytnikom.

Po trzecie, mechanizm automatycznej relokacji okazał się nieefektywny. Do tej pory kraje członkowskie przyjęły zaledwie niewielki procent narzuconych im kwot, często prowadząc swoistą grę pozorów czy wręcz cichy sabotaż przy pozornym utrzymywaniu się w głównym nurcie europejskiej polityki migracyjnej. Ta Realpolitik przyniosła im wymierny efekt – Unia Europejska wszczęła postępowanie tylko przeciwko krajom, które odrzuciły mechanizm relokacji w całości. To hipokryzja niewróżąca dobrze dalszej współpracy i wypracowywaniu wspólnych rozwiązań.

Po czwarte, co także podkreśliliśmy w naszych odpowiedziach na zarzuty Brukseli, nie należy zapominać o problemie tzw. migracyjnych ruchów wtórnych, które zadziałałyby w momencie uruchomienia mechanizmu automatycznej relokacji. Narzucanie migrantom kraju osiedlenia i wysyłanie ich do państw, do których trafiliby wbrew swojej woli, spowoduje, że i tak poszukiwać będą kraju oferującego lepsze warunki socjalne czy dostęp do rynku pracy. To proceder obserwowany od lat i doskonale znany brukselskim urzędnikom. Sytuacja, w której relokacja jest wykorzystywana jako narzędzie do uzyskania pomocy międzynarodowej w jednym państwie w celu udania się do innego kraju o wyższym poziomie życia podważa sens narzucania wszystkim krajom UE mechanizmu automatycznego przyjmowania uchodźców.

Skąd ta fala terroru

Dimitris Avramopuolos, pisząc o problemach dotyczących kryzysu imigracyjnego, pominął wiele fundamentalnych kwestii, od których powinno rozpocząć się dyskusję na temat wspólnego podejścia do problemu migracji. Zapomniał chociażby, że u źródeł kryzysu leży polityka otwartych drzwi do Europy. Polska nie miała żadnego wpływu na decyzję kanclerz Niemiec Angeli Merkel o zaproszeniu fali migrantów z Bliskiego Wschodu i nikt nie pytał nas o zdanie w ramach zasady europejskiej solidarności. Tymczasem skutki tego błędu Europa odczuwać będzie przez dziesięciolecia.

To zapewne zasada politycznej poprawności nie pozwala też brukselskiemu komisarzowi na dostrzeżenie związków między przelewającą się przez Europę Zachodnią falą terroru a napływem migrantów, wśród których znajdują się radykalni islamiści. Powtarzające się zamachy to nie odosobnione incydenty, to tocząca się na ulicach Europy wojna cywilizacyjna. Nieustanne zagrożenie atakami terrorystycznymi przeprowadzanymi przez muzułmańskich ekstremistów stało się faktem, podobnie jak istnienie w zachodnioeuropejskich miastach dzielnic, w których mogą znaleźć bezpieczne schronienie. Nie można kształtować odpowiedzialnej i długofalowej polityki imigracyjnej bez świadomości, że odejście od korzeni cywilizacyjnych Europy stoi u źródeł dzisiejszego głębokiego kryzysu.

Pomóc u źródła

Solidarność Polski, którą kwestionuje Avramopoulos, przejawia się na co dzień w stale rosnącej pomocy humanitarnej okazywanej przede wszystkim (ale nie wyłącznie) osobom dotkniętym kryzysem syryjskim. Udzielamy też Unii Europejskiej istotnego wsparcia w zakresie ochrony zewnętrznej UE i likwidujemy w zarodku powtarzające się próby otwierania nowych szlaków przerzutowych.

Tylko w ubiegłym roku do wspólnych operacji koordynowanych przez EBCG/Frontex (Europejską Straż Graniczną i Przybrzeżną) oddelegowanych zostało 433 osób. Funkcjonariusze polskiej Straży Granicznej pełnią służbę w Grecji i Macedonii. Jesteśmy także gotowi do aktywnej pomocy przy powstrzymaniu fali migracji z Libii i innych państw Afryki Północnej. Unia Europejska musi bowiem zmienić swoją politykę migracyjną, zatrzymując niekontrolowaną falę migrantów ekonomicznych. Warto tu skorzystać z doświadczeń z innych krajów. Skutecznie z tym problemem poradziła sobie kilka lat temu Australia, odsyłając migrantów z powrotem.

Powtórzmy raz jeszcze – należy skupić się na realnych rozwiązaniach problemu, opartych na solidarnej polityce pomocy humanitarnej, obejmującej przede wszystkim najbardziej potrzebujących i prowadzonej u źródeł. Polityka migracyjna, która jest całościowa i skuteczna, a jednocześnie zbieżna z interesem zarówno Polski, jak i Unii Europejskiej, musi być zgodna z chrześcijańską zasadą ordo caritatis, opartą na obowiązku dbania przede wszystkim o własną społeczność, przy pełnej gotowości do niesienia pomocy potrzebującym. I takiej solidarności nie trzeba nas uczyć.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA