fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Andrzej Nogal o aferze hejterskiej w MS: adwokatura to nie agencja public relations

Adobe Stock
Polska to nie USA. Oświadczenia dla prasy, wywiady i komentarze medialne o prowadzonej sprawie nie są zadaniem dla adwokata. Tymczasem, w czasie obecnej afery hejterskiej w Ministerstwie Sprawiedliwości niektórym adwokatom, pełnomocnikom poszczególnych jej bohaterów, niebezpiecznie zaciera się granica pomiędzy rolą pełnomocnika procesowego, a rzecznika prasowego klienta.

Specyficzną cechą najnowszej afery hejterskiej z Ministerstwa Sprawiedliwości jest to, że nie toczy się ona na płaszczyźnie stricte prawnej, a raczej medialno-politycznej. Póki co, nie zostały formalnie wszczęte postępowania karne, nie zostali przesłuchani świadkowie i nie ma zabezpieczonego sprzętu elektronicznego mniemanych sprawców (w związku oczywiście z obecną aferą). Nikogo też nie zatrzymano o świcie. A co do sędziów, podejrzewanych o udział w niej, to rzecznik dyscyplinarny nie zdążył jeszcze nawet poprosić ich o wyjaśnienia.

Ale są już czynni adwokaci poszczególnych dramatis personae – pomimo, że nie zostali jeszcze ustanowieni procesowo w konkretnych postępowaniach, a już zdążyli udzielić wielu wywiadów, komentarzy i oświadczeń dla mediów w imieniu swoich klientów. Pomyśleć by można, że nagle przenieśliśmy się z Polski do USA, bo to tam oglądaliśmy dotychczas konferencje prasowe obrońców, podczas głośnych procesów, urabiając opinię publiczną na rzecz swoich klientów. U nas zaś, raczej uważano, że procesowi sądowemu nie służy podgrzewanie emocji tłumu. Nie bez powodu na gmachu Sądu Najwyższego znalazła się jedna z łacińskich paremii: „Vanae voces populi non sunt audiendae" , co się tłumaczy, iż nie wolno słuchać sędziemu czczego głosu tłumu. Wymiar sprawiedliwości nie powinien bowiem działać pod presją zmiennej opinii publicznej, tegoż tłumu który znamy z Ewangelii – co w Niedzielę Palmową witał radośnie Chrystusa w Jerozolimie, by kilka dni potem domagać się jego ukrzyżowania.

W Polsce tradycyjnie rola adwokata widziana jest inaczej. W art. 4 Prawa o adwokaturze czytamy „Zawód adwokata polega na świadczeniu pomocy prawnej, a w szczególności na udzielaniu porad prawnych, sporządzaniu opinii prawnych, opracowywaniu projektów aktów prawnych oraz występowaniu przed sądami i urzędami." Doprecyzowuje ten ogólnikowy zapis §18 ust.3 zbioru zasad etyki adwokackiej o następującej treści „W kontaktach z mediami adwokat powinien unikać przyjmowania roli rzecznika prasowego swojego klienta, lecz powinien się kierować merytoryczną potrzebą odpowiedzi na zarzuty wobec klienta publikowane w mediach, przedstawiające w ocenie adwokata sprawę jednostronnie, wybiórczo lub tendencyjnie". Tyle i tylko tyle. W świetle przytoczonych przepisów nie mają głębszego uzasadnienia demagogiczne tezy, że adwokat ma bronić nie tylko przed sądem prawników, ale i sądem opinii publicznej. Kto tak postrzega swoją funkcję, powinien raczej otworzyć agencję public relations, a nie prowadzić kancelarię adwokacką. Z całą pewnością więc, medialne wypowiedzi adwokatów powinny być wypowiadane w ramach toczących się postępowań, gdzie zostali już ustanowieni procesowi, a ponadto powinny być czysto merytoryczne i dotyczyć kwestii już wywołanych przez media.

Mam nadzieję, że Koleżankom i Kolegom, którzy będą w tych sprawach wypowiadać się dla mediów nie zabraknie rozwagi, aby balansując na cienkiej linie, sprostać opisanym wyżej wymogom.

Z całą pewnością więc, zadaniem adwokata nie jest przyjmowanie roli rzecznika prasowego swojego klienta, ani też demagogiczne podburzanie tłumów. Adwokat to nie francuska Marianna wiodąca lud na barykady, a i dobrze by nie myślał o pójściu w ślady znanych adwokatów rewolucjonistów: Dantona, Robespierre, Lenina, czy też współcześnie patrząc, Fidela Castro.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA