fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Kiedy naprawdę urodził się Jezus Chrystus?

Rzeczpospolita, Mirosław Owczarek
Przyzwyczailiśmy się, że data Bożego Narodzenia nie jest oparta na danych historycznych. Gdy Kościół wprowadzał je w IV w., wybrał koniec grudnia, by przeciwstawić się rozwojowi pogańskiego święta. A może wcale nie musiał? Może Ewangelia św. Łukasza zdradza nam, kiedy narodził się Jezus Chrystus?

Od wielu lat uczę apologii chrześcijaństwa i fundamentów naszej cywilizacji. Opowiadam o Jerozolimie, Betlejem, Atenach i Rzymie. Dobrze jednak pamiętam, gdy jako jeszcze „nieopierzony" wykładowca powtarzałem moim studentom: „nie potrzebuję udawać się do Ziemi Świętej, bo ja Nazaret, Betlejem, Jerozolimę noszę w sercu". W pewnym momencie zostałem jednak jakby schwytany za rękę i poprowadzony, gdzie wcześniej nie chciałem. Moja siostra, polonistka, pracownik KUL, wstąpiła do lubelskiego karmelu, a potem z dziewięcioma towarzyszkami wyfrunęła z kraju, żeby odnawiać klasztor betlejemski, w którym zabrakło mniszek. Po kilku latach wyruszyłem do niej w odwiedziny. Jedne, drugie, trzecie... I już nigdy nie zapomnę świeżego powiewu ciepłego wiatru po wyjściu z samolotu na lotnisku Ben Guriona.

Betlejemskie pianie kogutów

Pamiętam także noc i pierwszy poranek w Betlejem. Już po trzeciej obudził mnie prawdziwy koncert galli cantu, piania kogutów. A potem, o świcie, śpiewne nawoływanie muezzinów z trzydziestu paru meczetów. Tak, Betlejem dzisiaj to muzułmańskie miasto, jedno z najważniejszych w Autonomii Palestyńskiej. „Dom chleba" – przekładamy za Żydami chętnie jego nazwę, która pozwala nam nawiązywać do daru Chleba. Daru tak właśnie pisanego – wielką literą. Ale Palestyńczycy tłumaczą ją „Dom mięsa". I rzeczywiście, te piejące koguty w większości niedługo wylądują w ubogich, domowych garnkach. A muezzin z meczetu Umara przy placu Żłobka nie zaprzestanie swojego nawoływania do modlitwy nawet podczas pielgrzymki Jana Pawła II.

To był 22 marca 2000 roku. Mając w pamięci szczelnie okalający miasto wysoki mur, papież cytował najpierw żydowskiego proroka, a potem zadał dramatyczne pytanie: „Gdzie rozciąga się panowanie »Przedziwnego Doradcy, Boga Mocnego i Księcia Pokoju«, o którym mówi Izajasz? Jaką władzę ma na myśli Jezus, kiedy mówi: »Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi«?". I odpowiadał: Jego królestwo „»nie jest z tego świata«. Nie uczestniczy w grze przemocy, bogactwa i podbojów, która zdaje się kształtować nasze ludzkie dzieje. Jest raczej mocą, która zwycięża Złego, ostatecznym zwycięstwem nad grzechem i śmiercią. Jest mocą leczącą rany, które oszpecają obraz Stwórcy w Jego stworzeniach [...]". Potem papież usiadł, a z meczetu na Manger Square rozległo się muzułmańskie wezwanie do modlitwy. Jan Paweł II wysłuchał go i po chwili rozpoczął przerwaną mszę.

Problemem Betlejem jest nie tylko mur, ale także często racjonowana woda. Któregoś dnia Ferial, blisko związana z karmelem Palestynka, właścicielka sklepu tekstylnego, obecnie już mniszka karmelitanka, pyta, czy naprawdę mam tytuł kapelana Jego Świątobliwości. Owszem, mam, odpowiadam. Więc jedziemy, decyduje. Zajeżdżamy do jakiegoś urzędu. Tylko nie odzywaj się... Najwyżej do mnie, po francusku. I rób ważną minę. Wchodzimy. Przed nami na potężnym fotelu, jakich tu wszędzie wiele, siedzi urzędnik. Na widok, jak się domyślam, watykańskiej osobistości, czyli mnie, wstaje i zaczyna się długi, kilkunastominutowy dyskurs Ferial i jego po arabsku. Żegnamy się, wychodzimy. Wieczorem naocznie przekonuję się, że racja wody dla klasztoru została znacznie zwiększona.

Wieża Dawidowa

Na tym samym placu, na którym Jan Paweł II odprawiał pamiętną mszę, w sierpniu 1875 roku znalazła się Mariam Baouardy, prosta, prawie niepiśmienna Arabka rytu melchickiego, przez wiele lat służąca w Aleksandrii, Bejrucie i Pau, a teraz karmelitanka, stygmatyczka i wizjonerka. Niedawno wróciła z misji w Indiach, aby zrealizować dzieło swojego życia: zbudować karmel w Betlejem. Stoi w gronie szacownych sióstr, wśród których jest także świecka dobrodziejka Bertha Dartigaux, finansująca całe dzieło. Deliberują, gdzie wznieść klasztor. Od niedawna przy placu stoi meczet Umara, więc pewnie także one słyszą głos muezzina. Mariam jednak słyszy inny głos: „Na kolebce ojca mego, Dawida, zbudujesz mi dom". Po drugiej stronie niewielkiej doliny – wadi, wznosi się kolejne betlejemskie wzgórze. Siada na nim właśnie stado białych gołębi. „Tam zbudujemy nasz klasztor" – woła Mariam. Okazuje się, że wzgórze od wieków jest nazywane przez betlejemitów Wzgórzem Dawidowym. To tu kiedyś, twierdzą, młody Dawid pasał trzody swego ojca Jessego. I tu zachowała się grota, gdzie miał zostać namaszczony przez Samuela na króla Izraela.

Siostry nabywają kamienisty teren od arabskiego właściciela i rozpoczynają budowę, nad którą Mariam będzie czuwała przez trzy ostatnie lata swojego krótkiego życia. Według pozostawionego przez nią szkicu powstaje okrągły klasztor – wieża Dawidowa, a potem kościół. Gdy umrze w wieku trzydziestu kilku lat, tam zostanie pochowana. I wciąż będzie się szerzył jej kult. W 1983 roku Jan Paweł II dokona w bazylice Watykańskiej beatyfikacji tej, która w życiu zakonnym nosiła imię Marii od Jezusa Ukrzyżowanego, Franciszek włączy ją do grona świętych, a karmel betlejemski stanie się prawdziwym sanktuarium katolików palestyńskich. Okrywani przez przeoryszę białym płaszczem swojej patronki, będą szeptać pod nim swoje prośby, modlitwy o pokój, o przetrwanie.

Dotyk, smak i węch

Pierwszy raz wędruję z klasztoru pod górę do bazyliki. Wchodzę do pustego wnętrza. Pustego, bo trwa druga intifada, powstanie Palestyńczyków po wizycie premiera Ariela Szarona na Wzgórzu Świątynnym – i pielgrzymów niemal nie uświadczysz. Tylko senny, prawosławny mnich przechadza się między długimi rzędami kolumn. Ktoś otwiera drewniane klapy, przez które można zobaczyć poziom bazyliki z czasów cesarzowej Heleny, z doskonale zachowanymi mozaikami.

Schodzę po kilkunastu wąskich schodkach do groty. Przed małym ołtarzem, wzniesionym nad srebrną czternastoramienną gwiazdą, znaczącą miejsce narodzin Jezusa, modli się młody Arab, odziany w długą brązową szatę, w charakterystycznej arafatce na głowie. Stoi, bije pokłony, a potem pada, dotykając twarzą ziemi. Czyżby muzułmanin? Raczej palestyński chrześcijanin. Może żegna się w ten sposób ze swoją ziemią, tylu z nich teraz wyjeżdża, myślę. Klękam w głębi groty, trochę zawstydzony swoją niezbyt wylewną pobożnością. Po dłuższej chwili wychodzi, mogę więc zbliżyć się do miejsca pod prawosławnym ołtarzem. Klękam, całuję srebrną, czternastoramienną gwiazdę z łacińskim napisem: Hic de Virgine Maria Jesus Christus natus est – „Tu z Maryi Dziewicy narodził się Jezus Chrystus".

Podobny napis jest w Nazarecie: Hic verbum caro fatum est – „Tu Słowo stało się ciałem". Uderzające w swoim konkrecie Hic – „Tu". Powtarzamy niemal bezwiednie: Boże Narodzenie, Wcielenie, Objawienie... Te wielkie słowa łatwo jednak mogą stać się niewiele znaczącą abstrakcją. A w tym miejscu wita pielgrzyma wstrząsające „Tu"!

Biblia nie wspomina ani o grocie, ani o żłobie. Simon Claude Mimouni, jeden z badaczy pierwotnego chrześcijaństwa palestyńskiego, uważa jednak, że w grotach, związanych z narodzinami i śmiercią Jezusa (Betlejem, Góra Oliwna, Grób Pański), pierwsi żydowscy chrześcijanie od początku, od I wieku, oddawali cześć Jezusowi. Może dlatego – jak wspominał św. Hieronim – cesarz Hadrian, po spacyfikowaniu drugiego powstania żydowskiego w latach 30. II wieku, kazał zasadzić tu gaj i czcić Adonisa. Dlaczego akurat w tym miejscu, jeśli nie trwałaby w nim pamięć o narodzinach Jezusa? Św. Justyn – filozof, który urodził się niedaleko stąd, w Sychem, w swoim „Dialogu z Żydem Tryfonem", napisanym ok. 160 r., tłumaczy: „Ponieważ Józef nie znalazł godnego miejsca w miasteczku, zatrzymał się w grocie w pobliżu Betlejem. Gdy się tam znajdowali, Maryja wydała na świat Chrystusa i położyła go w żłobie". W pochodzącej z tego samego okresu „Protoewangelii Jakuba" czytamy: „Maryja zsiadła ze zwierzęcia i weszła do podziemnej groty [...]. I tu porodziła syna [...]". Że nie było to tylko wspomnienie, poświadcza aleksandryjczyk Orygenes, który odwiedzał miejsca święte w 215 roku i pisał: „w Betlejem istnieje grota, w której On się urodził, w niej zaś żłób, gdzie Go położono owiniętego w płótno. Miejsce to słynie w całej okolicy, a nawet wśród niewierzących, z tego, że urodził się tam Jezus, którego czczą i któremu się kłaniają chrześcijanie".

Hic... Tu... Ma rację George Weigel, biograf Jana Pawła II, gdy pisze: „katolicyzm to bardzo konkretna sprawa: dotyczy widzenia i słyszenia, dotyku, smaku i węchu...".

Niegościnni betlejemici?

Położyła [Go] w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie" (Łk 2,7). Z tego Łukaszowego zdania Joseph Ratzinger wyprowadza „wniosek, że Jezus narodził się w stajni, w miejscu niegościnnym – chciałoby się powiedzieć: niegodnym – które jednak zapewniało minimum dyskrecji nieodzownej do tego typu świętego wydarzenia. W okolicy Betlejem z dawien dawna wykorzystywano skalne groty na pomieszczenia stajenne". Podczas moich wizyt w mieście Dawidowym, w ogrodzie klasztornym często rozmawiam z ojcem Luigim Speziale, kapelanem karmelu, profesorem seminarium patriarchalnego w Beit Jala (dzielnica Betlejem) i ceremoniarzem patriarchy Michela Sabbacha. Także on broni betlejemitów. „To naród wyjątkowo gościnny" – tłumaczy. A zdanie św. Łukasza może być przekładane inaczej: „położyła [Go] w żłobie, gdyż nie mieli miejsca en to katalymati – w dużej sali domu". Sala była duża, pewnie wypełniona ludźmi przybyłymi na spis, a poród to przecież wydarzenie wyjątkowo intymne. Gdy już się dokona, Święta Rodzina przeniesie się na górę i gdy u Mateusza trzej magowie przybędą do Betlejem, wejdą już nie do groty, lecz „do domu" (eis ten oikian).

Gościnny naród... Karmel sąsiaduje z rezydencją prezydenta Autonomii Palestyńskiej. Gdy któregoś dnia przejdę parę kroków za daleko za jakąś niewidoczną strefę graniczną, usłyszę suchy trzask i niemal pod stopami tok... tok... tok... wystrzelonych w moim kierunku kul. Innym razem będę wędrował samotnie na Pole Pasterzy z przewodnikiem pod pachą, z wypisanymi na okładce wielkimi literami: „Izrael". W połowie drogi zatrzymuje mnie jakaś czujka, trzej chłopcy z pistoletami maszynowymi. Wrzawa, zamieszanie. Z prowizorycznego namiotu wychodzi ktoś starszy, chyba dowódca. Paszport – woła. Ogląda z wszystkich stron – „Bulanda – Polska, w porządku. Idź, oni myśleli, że Żyd tu się przyplątał, nic nie wiedzą, są z Jemenu".

Wracam z plecakiem pełnym pamiątek. Można je tanio kupić w magazynie przy Polu Pasterzy. Postanawiam wstąpić na chwilę do meczetu Umara na Manger Square. Myję do łokci ręce, potem stopy i boso wchodzę po schodach do sali na górze. W głębi modli się jakiś mężczyzna, dwóch innych rozmawia na wielkiej kanapie. Po trzech minutach chwytają mnie pod ramię jakieś silne ręce, wynoszą z sali, zabierają paszport, plecak, aparat fotograficzny. Czekanie niepokojąco się dłuży. Po kilku minutach ktoś wraca i znowu to samo: „Bulanda, John Paul II, Walesa, dobrze... Możesz tu wrócić, ale nie w czasie modlitwy...". Już nie wrócę.

W Hieronimowej grocie

Bardzo lubiłem samotnie przesiadywać w sąsiadującej z Grotą Narodzenia grocie, celi św. Hieronima. Również niemal pustej w tamtym czasie. Wyobrażałem sobie, jak pod koniec IV wieku schodził do niej po wykutych w skale, dobrze zachowanych schodkach, jak zabierał się do pracy, jak organizował swój czas, jak przekładał Biblię i jak z pasją pisał listy do przyjaciół i licznych przeciwników. Z kim on nie korespondował, kogo nie znał? Papieże – Liberiusz i Damazy, Augustyn z Hippony, Grzegorz z Nazjanzu, Dydym Ślepiec, Ewagriusz z Pontu. Był w Rzymie, był na I Soborze w Konstantynopolu, wreszcie dotarł do Betlejem i w 384 roku tu, w tej właśnie grocie, zamieszkał. Dwa lata później dołączyła do niego rzymska patrycjuszka Paula z córką Eustochium. Stopniowo miasteczko stawało się znaczącym ośrodkiem monastycznym. Obecnie w grotach sąsiadujących z jego „pracownią" znajdują się groby obu kobiet oraz pusty grób samego Hieronima – szczątki świętego zostały przeniesione do bazyliki Santa Maria Maggiore w Rzymie, bożonarodzeniowego mauzoleum Wiecznego Miasta.

Teraz już tylko w wyobraźni siedzę w Hieronimowej celi i rozmyślam, jak upadają kolejno antychrześcijańskie mity. Choćby ten o dacie Bożego Narodzenia... Przyzwyczailiśmy się, że nie jest ona oparta na danych historycznych i że gdy Kościół rzymski w IV wieku wprowadzał to święto na Zachodzie, wybrał na jego obchodzenie jeden z końcowych dni grudnia, by przeciwstawić się rozwojowi pogańskiego święta Dies natalis Solis invicti, obchodzonego 21–22 grudnia. Mit, który miał zastąpić inny mit. Całkiem niedawna książka ks. Naumowicza zadała temu wszystkiemu kłam. Nie ma – pisze Naumowicz – dowodów, że zastępowano jakieś święto. Po prostu słońce podejmowało wtedy swój triumfalny bieg do pełnego zwycięstwa wiosny i lata. A tamci chrześcijanie byli dobrymi obserwatorami przyrody i wierzyli w Chrystusa „wschodzące słońce". Kościół rzymski nie musiał zastępować Bożym Narodzeniem jakiegoś starego święta pogańskiego, bo takie właściwie nie istniało, a jeśli zaistniało, to później.

Ciągle jednak intryguje mnie w Ewangelii Łukasza wzmianka: „W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret [...] (1, 26). Coraz lepiej znamy początki Kościoła judeochrześcijańskiego w Jerozolimie i w Ziemi Świętej. Nie szokuje już stwierdzenie, że pierwsi chrześcijanie kontynuowali rozmaite modlitwy judaizmu, jego ryty i święta, inne zaś zastępowali własnymi, uważając właśnie siebie za początek „Izraela dni ostatecznych", do którego miały przyjść wszystkie ludy i narody. Świętowali Paschę jako wypełnienie całych dziejów, wyzwolenie w Jezusie Chrystusie. „Stale przebywali w świątyni, wielbiąc i błogosławiąc Boga" (Łk 24, 52-53). To ostatnie zdanie nie jest tuzinkowe – zamyka Łukaszową Ewangelię. Może więc jej autor przekazuje ślady pamięci owej judeochrześcijańskiej wspólnoty jerozolimskiej? To na przykład, że dobrze zapamiętała ona zwiastowanie Jana Chrzciciela.

Łukasz rozpoczyna tak: „Za czasów Heroda, króla Judei, żył pewien kapłan, imieniem Zachariasz, z oddziału Abiasza. [...] Kiedy w wyznaczonej dla swego oddziału [klasy kapłańskiej] kolei pełnił służbę kapłańską..." (Łk 1, 5.8). Jak przypomina Benedykt XVI, francuski egzegeta Henri Cazelles w swym „studium poświęconym socjologii kapłaństwa świątyni przed jej zburzeniem wykazał, że [...] klasy kapłanów pełniły swą posługę dwa razy w roku, przy czym jeden turnus trwał tydzień. Po zakończeniu posługi kapłan wracał do swej ziemi i nie było niczym nadzwyczajnym to, że pracował w jakimś zawodzie i tym sposobem zarabiał na swe utrzymanie".

Shemarjahu Talmon z Uniwersytetu Hebrajskiego określił tygodniowy układ służby 24 klas kapłańskich w świątyni, funkcjonujący jeszcze w czasach Chrystusa. Oddział Abiasza miał służbę: pierwszy raz – od 8. do 14. dnia trzeciego miesiąca, i drugi – 24.–30. ósmego miesiąca żydowskiego kalendarza. Ta druga data według Talmona przypadałaby na ostatnią dekadę września. Łukaszowy „szósty miesiąc" to nic innego jak miesiąc liczony od zwiastowania Zachariaszowi narodzin syna Jana. Jeśli ewangelista pisze swój żywot Jezusa na podstawie świadectw Maryi i Kościoła jerozolimskiego, któremu przewodzą krewni Jezusa, to być może przekazuje precyzyjne dane? I może było wtedy i dla Maryi, i dla członków Kościoła jerozolimskiego oczywistością, kiedy służbę w świątyni pełnił oddział Abiaszowy? I może był także oczywistością zapis, który określał, kiedy miało miejsce Zwiastowanie Maryi i poczęcie Jezusa, jeśli było to w szóstym miesiącu od służby oddziału Abiasza, a więc w marcu? I że w takim razie Jesus narodził się dziewięć miesięcy później, w końcu grudnia?

Wiem, że sprawa jest skomplikowana. Ale od czego są hipotezy, czasem może mylne, popychające wszelako wiedzę naprzód, jak przyznał szef sztokholmskiej Akademii Nauk, otwierając niedawno uroczystość przyznania noblowskich nagród.

Ks. prof. Henryk Seweryniak jest teologiem, profesorem w Instytucie Dialogu Kultury i Religii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie ?i konsultorem Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA