fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Robert Gwiazdowski: W imię społecznej sprawiedliwości

AdobeStock
Skoro można było nie przeprowadzić wyborów, to niby dlaczego następnym razem nie będzie można ich sfałszować – jak komuś będzie bardziej pasowało?

Wybory prezydenckie – wbrew konstytucji – nie odbędą się w dniu „przypadającym nie wcześniej niż na 100 dni i nie później niż na 75 dni przed upływem kadencji urzędującego prezydenta Rzeczypospolitej". Co prawda do 23 maja (drugi termin graniczny) mamy jeszcze dziesięć dni, ale nie mamy de facto ordynacji wyborczej, która kiedyś została nazwana wzniośle kodeksem wyborczym, a obecnie ustawą o szczególnych zasadach przeprowadzenia wyborów. I trwa chocholi taniec, jak te wybory teraz przeprowadzić, żeby jak najmniej naruszyć konstytucję po raz kolejny. Jak najmniej naruszyć!

Ale przecież żyjemy w „państwie prawnym urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej". W imię sprawiedliwości społecznej nie takie rzeczy za komuny robiono.

Gdy ustawa o tych szczególnych zasadach, uchwalona przez Sejm, czekała sobie na odrzucenie w Senacie, marszałek Sejmu mogła spokojnie – zgodnie z konstytucją – zmienić swoje postanowienie z 5 lutego w sprawie zarządzenia wyborów prezydenta (nie ma w konstytucji żadnych przeciwwskazań) i je zarządzić na 17 maja. To by dopiero było łamanie „ducha" konstytucji. Ale przecież nie jej „litery". Wyobraźnia i precyzja twórców ustawy zasadniczej szwankowały bowiem bardzo.

Podniósłby się alarm, że przecież „wybory" to co innego niż „głosowanie". Aliści art. 128 konstytucji mówi o „zarządzaniu wyborów na dzień", a nie o zarządzaniu „głosowania". Ergo – odbywają się tego dnia „wybory". Reszta to czcza erystyka.

PiS parło do wyborów 10 maja, a PO starała się, żeby ich w tym terminie nie było. Jedni i drudzy uprawiali czystą kalkulację – komu jaki termin bardziej pasuje, a jaki nie. Skończyło się, jak się skończyło. Skoro jednak można było nie przeprowadzić wyborów, to niby dlaczego następnym razem nie będzie można ich sfałszować – jak to będzie komuś bardziej pasowało? Niewyobrażalne? A 10 marca wyobrażał sobie ktoś, że ich nie będzie 10 maja?

Na razie mamy jednak prezydenta, który – jak najbardziej zgodnie z konstytucją – urzęduje do 6 sierpnia. Gdyby wyborów nie było więc 7 sierpnia, urząd prezydenta zostanie „opróżniony". W takiej sytuacji – zgodnie z art. 128 ust. 2 zdanie 2 konstytucji – marszałek Sejmu zarządza wybory „nie później niż w 14. dniu po opróżnieniu urzędu, wyznaczając datę wyborów na dzień wolny od pracy przypadający w ciągu 60 dni od dnia zarządzenia wyborów". Wyjątkowo – jak na naszą konstytucję – ten jej przepis brzmi jasno. I pewnie właśnie dlatego nie będzie zastosowany.

Autor jest adwokatem, profesorem Uczelni Łazarskiego i szefem rady WEI

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA