Po tym, jak egzamin gimnazjalisty udało się przeprowadzić właściwie we wszystkich, nawet strajkujących szkołach, nauczyciele stracili znaczącą przewagę. Rządowi niestraszna już wizja zablokowania przez strajk zbliżającego się egzaminu ósmoklasisty. Jak jeszcze nauczyciele dostaną pensję za kwiecień pomniejszoną o 75 proc., to z ich słownika nieodwracalnie powinno wypaść słowo „strajk". Co prawda niektóre samorządy, szczególnie te nieprzychylne władzy, obiecały im wypłatę rekompensaty w postaci nagród czy premii, zdania prawników są jednak podzielone, czy to będzie zgodne z prawem. Tam, gdzie nauczyciele nie mają co liczyć na takie dodatki, nie ma żadnych wątpliwości, że już za chwilę zostaną wzięci głodem.

Czytaj także: Strajk nauczycieli: uczniowie napisali testy

Rząd znowu dowodzi, że jest naprawdę dobry w grze na miny z kolejnymi grupami społecznymi. Tak jak w jednej z ostatnich rozgrywek, dotyczącej opiekunów osób niepełnosprawnych, proponuje debatę na temat zmian. Tym razem wszystko wskazuje na to, że nie ma pieniędzy na spełnienie postulatów płacowych i to tylko gra na zwłokę. Reakcją ZNP, któremu protest wymyka się z rąk, jest zaostrzenie strajku. Związkowcy zapewniają, że mają jeszcze kilka asów w rękawie. Problem w tym, że te asy to los Bogu ducha winnych dzieciaków. Te na razie, jeśli nie muszą zdawać egzaminów, cieszą się z ładnej pogody i przyspieszonych w tym roku wakacji.

Jedynie rodzice muszą w tym szaleństwie zachować zdrowy rozsądek, aby zapewnić dzieciom opiekę na czas protestu. Jak tak dalej pójdzie, będą musieli odpowiedzieć sobie na pytanie, czy stanąć po stronie rządu i wymusić na nauczycielach zakończenie strajku, czy wziąć wolne z pracy i przyłączyć się do harców w parkach.

Na horyzoncie nie widać jednak chętnych do podtrzymywania strajku nauczycieli własnym kosztem. Protestującym zostaje w tej sytuacji wziąć przykład z lekarzy, którzy przez lata byli ogrywani przez kolejne rządy niespełniające ich postulatów płacowych. Też zarabiali nędznie i w czasie strajków stawiali los pacjentów na szali. Konsekwentne protesty, daleko wykraczające poza zwykły strajk, bo angażujące Sąd Najwyższy i Trybunał Konstytucyjny, w końcu przyniosły im realny wzrost wynagrodzeń, których zazdroszczą im inne grupy zawodowe.