fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

„Jezus Christ Superstar” na stadionie w Poznaniu

Fotorzepa/Piotr Górski
Słynny musical Andrew Lloyd Webbera, wystawiony w sobotni wieczór na Stadionie Miejskim INEA w Poznaniu, zakończył trzydniowe obchody 1050. rocznicy chrztu Mieszka I. Inscenizacja zapowiadana jako wykonanie koncertowe spotkała się ze znacznie mniejszym zainteresowaniem niż wcześniej, w tym samym miejscu, odprawiona msza święta.

Być może późna pora, okropna w Poznaniu aura lub też protesty katolickiej organizacji młodzieżowej (nazwała utwór Webbera „hipisowską hucpą”) sprawiły, że spora część wiernych zrezygnowała z oglądania artystycznej wizji ostatniego tygodnia życia Chrystusa.  Ci, którzy nie rozjechali się do domów, gorącymi brawami nagradzali wykonawców.

Zrealizowany przez orkiestrę, chór i tancerzy Teatru Muzycznego w Poznaniu „Jezus Christ Superstar” podobał się kilkunastotysięcznej publiczności. W główną rolę Jezusa Chrystusa wcielił się Marek Piekarczyk – muzyk znany m.in. jako wokalista grupy TSA i odtwórca tej samej roli  w gdyńskiej inscenizacji rock opery Webbera w 1987 roku. Partnerowali mu Janusz Kruchciński, jako Judasz i Anna Lasota wcielająca się w postać Marii Magdaleny.  

Reżyser Sebastian Gonciarz dość specyficznie podszedł do koncertowej formuły i na szerokości jednej stadionowej trybuny, rozmieścił  trzy sceny, na których rozgrywała się akcja i przemieszczali wykonawcy. Całość swym rozmachem mogła sprawiać wrażenie  superprodukcji. Zaskakujące było jednak to, że jedną ze scen soliści dzielili z orkiestrą i chórem. Takie usytuowanie muzyków tworzyło znaczącą lukę między tym, co było słychać a wrażeniami wizualnymi, zwłaszcza w scenach rozgrywanych z dala od orkiestry. W dodatku część przestrzeni  przysłonięto telebimami, na których wyświetlano wideo będące elementem scenografii (np. chmury lub rozbłyski świateł).

Akcje filmowano i prezentowano na kolejnych bocznych ekranach. Szkoda tylko, że realizator koordynujący pracę kamer nie pokazywał  całości sceny, a uwagę  skupiał na bliskich planach. W żaden sposób nie ułatwiało to śledzenie rozwoju wypadków, bo często nie było widać, do kogo bohaterzy kierują swoje słowa.

Realizatorzy dźwięku także nie ustrzegli się nawet wibrujących sprzężeń zwrotnych.  Niestety, w żadnym stopniu nie opanowali oni stadionowej akustyki. Także gra świateł daleka była od doskonałości. Co więc przykuwało uwagę? Przede wszystkim – niezwykłe zaangażowanie wykonawców. Ogromnie ekspresyjny był Marek Piekarczyk, który  zapadł w pamięć swym głosem, mimiką i ruchem scenicznym. Dobrze sekundowali mu pozostali soliści oraz balet choć wyczuwalne było, że lepiej by się wszyscy czuli w bardziej kameralnych warunkach, nawet gdyby stworzono je na tym samym stadionie.

Dyrektor Teatru Muzycznego w Poznaniu,  Przemysław Kieliszewski   nie ukrywa, że licencja wykonawcza, którą zdobył jego teatr, przewiduje 10 przedstawień  rock opery „Jezus Christ Superstar”.  Nie wyklucza więc jej prezentacji w innych miejscach w Polsce.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA