fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Cleo: Muzyka w Polsce jest smutna i nostalgiczna

materiały prasowe
To będzie gra zupełnych przeciwieństw. Jest to bardzo trudne logistycznie z uwagi na samą procedurę wydania, ale również trudne do spięcia koncertowo – mówi serwisowi rp.pl Joanna Cleo Klepko, która wyda jednocześnie dwie płyty z muzyką różnych gatunków muzycznych.

„Kiedy ludzie mówią Ci, że nie możesz czegoś zrobić, tak jakby chcesz spróbować… prawda?” – mówiła Margaret Chase Smith. Jak słowa byłej senator Stanów Zjednoczonych odnoszą się do dwóch projektów, nad którymi pani pracuje?

Faktycznie Republikanie lubią próbować tego czego nie można (śmiech)! U mnie góruje polska zasada: „Ja nie zrobię? - no to patrz” (śmiech). Tak poważnie, to do dwóch projektów zmusiło mnie moje wewnętrzne rozdarcie pomiędzy rozbieżnymi muzycznymi klimatami. Zdaję sobie sprawę z tego, że wydanie dwóch materiałów naraz to po pierwsze czasochłonne, po drugie bardzo kosztowne, a po trzecie najzwyczajniej w świecie nieopłacalne z biznesowego punktu widzenia. Wszystkie te argumenty wrzucam jednak do kosza kiedy buzują we mnie nieokiełznane muzyczne uczucia.

„Jestem wewnętrznie podzielona, kocham jedno i drugie, czuję klimaty housowe, trapowe, popowe, ale również kocham funk, soul i R'n'B z których się wywodzę” – przyznała pani w ostatnim czasie. Od jak dawna jest pani tak wewnętrznie podzielona?

Nigdy nie zamierzałam dochowywać wierności określonym gatunkom, więc pozwoliłam sobie na taki trójkąt muzyczny. Pierwsze kroki stawiałam w chórze Gospel, to muzycznie i mentalnie bardzo daleko od mojej pierwszej płyty. Uwielbiam klimaty klasyczne, ale mam niesamowity pociąg w stronę nowoczesności muzycznej. Fascynuje mnie to, jak muzyka się zmienia, niuanse brzmienia i ogólnie podejście do nagrania. Zawsze czułam, że uczestniczę w wytwarzaniu czegoś nowego na polskiej scenie. Teraz popularne są klimaty trapu... Mój pierwszy trapowy kawałek to Slavica z 2014 roku. Wtedy prawie nikt w Polsce nie podejmował takich klimatów.

Choć klimat dwóch płyt został zarysowany, słuchacze zastanawiają się nad tym, kiedy pojawiają się oba krążki?

Obie płyty ukażą się tego samego dnia jako odrębne wydawnictwa. Są na tyle różne od siebie, że chyba nie powinny nawet stać obok na półce. Sama jestem ciekawa jak je odbiorą słuchacze... Może zdiagnozują muzyczne rozdwojenie jaźni (śmiech)!

Główne utwory będą nowościami, czy odnajdziemy na nich któreś z dzieł opublikowanych do tej pory?

Płyta o charakterze nowoczesnym będzie zawierała nagranie „Łowcy Gwiazd”. Jest to flagowy numer tego wydawnictwa. Natomiast płyta klasyczna będzie zawierać utwór „Za Krokiem Krok”, który jest zarazem pierwszym singlem z tego projektu.

Dlaczego już teraz założyła pani, że wydanie dwóch płyt jednocześnie będzie ostatnim projektem w takiej formie?

To będzie gra zupełnych przeciwieństw. Jest to bardzo trudne logistycznie z uwagi na samą procedurę wydania, ale również trudne do spięcia koncertowo. Będzie Cleo z nowoczesnymi elektronicznymi brzmieniami oraz taka z żywymi instrumentami. Powstanie spory dysonans poznawczy… (śmiech)

Niektórzy słuchacze zarzucają, że w mediach społecznościowych w ostatnich dniach częściej pojawią się fotografie z teledysku do utworu, jaki odnajdziemy tylko na jednej z płyt. Jest to zabieg tylko czysto marketingowy?

Nie. Zawsze promuje swoje teledyski pokazując fanom zdjęcia z planu i uchylając rąbka tajemnicy.

Carlos Ruiz Zafon w „Grze anioła” pisał: „Wydaje nam się że rozumiemy słowa piosenki, ale tym, co naprawdę każe nam w nią wierzyć lub nie, jest muzyka”. Ta sentencja opisuje pani utwory?

Wszystko jest monolityczną całością. Muzyka, tekst, ale też sposób wyśpiewania i zaakcentowania tekstu. Tę emocję przemycam niewerbalnie. Czasem śpiewam coś bardzo lekko i eterycznie, czasem mocniej, ale zawsze ma to związek z moim odczuwaniem danego kawałka. Przychodzi mi to łatwiej, ponieważ sama piszę dla siebie linie i słowa.

Niegdyś stworzyła pani utwór „Wolę być”, który był zadedykowany dla zmarłej prababci. Jak do tej pory jest to dzieło, które było najbardziej naładowane emocjonalnie?

Zwykle piszę myśląc o kimś albo o jakiejś sytuacji. W przypadku „Wolę Być” historia prababci była dla mnie tak interesująca, że najpierw zobaczyłam „obrazek”, a dopiero potem napisałam słowa. Wszystko zależy od nastroju i tego, co chodzi mi w danej chwili po głowie.

Antony Miall w „Przewodniku ksenofoba. Anglicy” pisał: „Anglicy nie przepadają za muzyką, ale kochają hałas, który ona robi”. A jak muzykę odbierają Polacy?

Mam wrażenie, że w Polsce muzyka jest smutna i nostalgiczna. Trochę jak polskie komedie. Niby wesołe, ale w gruncie rzeczy niosą smutną refleksję. Podobnie jest z muzyką. Mało w niej „zachodniej” lekkości umożliwiającej niezobowiązujące słuchanie. Myślę, że artyści często błędnie uważają, że to co wzniosłe jest lepsze i trudniejsze. Powstają utwory, które starają się proste tematy ubierać w słowa patetyczne – zresztą po angielsku pathetic znaczy żałosny (śmiech)! Jest też „łatka” Disco Polo – jeśli robisz muzykę pop, która jest taneczna i lekka to dla wielu jest to pokrewne z robieniem Disco Polo. Zaśpiewasz to samo, ale wolniej, smutniej pod akompaniament żywych instrumentów i już masz twórczość ambitną. Dodasz do tego niezrozumiałe metafory, lingwistyczne abstrakcje i słuchacz myśli, że oto obcuje ze sztuką wyższą (śmiech)!

Dzięki utworowi „My Słowianie” popularność pani sięgnęła zenitu. Jak zmienił się rynek muzyki w Polsce na przestrzeni tych siedmiu lat?

Niestety za mało się zmienił. Zmiany powinny następować mniej zachowawczo. Słuchacze i stacje radiowe są bardzo ostrożne w dobieraniu repertuaru. Ludzie hermetyzują muzykę, przywiązują twórców do konkretnych gatunków, boją się wypuścić ich w bezkres muzycznych eksperymentów. Sami twórcy też się boją, wolą bezpiecznie latami robić podobne nagrania, niż narazić się na niezrozumienie i krytykę fanów.

Kuba Wojewódzki niegdyś powiedział: „Muzyka kiedyś była emocją, a teraz jest produktem, który trzeba tylko sprzedać”. Jak te słowa pasują do pani dzieł?

Oddzielam muzykę od show biznesu. Muzykę tworzę z potrzeby uzewnętrznienia pewnych emocji. Cieszę się z tego i jestem z nią szczera. Wchodzę do studia, nagrywam, przeżywam to i czuję w środku miłość. To pierwotne emocje. Show biznes zaczyna się dopiero potem i go nie lubię, dlatego rzadko biorę w nim udział. Wybieram sobie z niego to, co mi odpowiada i to, co jest mi potrzebne. Na szczęście moje istnienie nie opiera się o muzykę. Nie jestem celebrytką.

Joanna Cleo Klepko swoimi utworami pragnie ukazać, że emocje w muzyce nadal żyją?

Don powiedział mi kiedyś bardzo mądre słowa: „Pieniądze w muzyce to efekt uboczny. Nie biegaj za nimi, one tego nie lubią – pokaż im swój charakter i same do Ciebie przyjdą łasić się, żebyś wzięła je na ręce”. Dokładnie tak jest, chociaż wtedy nie mogłam tego zrozumieć... Mój pierwszy festiwal w Opolu grałam nie mając absolutnie nic oprócz tych emocji związanych z muzyką. Dziś dalej mam te „dziewicze” odczucia i tylko to jest w tym piękne. Reszta to patetyczne frazesy (śmiech)!

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA