fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo autorskie

Prawo autorskie: opłata za wykorzystanie cudzego artykułu

123RF
Jeśli Parlament Europejski tak zdecyduje, podmioty korzystające z cudzych treści prasowych będą musiały za to płacić.

Pomysł przyznania dodatkowych uprawnień wydawcom prasy (także internetowej) przedstawiła kilka miesięcy temu Komisja Europejska, prezentując najważniejsze założenia reformy prawa autorskiego UE. Miałoby to wyglądać podobnie jak prawa pokrewne producentów filmów czy muzyki. Podmioty korzystające z treści prasowych płaciłyby organizacji zbiorowego zarządzania, która następnie rozdzielałaby te fundusze między wydawców.

W lutym Komisja Prawna Parlamentu Europejskiego ma zdecydować, czy ta propozycja zostanie przyjęta.

Podzielone opinie

– Głównym celem regulacji jest wzmocnienie pozycji negocjacyjnej wydawców w rozmowach z cyfrowymi gigantami – mówi Jacek Wojtaś z Polskiej Izby Wydawców Prasy. – Dlatego potrzebna jest interwencja na szczeblu unijnym.

– Prawo pokrewne wydawców oznacza wprowadzenie dodatkowego elementu przepływu kontroli treści i wiedzy online oraz utrudnienie w ustalaniu statusu prawnoautorskiego publikacji wydawniczych – mówi Natalia Mileszyk z Centrum Cyfrowego. – Poza tym takie rozwiązanie może stanowić niebezpieczny precedens i zachęcić inne grupy do rozszerzania działania prawa autorskiego.

Ekspertka zwraca też uwagę, że nawet środowisko wydawców nie jest całkowicie przekonane do tego kierunku zmian, o czym świadczy chociażby list wydawców do komisarza Ansipa z 4 grudnia 2015 r. Podkreśla również, że korzystanie z cyfrowych treści przez użytkowników jest dużym wyzwaniem dla rynku wydawniczego.

– Wiele z tych wyzwań wynika ze zmieniających się relacji między popytem, podażą, kosztami i ceną – dodaje. – Nie da się sprostać tym wyzwaniom, komplikując (już skomplikowane) prawo autorskie i wprowadzając nowe uprawnienia.

Jak jest za granicą

Przeciwnicy praw pokrewnych dla wydawców, zwanych niekiedy niesłusznie podatkiem od linków, zwracają uwagę, że podobne regulacje wprowadzono już w Niemczech i Hiszpanii – i nie poprawiły one sytuacji wydawców względem np. Google'a. Jacek Wojtaś zwraca natomiast uwagę, że sprawa nie jest tak oczywista, jak się wydaje.

– To prawda, że w Niemczech wydawcy zgodzili się zrezygnować z tych opłat. Nie była to jednak decyzja w pełni dobrowolna, Google groził im bowiem ograniczeniem widoczności w wyszukiwarce. Dlatego niemiecka organizacja zbiorowego zarządzania wniosła do sądu sprawę o nadużywanie pozycji dominującej przez tę firmę. Sprawa jeszcze się nie zakończyła – wyjaśnia Wojtaś.

W Hiszpanii natomiast przepisy nie wprowadzały możliwości rezygnacji z opłat. Skończyło się to zamknięciem usługi Google News w tym kraju.

– Początkowo rzeczywiście ilość odwiedzin stron wydawców spadła – przyznaje Jacek Wojtaś. – Już jednak po paru miesiącach czytelnicy zaczęli odwiedzać je bezpośrednio, w wyniku czego ruch wzrósł – dodaje.

Unia nie ma uprawnień

Planowana nowelizacja nie jest jednak wymierzona jedynie w największą przeglądarkę.

– Ukróci to też działanie podmiotów zarabiających na używaniu bez zezwolenia cudzej treści – w tym oferujących przegląd prasy – mówi Jacek Wojtaś. – Kopiują one teksty z prasy, zamieszczają u siebie i zarabiają na reklamach czy też sprzedają swoim kontrahentom. Jednocześnie nie ponoszą kosztów wytworzenia tych treści, nie uiszczają opłat licencyjnych ani nawet rekompensacyjnych, mimo że zostały one zatwierdzone przez Komisję Prawa Autorskiego – dodaje.

Natalia Mileszyk wskazuje również, że wielu akademików uważa, iż regulacja ta nie służy celom jednolitego rynku cyfrowego, dlatego jest poza kompetencją Komisji Europejskiej w europejskim reformowaniu prawa autorskiego.

– Jest to przykład regulacji, dla których brakuje dostatecznego uzasadnienia, co jest niezgodne z zasadą tworzenia prawa na podstawie danych – dodaje.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: szymon.cydzik@rp.pl

Opinia

dr Ewa Laskowska, Uniwersytet Jagielloński

Reforma jest oczywiście potrzebna i mam nadzieję, że dzięki temu wydawcy uzyskają zwrot nakładów na stworzenie tekstów i będą mogli dostarczać treści lepszej jakości. Projektowane prawa obejmą tylko treści elektroniczne, ale już nie zeskanowane kopie tekstów papierowych, umieszczone w sieci np. w ramach digitalizacji archiwów. Ponadto dyrektywa rozszerza dozwolony użytek, obejmując nim tzw. eksplorację danych (ang. data mining) – także w celach komercyjnych. Przewiduje też inne wyjątki, np. dla edukacji online czy pism naukowych. O kształcie nowych przepisów zadecyduje polski ustawodawca, wdrażając dyrektywę. Jest obawa, że pojawią się pewne nieścisłości w regulacji, które wpłyną na mniejszą skuteczność nowego prawa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA