fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Białoruś: Ważą się losy Związku Polaków

Andżelika Borys nie ma wątpliwości, że dla białoruskich władz wciąż pozostaje osobą nie do zaakceptowania.
Rzeczpospolita, Bartłomiej Żurawski
Mińsk i Warszawa prowadzą zakulisowe rozmowy na temat legalizacji Związku Polaków na Białorusi.

Od ponad dziesięciu lat na Białorusi działają dwa Związki Polaków – prorządowy i niezależny. Ten pierwszy działa legalnie i jest uznawany przez władze w Mińsku. Drugi, uznawany przez Warszawę, działa w podziemiu. Taka sytuacja tworzy od lat najbardziej wrażliwy temat polsko-białoruskich relacji. Szef białoruskiej dyplomacji podczas swojej ostatniej wizyty w Polsce zadeklarował, że władze w Mińsku „rozwiążą ten problem".

– W naszych stosunkach z polskimi przyjaciółmi są delikatne kwestie, także związane z funkcjonowaniem nieoficjalnego Związku Polaków na Białorusi. Utrzymujemy w tej sprawie ścisły kontakt z polską ambasadą, z MSZ. Prędzej czy później rozwiążemy ten problem – powiedział niedawno w rozmowie z „Rz" szef MSZ Białorusi Uładzimir Makiej.

Nie damy się podbić

Szef białoruskiej dyplomacji zasugerował, że pomiędzy Mińskiem a Warszawą toczą się zakulisowe rozmowy odnośnie do uregulowania kwestii niezależnego Związku Polaków na Białorusi. Z kolei polskie MSZ sprawy komentować nie chce. – Utrzymujemy bezpośrednie kontakty ze środowiskami polskimi na Białorusi – mówi „Rz" rzecznik prasowy MSZ Joanna Wajda. W Grodnie, gdzie mieszka najwięcej Polaków na Białorusi, nie spodziewają się przełomu w tej sprawie.

Szefowa Rady Naczelnej zdelegalizowanego przez białoruskie władze ZPB Andżelika Borys twierdzi, że kilkakrotnie bezskutecznie zwracała się do prezydenta Aleksandra Łukaszenki z propozycją uregulowania kwestii Polaków na Białorusi. – Dotychczas władze w Mińsku takiej chęci nie przejawiały. Dobrze, że się pojawiła, ale ważne, by w tych zakulisowych grach zostały uwzględnione nasze interesy – mówi „Rz" Borys.

– Obecnie krąży pomysł, który pojawiał się jeszcze w 2010 roku odnośnie do połączenia dwóch organizacji. Jest to bardzo szkodliwa idea, która doprowadzi do likwidacji ruchu polskiego. Jak twierdzi, takie rozwiązanie białoruskie władze proponują Warszawie od kilku lat. – Chcą się też pozbyć wszystkich „niewygodnych" działaczy związku, w tym mnie. Władze w Mińsku chętnie wskażą polskiej stronie osoby, które staną na czele tak zwanego zjednoczonego ZPB. My nie godzimy się na taki układ, chcemy pozostać organizacją niezależną, zarówno od polskiego MSZ, jak i od władz Białorusi – twierdzi Borys.

Za połączeniem dwóch organizacji opowiada natomiast się prezes prorządowego ZPB Mieczysław Łysy. – Powinniśmy się połączyć i zorganizować ogólnokrajowy zjazd Polaków. Wybrać kierownictwo związku i rozwiązać w końcu ten problem. Ja się za stanowiska nie trzymam, mogę ustąpić – mówi „Rz" Łysy. – Nie odczuwam żadnej presji ze strony białoruskich władz, nie otrzymujemy od nich ani grosza, tak samo jak i od Polski.

W momencie podziału związku przez białoruskie władze w 2005 roku jego organizacja przyjęła cały majątek ZPB łącznie z 16 Domami Polskimi, wybudowanymi za pieniądze z Warszawy. Dzisiaj większość tych nieruchomości wykorzystuje się w celach komercyjnych, a po dawnej działalności polonijnej nie ma tam prawie śladu.

– Nie mamy środków, by utrzymywać te budynki. Musimy też zatrudniać ludzi, którzy będą ich pilnować. Dlatego część powierzchni Domów Polskich wynajmujemy firmom – tłumaczy. Jak twierdzi, osobiście odczuł „pozytywne skutki" ocieplenia polsko-białoruskiego. – Od 2010 roku miałem zakaz wjazdu do Polski, a przecież mam Kartę Polaka. Teraz niespodziewanie dostałem krótkoterminową wizę – mówi Łysy.

Na warunkach Mińska

W białoruskiej stolicy panuje przekonanie, że uregulowanie kwestii Związku Polaków dotychczas nie było możliwe z powodu „presji Warszawy". – Pamiętamy czasy, kiedy polskie władze wskazywały jedną znaną panią (chodzi o Andżelikę Borys – red.) na kierowniczkę ZPB. Przez lata psuło to nasze relacje. Dzisiaj czasy się zmieniły i jest chęć naprawy tej sytuacji – mówi „Rz" gen. Nikołaj Czerginiec, blisko związany z władzami w Mińsku były szef komisji ds. zagranicznych wyższej izby parlamentu. – Prawie wszyscy kierownicy administracji obwodowej w Grodnie oraz pobliskich administracji rejonowych są narodowości polskiej. I nikomu to nie przeszkadza, gdyż wzmacnia to jedynie nasze relacje z Polską.

Nasze źródło w polskiej dyplomacji potwierdza, że rozmowy z Mińskiem w sprawie legalizacji Związku Polaków na Białorusi trwają. – Nie spodziewamy się jednak jakichś efektów tych rozmów w najbliższym czasie – mówi nasz informator.

– Białoruskim władzom nie jest potrzebny kompromis w tej sprawie, ponieważ bez żadnych ustępstw wszystko dzieje się po ich myśli. Cały dialog toczy się na warunkach Mińska – mówi „Rz" Andrzej Poczobut, polski dziennikarz mieszkający na Białorusi. – Na kilkaset tysięcy Polaków na Białorusi wciąż działają jedynie dwie polskie szkoły. Ale ograniczają nawet to. W tym roku miały być trzy klasy pierwszoklasistów w polskiej szkole w Grodnie, bo tylu było chętnych, ale władze zgodziły się tylko na dwie. Do tego niedawno została zlikwidowana jedyna w Grodnie polska grupa w przedszkolu – wskazuje.

Tymczasem polsko-białoruskie stosunki ostatnio znacząco się poprawiły. Po wieloletniej przerwie powstała wspólna grupa międzyparlamentarna. Po wizycie szefa polskiej dyplomacji w Mińsku, białoruską stolicę niedawno odwiedził wicepremier Mateusz Morawiecki. Spotkał się z rządzącym od ponad dwóch dekad białoruskim przywódcą, ale rozmawiali wyłącznie o gospodarce. – Zachód zaakceptował Łukaszenkę takim, jakim jest. Na Białorusi istnieje przekonanie, że Polska zrobi to samo – dodaje Poczobut.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA