fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Karczew wraca do ekstraklasy

Stefan Szczepłek
Fotorzepa/ Waldemar Kompała
Lider tabeli przegrał z ostatnią drużyną 2:5. Piast jeszcze w żadnym tegorocznym meczu nie stracił tylu bramek a Górnik tylu nie strzelił.

Ja, z perspektywy Warszawy, przyjąłem wynik do wiadomości i tyle. Oglądając mecz dziwiłem się tylko jak można stracić trzy bramki w ciągu pięciu minut, popełniając przy tym podobne błędy. Liderowi coś takiego nie przystoi. Ale też ten przodownik, choć zapracował na swoją pozycję, gra czasami tak, że zęby bolą. A jest pierwszy ponieważ inni grają jeszcze gorzej

Z perspektywy części mieszkańców Górnego Śląska to było wyjątkowe wydarzenie. Mieszkańcy Gliwic tak się lubią z zabrzanami jak psy z kotami i kapitan Piasta Radosław Murawski powiedział po meczu: przegrać można, szkoda że z Górnikiem.

Jest w tym jednak coś optymistycznego. Mimo że w każdej drużynie gra wielu obcokrajowców, którym takie polskie subtelności są obce, tkwią one w kibicach z dziada pradziada, wpływając na koloryt rozgrywek. Nie mam nic przeciw wszelkim „świętym wojnom”, pod warunkiem, że nie kończą się prawdziwymi ofiarami.

Nieoczekiwanie wysoka porażka Piasta może też dobrze wpłynąć na dalszy ciąg rozgrywek. Gliwiczanie w następnej kolejce spotkają się z trzecią w tabeli Cracovią a 13 grudnia zaprezentują się w Warszawie. Zapowiada się emocjonująca końcówka roku.

Cracovia strzeliła już 38 bramek w 18 kolejkach i jest pod tym względem najlepsza w ekstraklasie. Cieszę się osobiście, bo im lepiej „Pasy” będą grały, tym większa nadzieja na dobre zdrowie i samopoczucie Jerzego Pilcha a na tym mi zależy.

Legia, u której dostrzegłem ostatnio jakieś symptomy poprawy, nie przestaje mnie zadziwiać. W weekend cudem, w ostatniej chwili uratowała remis w meczu z Podbeskidziem, które teraz Cracovia rozbiła 4:1. W środowym spotkaniu z Łęczną panowała na boisku przez 80 minut, zdobyła dwie bramki i tak bardzo się rozluźniła, że omal tego dorobku nie straciła. Kolejne pokolenia piłkarzy Legii myślą zawsze tak samo. Są przekonani, że przeciwnicy będą się ich bać na sam dźwięk słowa Legia. Nie raz już się pomylili jednak nie wyciągnęli żadnych wniosków. A kolejni trenerzy nie potrafią tej mentalności zmienić.

Wisła pojechał do Poznania, gdzie rozpędzony Lech z maszynistą Janem Urbanem odrabia straty poniesione w pierwszej części sezonu. Wisła stała na straconej pozycji. Po porażce z Cracovią pracę stracił Kazimierz Moskal (szkoda człowieka, robił co mógł) więc w roli pierwszego trenera zadebiutował Marcin Broniszewski. Miał pecha. W 5. minucie Wisła straciła kontuzjowanego Pawła Brożka a w 20. bramkę z karnego i ukaranego czerwoną kartką Macieja Sadloka. W takiej sytuacji niewiele mogła zdziałać.

Będę kibicował Marcinowi Broniszewskiemu, bo znam go niemal od dziecka. Rodzina Broniszewskich jest jednym z futbolowych symboli Karczewa, podobnie jak piłkarze Legii Zygmunt Niedziółka, Antoni Trzaskowski, Władysław Grotyński, inny ligowiec Robert Grzanka czy sędzia i wiceprezes PZPN Eugeniusz Kolator. Mieczysław Broniszewski, ojciec Marcina sam był zawodnikiem Mazura i to w czasach jego legendarnych meczów o Puchar Polski ze Stalą Rzeszów oraz Ruchem. Prehistoria, ale prawda. Potem pracował z reprezentacjami i klubami. Jego drugi syn a brat Marcina - Paweł jest znanym prawnikiem, reprezentującym interesy wielu piłkarzy i trenerów. Marcina zawodu uczył ojciec a potem m.in, Franciszek Smuda. Lubię kiedy ktoś nieprzypadkowy, z dobrej rodziny i z serca Mazowsza trafia do ekstraklasy. Żeby jeszcze z dobrym skutkiem.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA