Reklama

Michał Szułdrzyński: Migranci na granicy z Niemcami. Dlaczego mecenas Roman Giertych ma rację?

Na zachodniej granicy Polski państwo musi okazać swoją sprawczość. Jeśli tego nie zrobi, zostanie wyręczone przez prawicowych bojówkarzy, co jeszcze mocniej podważyłoby jego autorytet. Domagając się reakcji, Roman Giertych ma rację.

Publikacja: 30.06.2025 17:04

Panika moralna, związana z popełnianymi przez migrantów przestępstwami, bardzo prawicy w tej sytuacj

Panika moralna, związana z popełnianymi przez migrantów przestępstwami, bardzo prawicy w tej sytuacji pomaga. Dlatego ciężko nie zgodzić się z mecenasem Romanem Giertychem, który w poniedziałek w nocy, widząc doniesienia mediów o kolejnej akcji samozwańczych obrońców granic i ich starciu ze Strażą Graniczną, wezwał do aktywniejszego działania.

Foto: PAP/Marcin Obara

Gdy pod koniec maja rozmawiałem w Berlinie z politykami i ekspertami, usłyszałem, że plan rządzącej koalicji jest prosty: aby zatrzymać marsz po władzę skrajnie prawicowej AfD, trzeba uderzyć w społeczne podstawy jej popularności.

Presja migracyjna z Niemiec będzie narastać wraz z popularnością AfD

Co to oznacza? Że interesy Berlina i Warszawy będą w najbliższym czasie – i chodzi tu raczej o miesiące i lata, niż godziny i dni – rozbieżne. Rządząca większość w Bundestagu będzie chciała więc pokazać swoją skuteczność, odsyłając jak najwięcej nielegalnych migrantów do krajów sąsiednich – wszak Niemcy nie mają lądowej granicy z żadnym z krajów spoza Unii Europejskiej. To zaś oznacza, że z punktu widzenia prawa UE wszyscy nielegalni migranci musieli przyjechać z innych krajów Unii. Choć – jak zauważył w swojej książce Rafał Trzaskowski – gdy potrzebowali rąk do pracy, sami apelowali o łamanie unijnych zasad migracyjnych, zapraszając migrantów, by przez inne kraje prosto do Niemiec jechali.

Foto: Tomasz Sitarski

Faktem jednak jest, że presja migracyjna ze strony Berlina będzie rosnąć. Nie jest to żadna wiedza tajemna. Polityka rządu Niemiec jest oczywista od wielu miesięcy. Mimo to, nasze państwo wygląda na trochę zaskoczone sytuacją na zachodniej granicy. A wykorzystują to politycy prawicy, organizujący bojówki, które mają „pilnować granicy”.

Reklama
Reklama

Tyle tylko, że – jak się wydaje – mniej im zależy na powstrzymaniu zjawiska (instytucje prywatne nie mają do tego środków), bardziej na zyskaniu popularności.

Czy państwo może abdykować z roli pilnowania zachodniej granicy Polski?

Panika moralna, związana z popełnianymi przez migrantów przestępstwami, bardzo prawicy w tej sytuacji pomaga. Dlatego ciężko nie zgodzić się z mecenasem Romanem Giertychem, który w poniedziałek w nocy, widząc doniesienia mediów o kolejnej akcji samozwańczych obrońców granic i ich starciu ze Strażą Graniczną, wezwał do aktywniejszego działania.

„Trzeba bojówki usunąć z granicy, ale też ją zamknąć, dopóki Niemcy nie skończą odsyłać nam migrantów. To prawda, że przyjechali oni przez Polskę, korzystając ze skorumpowania PiS, ale nęcił ich niemiecki socjal, za co my nie odpowiadamy. A bojówkarze niech wstępują do SG” – pisał Giertych.

Oczywiście, zamknięcie granicy nie jest możliwe, byłoby wręcz niezwykle kłopotliwe. Już samo wprowadzenie kontroli – jak zauważył w poniedziałek premier Donald Tusk – uderzyłoby w mieszkańców i w biznes.

Ale doszliśmy już do takiego poziomu emocji, lęków i cynicznego populizmu na granicy, że jeśli polskie państwo nie okaże sprawczości, działania prawicowych bojówkarzy zakończą się bezprawiem i przemocą. Poważnemu państwu nie wolno do tego dopuścić.

Komentarze
Michał Szułdrzyński: Grenlandia, cła i NATO. Jak Donald Trump rozbija Zachód
Komentarze
Estera Flieger: MAGA dyletant. Nie jesteśmy skazani na tzw. realizm
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Port Haller – wielki projekt PiS czy próba patriotycznego szantażu?
Komentarze
Rusłan Szoszyn: Kto nie chce pokoju w Ukrainie? Donald Trump puka do złych drzwi
Komentarze
Jędrzej Bielecki: USA chcą Grenlandii. Polsce zaczyna być nie po drodze z Donaldem Trumpem
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama