fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Konsekwencje wyroku TSUE ws. frankowiczów - debata "Rzeczpospolitej"

Wyrok TSUE zostawia wiele nierozstrzygniętych obszarów, uznali uczestnicy debaty (od lewej): Tomasz Pietryga z „Rzeczpospolitej”, adwokat Łukasz Hejmej, radca prawny Anna Cudna-Wagner, adwokat dr Jacek Czabański oraz. radca prawny Krzysztof Orski
Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Prawnicy mają różne spojrzenia w sprawie odfrankowienia kredytów i rozliczeń między bankami i klientami.

Podczas debaty w „Rzeczposolitej" pełnomocnicy banków i kredytobiorców analizowali sytuację frankowiczów w świetle niedawnego orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w polskiej sprawie C-260/18 Dziubak. W debacie udział wzięli reprezentujący banki: adwokat Łukasz Hejmej z kancelarii Baker McKenzie oraz radca prawny Anna Cudna-Wagner z kancelarii CMS Cameron McKenna Nabarro Olswang Pośniak i Bejm sp.k. Po stronie frankowiczów stanęli ich pełnomocnicy procesowi, radca prawny Krzysztof Orski z kancelarii Na bank Orski Dąbrowski Radcy Prawni s.c. oraz adwokat dr Jacek Czabański z Kancelarii Adwokackiej Jacek Czabański.

Uczestnicy debaty rozmawiali o dopuszczalności i skutkach odfrankowienia umowy (zamiany kredytu frankowego na złotowy z zachowaniem stopy procentowej dla waluty szwajcarskiej). Tomasz Pietryga, z-ca redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej", rozpoczął debatę od pytania, jakie skutki w sporach dotyczących kredytów frankowych wywołał wyrok TSUE.

Czytaj też:

Zdaniem Anny Cudnej-Wagner wyrok ten nie rozstrzyga kluczowych zagadnień, z którymi borykają się polskie sądy. Nie odnosi się do kwestii abuzywności, czyli źródła problemu. TSUE odpowiedział tylko na pytanie, które dotyczyło konsekwencji abuzywności, jeżeli ona miałaby być stwierdzona.

– W opinii publicznej wyrok TSUE zaistniał jako stwierdzający nieważność tego typu umów, co jest błędem. To polski sędzia na podstawie polskiego prawa ma ocenić, jaka sankcja jest właściwa, jeśli abuzywność występuje. Tak naprawdę wszystkie zapadające przed polskimi sądami rozstrzygnięcia nadal są aktualne. Należy przypomnieć, że w większości spraw sądy albo nie stwierdzały abuzywności, albo, stwierdzając ją, uznawały, że właściwą sankcją nie jest unieważnienie umowy lub jej odfrankowienie, ale po prostu zastosowanie średniego kursu NBP, co wynika wprost z art. 358 kodeksu cywilnego – podkreślała mec. Cudna-Wagner.

Pełnomocnik frankowiczów Krzysztof Orski potwierdził, że unijny Trybunał wypowiedział się jedynie w sprawie konsekwencji stwierdzenia abuzywności i sposobie postępowania w przypadku stwierdzenia przez sąd niedozwolonego charakteru postanowienia. TSUE orzekł, że przy wypełnianiu luk w umowach niedopuszczalne jest odwoływanie się do zasad ogólnych prawa cywilnego. W grę może wchodzić tylko przepis dyspozytywny, ale takich w polskim stanie prawnym nie ma. Jeżeli nawet takie przepisy by były, to warunkami wypełnienia luki winny być: groźba pokrzywdzenia interesów konsumenta na skutek upadku umowy i zgoda konsumenta. TSUE nie wypowiedział się, czy w ramach polskiego prawa może istnieć umowa pozbawiona odniesienia do kursu waluty obcej, ale z oprocentowaniem powiązanym z tą walutą, czy też należy taką umowę unieważnić. – W mojej ocenie w przypadku kredytów indeksowanych nie ma podstaw, by twierdzić, że umowa nie mogłaby istnieć po wyeliminowaniu klauzul indeksacyjnych. Dla konsumenta częściej korzystniejszym wariantem byłoby odfrankowienie kredytu – mówił Krzysztof Orski.

Z poglądem dopuszczającym tzw. odfrankowienie nie zgodziła się mec. Cudna-Wagner, której zdaniem kwestia stosowania artykułu 358 k.c. i średniego kursu NBP jest nadal otwarta. TSUE nie zajmował się tym, które polskie przepisy można uznać za dyspozytywne, jakie jest znaczenie tych przepisów dla wykładni umowy po usunięciu postanowień abuzywnych ani znaczeniem tzw. ustawy antyspreadowej – to zależy od polskich sądów. Anna Cudna-Wagner przypomniała, że w wielu sprawach polskie sady stosowały średni kurs NBP w miejsce klauzuli odsyłającej do kursu bankowego, jeśli klauzulę tę uznały za niedozwoloną.

Należy także podkreślić, że żadna sankcja z tytułu abuzywności nie może z jednej strony prowadzić do pogorszenia sytuacji konsumenta, ale z drugiej strony nie może być źródłem nadzwyczajnych korzyści (np. prowadzić do uzyskania darmowego kredytu na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych). Taki skutek miałoby zaś uznanie umowy za kredyt PLN z oprocentowaniem wg stopy LIBOR CHF, która ma wartość ujemną.

Jak powiedział Jacek Czabański, nieważność może się wydawać atrakcyjna dla kredytobiorcy, ale rodzi ona również konieczność rozliczeń pomiędzy stronami. – Te rozliczenia nie muszą następować natychmiast, można się w różny sposób finansować, można żądać od banku rozłożenia należności na raty. Natomiast z punktu widzenia kredytobiorcy unieważnienie wywołuje konieczność poszukiwania alternatywnego finansowania, podczas gdy odfrankowienie to utrzymanie umowy w mocy na najbliższe 15 czy 20 lat, w umówionych terminach, ale już bez ponoszenia ryzyka kursowego.

Krytycznie o koncepcji unieważniania umów wyraził się Łukasz Hejmej. Przypomniał on, że celem dyrektywy 93/13/EWG, której interpretacją zajmował się Trybunał w sprawie Dziubak, nie jest unieważnianie umów, tylko przywrócenie równowagi kontraktowej stron. Rolą sądu jest więc znalezienie sankcji, która będzie miała charakter proporcjonalny do rangi naruszenia. – Sankcja powinna polegać na tym, że bank zwraca kredytobiorcy coś, czego nie powinien był naliczyć na mocy zakwestionowanej klauzuli umownej. Oczywiście pod warunkiem, że sąd najpierw uzna, iż klauzule przeliczeniowe odsyłające do tabel banków są abuzywne. Natomiast próba wywracania na tej podstawie indeksacyjnego (walutowego) charakteru umowy czy też dążenie do jej unieważnienia stanowi jaskrawy przykład nadużycia prawa wspólnotowego.

Według mec. Hejmeja ranga orzeczenia TSUE w sprawie Dziubak jest przeceniana. Dla polskiego orzecznictwa równie istotne są też inne, wcześniejsze wyroki Trybunału. – Nie można wyroku TSUE w polskiej sprawie czytać w sposób samodzielny, bo wpisuje się on w całą grupę orzeczeń. Na przykład w wyrokach z początku 2019 roku w sprawach Dunai i Santos TSUE stwierdził, że abuzywną klauzulę można zastąpić przepisem, który pojawił się już w trakcie trwania umowy kredytowej. Miało to na celu przywrócenie równowagi stron zamiast unieważnienia umowy. Na gruncie prawa polskiego takim przepisem jest właśnie art. 358 § 2 k.c. – wskazał Łukasz Hejmej.

Uczestnicy debaty podjęli również próbę stworzenia profilu przeciętnego kredytobiorcy frankowego. Zdaniem mec. Jacka Czabańskiego osoby, które wzięły kredyt frankowy, nie były wcale zamożniejsze od innych. Przeciwnie, często nie mogły wziąć kredytu złotowego, bo albo im go odmówiono, albo był dla nich za drogi. – Osoby te wskutek indeksacji kredytu i wzrostu wysokości zadłużenia zostały następnie pozbawione możliwości dysponowania swoją nieruchomością. Nie mogły ani jej sprzedać, ani przeprowadzić się do większego mieszkania. W 2008 r. 40–50 metrów kwadratowych w Miasteczku Wilanów kosztowało około 400 000 zł. Obecnie osoby te są zadłużone na 700 000 zł – podkreślał Jacek Czabański. – Kredytobiorcy frankowi zostali wystawieni na ryzyko i są teraz niemalże bankrutami. Banki oferowały skrajnie ryzykowny produkt, mimo że same wiedziały, że produkt ten nie powinien być oferowany na masowym rynku. Ryzyko, które powinny ponosić banki z tytułu tych produktów, zostało niesłusznie przerzucone na klientów.

Z tym poglądem nie zgodziła się Anna Cudna-Wagner. – Do 2008 roku wielu frankowiczów świadomie korzystało na niskim kursie franka i niskiej stopie procentowej LIBOR przy kupnie bardzo dużych nieruchomości. Niebagatelne znaczenie ma także fakt, że zwłaszcza w przypadku nieruchomości zakupionych do roku 2005 ich wartość wzrosła. W tej chwili kredytobiorcy mówią: umowa jest nieważna, bank powinien oddać mi wszystkie raty kapitałowe, a ja jestem właścicielem mieszkania i zastanowię się, czy w ogóle oddam bankowi nawet sam kapitał udostępnionego kredytu – mówiła mec. Cudna-Wagner. – Tak jak dzisiaj kredytobiorcy frankowi organizują się w stowarzyszenia, tak w 2006 roku też się organizowali, ale nazywało się to inaczej: chcemy ryzykować, pozwólcie ryzykować. W takiej rzeczywistości te kredyty były udzielane. Teza, że banki na siłę udzielały kredytów indeksowanych, jest więc nieprawdziwa – wskazywała Anna Cudna-Wagner. Tak samo nieuprawniona jest generalna teza, że kredyty w CHF udzielane były osobom niemającym zdolności na kredyt w PLN. Od 2006 roku obowiązywała rekomendacja S, która wymagała, aby kredytobiorca frankowy miał zdolność na kredyt w PLN. Część banków jeszcze wcześniej stosowała taki wymóg.

Tomasz Pietryga spytał uczestników, czy w świetle wyroku w sprawie Dziubak możliwe jest odfrankowienie umowy z pozostawieniem stopy procentowej właściwej dla szwajcarskiej waluty.

Zdaniem mec. Hejmeja zdecydowanie nie. – Najistotniejsza kwestia dotyczy adekwatności stóp procentowych do waluty kredytu. Niewątpliwie zarówno kredyty indeksowane, jak i denominowane są kredytami walutowymi, a nie złotowymi. Wynika to przede wszystkim z faktu, że ich oprocentowanie ustalane jest poprzez odniesienie do stóp referencyjnych (jak LIBOR CHF) właściwych dla walut obcych, a nie złotych polskich. Zgodnie z europejskim rozporządzeniem BMR nie ma możliwości, aby bank umówił się z klientem, że ten będzie miał oprocentowanie właściwe dla franka szwajcarskiego w kredycie udzielonym w złotym polskim – podkreślał Łukasz Hejmej.

Ten sam pogląd wyraziła mec. Cudna-Wagner. – Sankcja polegająca na zasądzeniu umowy złotowej z oprocentowaniem LIBOR CHF jest niemożliwa. Łatwo powołujemy się na dyrektywę 93/13, ale zapominamy o bezpośrednio obowiązującym akcie wyższej rangi, czyli o rozporządzeniu BMR. Jasno mówi ono, że stopa procentowa musi być powiązana z rzeczywistym kosztem pozyskania waluty.

Pełnomocnicy banków przypomnieli też, że w każdej sprawie frankowej analizowana powinna być zasada proporcjonalności i równowagi stron, która jest bezpiecznikiem ograniczającym dowolne stosowanie innych regulacji. Trybunał wskazał w jednym z orzeczeń, że konsument nie może powoływać się na nadzwyczajną korzyść dla siebie, żądając określonej sankcji. Nie możemy doprowadzić do sytuacji, w której sankcja z tytułu abuzywności skutkować będzie nadzwyczajnymi korzyściami dla jednej ze stron. A taką korzyścią byłby „złoty na LIBOR-ze" – powiedziała Anna Cudna-Wagner.

Pełnomocnicy kredytobiorców przywołali przeciwne argumenty. – Wyrok TSUE w sprawie Dziubak daje podstawę pośrednią do odfrankowienia, choć ostatecznie to sądy mają o tym decydować – uważa mec. Orski. – Nie może być przeszkodą do utrzymania umowy bez klauzul abuzywnych sam fakt, że jedna ze stron będzie pokrzywdzona. Jeśli umowa da się obiektywnie utrzymać, to ma ona obowiązywać. Odmienne zdanie mam w przypadku umów o kredyty denominowane. Tam wykluczenie klauzul przeliczeniowych w mojej ocenie powoduje, że umowa nie będzie zawierała podstawowych elementów umowy kredytu.

Zdaniem mec. Czabańskiego umowa „PLN + LIBOR" może istnieć. – Nie obchodzi mnie, za ile sklep kupuje swoje towary, tak samo nie interesuje mnie, jaki jest koszt umowy dla banku. Kredytobiorców dotyczy tylko proponowana cena za towar. Umowa zawarta z kredytobiorcą wiąże strony, nawet jeśli później okaże się, że jest niekorzystna dla banku. Po eliminacji powiązania z kursem mamy sytuację, w której ryzyko, pierwotnie przerzucone na klientów, wraca do banków. Bank jako profesjonalista powinien być obarczony ryzykiem tego produktu. Dzięki odfrankowieniu eliminujemy obciążenie konsumenta i mamy umowę, która spełnia ekonomiczny cel, a także wracamy do obietnicy danej na początku klientom: twój kredyt będzie tańszy. W cywilizowanych krajach banki nie przerzucają ryzyka na klientów, u nas jest odmiennie – stwierdził Jacek Czabański.

Uczestnicy debaty starali się określić, czy obecnie istnieje koncepcja ugody, która zadowoliłaby obie strony umów o kredyty frankowe.

Pełnomocnicy banków stali na stanowisku, że przy abuzywności konkretnych klauzul sankcją adekwatną mogłoby być wyłączenie spreadu, czyli marży, jaką klient zapłacił bankowi w związku z operacjami walutowymi związanymi z uruchomieniem i obsługą kredytu wyrażonego w obcej walucie, a wypłacanego i spłacanego w złotych polskich. W tym zakresie proporcjonalnym rozwiązaniem byłoby zastosowanie średniego kursu NBP, jeśli rzeczywiście zapisy dotyczące kursów tabelowych zostałyby uznane za abuzywne.

Nie zgodził się z tym mecenas Orski, którego zdaniem propozycja ugodowa banku poprzez wyeliminowanie spreadu byłaby niepoważna. – Podstawą uznania propozycji ugodowej za dobrą byłoby potraktowanie kredytu jako pozbawionego ryzyka uzależnionego od kursu franka szwajcarskiego. Dopóki bank tego nie zaakceptuje, nie widzę żadnych możliwości ugodowych – podkreślał.

Na odfrankowienie jako jedyną formę ugody wskazał także mecenas Jacek Czabański. – Kilku moich klientów powiedziało bankowi na etapie przedsądowym: rozliczmy ten kredyt wstecz, jakby był to kredyt złotowy i zmieńmy go w kredyt złotowy na przyszłość. Banki odpowiadały: nie ma mowy. Gdyby dziś ze strony banku wróciła taka propozycja, to uznałbym ją za niekorzystną, bo więcej można wywalczyć w sądzie.

Mecenas Czabański podkreślał, że gdyby przedstawiciele banków rzeczywiście dokładnie informowali klienta o ryzyku, żaden z nich nie zaryzykowałby swojego domu na loterii walutowej. – Taka umowa musi w sądzie upaść. Pytanie tylko, czy upadnie w zakresie samego mechanizmu indeksacji, czy będzie w całości nieważna.

Odmienne zdanie miała mecenas Anna Cudna-Wagner, zdaniem której wyrok TSUE jedynie potwierdził, że abuzywność powinna być badana przez sąd krajowy według przepisów prawa krajowego, a do tego powinna być badana oddzielnie w odniesieniu do klauzuli kursowej i oddzielnie co do mechanizmu indeksacji (ryzyka). – Przy ocenie klauzuli ryzyka należy w każdej sprawie ocenić świadomość kredytobiorcy indywidualnie. To nie jest tak, że taki sam standard informacji był niezbędny dla kogoś z wykształceniem ekonomicznym czy prawniczym i taki sam standard miał być aplikowany kredytobiorcy, który tej wiedzy nie posiadał. Banki nie miały wymogu informowania klientów o kursie waluty od początku jej istnienia. Rekomendacja wymagała informowania o kursach z 12 ostatnich miesięcy wstecz, czego banki dotrzymywały – argumentowała mecenas Cudna-Wagner.

– To sąd krajowy ma wskazać, czy umowa nadal może być wykonywana po wyeliminowaniu klauzul abuzywnych. Dokonując tej oceny, powinien wziąć pod uwagę ustawę antyspreadową pozwalającą na spłatę kredytu w walucie indeksacji oraz art. 358 k.c. odwołujący się do średniego kursu NBP. Powinien także wziąć pod uwagę podstawowe zasady porządku prawnego (zasada pewności prawa oraz proporcjonalności) i ocenić, jaka sankcja będzie najbardziej odpowiednia z perspektywy tych zasad. W tym zakresie Trybunał się nie wypowiedział. Trybunał odniósł się do stosowania przepisów dyspozytywnych w przypadku, gdy inne rozwiązanie jest krzywdzące dla konsumenta. W ogóle jednak nie analizował sytuacji, gdy sankcja z tytułu abuzywności mogłaby być dla konsumenta źródłem nieuzasadnionych korzyści. Tak samo jak nie analizował konsekwencji tzw. odfrankowienia lub unieważnienia umowy. Te kwestie będą oceniane przez sądy krajowe i powinny stanowić podstawę dla zastosowania sankcji odpowiedniej, proporcjonalnej i sprawiedliwej. Wyrok w sprawie Dziubak zostawia więc wiele nierozstrzygniętych obszarów. Dlatego nie można twierdzić, że wyklucza on zastosowanie przez sądy polskie średniego kursu NBP na podstawie art. 358 k.c. Trybunał o tej możliwości się nie wypowiedział, gdyż nie była objęta pytaniami prejudycjalnymi. A właśnie rozwiązanie ze średnim kursem NBP jest najbliższe zasadzie proporcjonalności – podsumowała mecenas Cudna-Wagner.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA