fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Umowy kredytu denominowanego nie musiały uwzględniać spreadu

123RF
Umowy kredytu denominowanego nie musiały zawierać klauzuli wprowadzającej tzw. spread walutowy - potwierdziła analiza Rzecznika Finansowego. Mimo to rynek został zdominowany przez umowy zawierające takie postanowienia.

Na początku tego roku eksperci Rzecznika Finansowego zidentyfikowali umowę kredytu waloryzowanego z 2001 r. przygotowaną przez jeden z liczących się na rynku banków, której zapisy przewidywały stosowanie jednolitego i obiektywnego kursu dla przeliczania kredytu i rat. Klienci nie musieli ponosić więc kosztów wynikających ze stosowania tzw. spreadu walutowego, a dodatkowo wysokość kursu ustalana była z odwołaniem do zewnętrznego źródła.

Pompowanie spreadem

Bank udzielił kredytu w PLN. Następnie kwota ta przeliczona została na CHF po kursie średnim waluty CHF ogłaszanym przez NBP w dniu wypłaty. Zatem najpierw wypłacono kredytobiorcy kwotę w PLN, a następnie ta przeliczona została dla celów rachunkowych na CHF. Co bardzo istotne, przyjęty przez bank miernik wartości ma charakter zewnętrzny. Nie jest więc jednostronnie ustalany przez bank, co budzi zastrzeżenia przy tego typu umowach. Co więcej przyjęty został kurs średni, nie zaś kurs kupna, jak czyni obecnie wiele banków. Ten sam mechanizm stosowano przy ustalaniu kwoty kredytu na potrzeby ustalania rat kapitałowo-odsetkowych. Zatem również dla celów spłaty miernik wartości ma charakter zewnętrzny i co niezwykle istotne również jest to kurs średni, nie zaś kurs sprzedaży, jak czyni obecnie wiele banków.

Taka konstrukcja umowy wskazuje, że chybiony jest argument wielu banków, iż stosowanie różnych kursów (tj. kursu kupna i kursu sprzedaży w jednej umowie), było konieczne i wynikało z konieczności dokonywania transakcji walutowych.

Tym razem eksperci zidentyfikowali umowę kredytu denominowanego innego banku z 2002 r. Wynika z niej, że bank zobowiązał się oddać do dyspozycji kredytobiorcy kwotę w EUR. Wypłata kredytu miała nastąpić w złotych polskich, przy czym dla wyliczenia wypłaconej kwoty stosowany był średni kurs złotego do EUR podany w tabeli kursów NBP z dnia wypłaty. Z kolei spłata rat kredytu również miała następować w złotych polskich, przy czym do wyliczenia wysokości należności kredytobiorcy wobec banku stosowany był kurs średni złotego do EUR podany w tabeli kursów NBP obowiązującego w dniu rozliczenia wpłaconych kwot.

Banki nie mają racji

Takie zapisy umowy są zgodne z istotą waloryzacji przewidzianą w art. 3581 § 2 k.c. Zarówno wysokość kwoty kredytu do wypłaty, jak również wysokości rat wyliczana była po kursie średnim PLN/EUR ogłaszanym przez NBP. W kredycie tym nie występuje zatem zjawisko potocznie nazywane „spreadem", które w sposób sztuczny i niczym nieuzasadniony zmniejszało kwotę należną do wypłaty i każdorazowo zwiększało wysokość zobowiązania kredytobiorcy przy spłacie raty.

Chybiony jest zatem argument wielu banków, iż stosowanie różnych kursów (tj. kursu kupna i kursu sprzedaży w jednej umowie), wynikało z konieczności dokonywania transakcji walutowych. W załączonej umowie miernik wartości, czyli kurs PLN/EUR ma zatem charakter jednolity, a dodatkowo z uwagi na to, że jest nim kurs ogłaszany przez NBP, ma on charakter zewnętrzny dla stron umowy. Warto dodać, że umowa jest z 2002 r., a zatem już wówczas wiadomo było jak w sposób zgody z art. 3581 § 2 k.c. konstruować waloryzację umowną.

Waloryzacja według Rzecznika

Rzecznik Finansowy kwestionuje zapisy umów kredytów denominowanych, w których banki zastrzegały, że przeliczenie przy wypłacie kwoty z CHF na PLN następuje po ustalanym przez bank kursie kupna waluty, natomiast przeliczenie CHF na PLN w celu ustalenia wysokości rat kapitałowo-odsetkowych dokonywane było po ustalanym przez bank kursie sprzedaży waluty.

W takim wypadku nie tylko zatem kursy walut ustalane są jednostronnie przez bank, ale mechanizm ten powoduje, że zobowiązanie kredytobiorcy jest zawyżane poprzez zastosowanie dwóch różnych mierników wartości - raz kursu kupna dla celów wyliczenia kwoty do wypłaty, a raz kursu sprzedaży dla celów wyliczenia wysokości rat do spłaty. Z zasad rynkowych wynika natomiast, że kurs kupna zawsze będzie niższy niż kurs sprzedaży.

Tymczasem, zdaniem Rzecznika Finansowego, istotą waloryzacji umownej jest, dokonywanie obliczeń w oparciu o jednolity i obiektywny miernik wartości. W praktyce oznacza to, że bank powinien przyjąć jeden rodzaj kursu do przeliczania zarówno kwoty kredytu, jak też rat. W dodatku nie powinien być to kurs ustalany przez bank, a np. kurs średni NBP.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA