fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Frankowicze: płacić za korzystanie z kredytu czy nie

123RF
Sądy stoją przed decyzją, czy rozliczać koszty wykorzystania pieniędzy w czasie - mówi dr Piotr Bodył Szymala, radca prawny, członek zespołu „Monitora Prawa Bankowego”

Minęły dwa miesiące od głośnego wyroku TSUE w sprawie frankowiczów (państwa Dziubaków), który został uznany za korzystny dla konsumentów, a głównym jego przesłaniem jest, że sąd nie może zmusić frankowicza, po stwierdzeniu abuzywności klauzuli, do utrzymywania umowy. Czy już wiemy, jak reagują polskie sądy na ten wyrok, obserwuje pan to zjawisko?

Rzeczywiście całe moje życie zawodowe związane jest z instytucjami finansowymi i prawem bankowym. Jeśli chodzi o reakcje sądów, to są bardzo różne. Trudno mówić o wykrystalizowanej linii orzeczniczej.

Czy teraz sądy są bardziej obliczalne niż przed wyrokiem TSUE?

Myślę, że w przekonaniu sędziów są bardziej obliczalne, ale suma tych orzeczeń zdaje się bardziej korzystna dla konsumentów. Czy to wynika wprost z wyroku TSUE, tego nie wiem. Wiem, że TSUE postawił 3 października 69 różnych tez i żeby one zostały wdrożone, muszą być zinterpretowane. Nawet tezę o unieważnianiu umowy, którą pan przytoczył, należy interpretować.

Czytaj też: Frankowicze: pierwsze wyroki po orzeczeniu TSUE

Byłby pan znakomitym pełnomocnikiem banku. Roztrząsa pan problemy semantyczne, zapytam więc wprost. Co nam powiedział Luksemburg?

Powiedział nam trzy rzeczy: jeżeli sąd krajowy uzna, że jakaś klauzula była nieuczciwa (abuzywna), to należy ją wyeliminować. Z grubsza można to zrobić na trzy sposoby. Po pierwsze strony się dogadają, jak tę lukę zasypać.

Pod warunkiem, że się dogadają. W praktyce może być to najtrudniejsze.

Zgadzam się… Powiem więc o drugiej opcji – ową lukę sąd uzupełni przepisem dyspozytywnym, a więc takim, który stosujemy, gdy strony w umowie inaczej nie postanowiły. Jeśli nie dojdzie do porozumienia i nie ma takiego przepisu, to umowę należy unieważnić, ale konsument ma prawo decydować, czy sąd ma sięgać po unieważnienie umowy.

I to stwierdzenie Luksemburga zrobiło karierę, ale czy frankowicze wiedzą, co ich czeka?

Unieważnienie, czyli umowy nie ma. Jest jednak sporo nieporozumień, z jakim skutkiem ta nieważność następuje. Zasadą w polskim prawie jest, że następuje z mocą wsteczną. W tych sprawach nie następuje ona jednak z mocy samego prawa, ale także za zgodą konsumenta. Skutki nie powinny być liczone więc od samego początku, tak przynajmniej uważam. W tej sytuacji obie strony umowy kredytowej mają zwrócić to, co sobie świadczyły: z jednej strony kapitał, z drugiej raty. Jedni mówią, że rozliczenie powinno nastąpić saldem, inni że oddzielnie, ale prowadzi to w zasadzie do tego samego. Najważniejsze jest, czy w rozliczeniu nienależnego świadczenia trzeba oddać koszty korzystania w czasie z pieniądza.

Przez obie strony?

To najbardziej sporna i trudna kwestia w tej chwili. Wykonaliśmy symulację i odsetki wraz kosztami kredytu średnio oprocentowanego po 11 latach wyniosły 45 proc. Sądy staną przed wyborem, czy zwracać kapitał i wartość pieniędzy w czasie. A tego nie unikną, muszą poinformować konsumenta, by znał skutki unieważnienia umowy.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA