fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekkoatletyka

Piotr Lisek: Dostrajanie głowy

Piotr Lisek (27 lat) to srebrny i brązowy medalista mistrzostw świata
AFP
Piotr Lisek, najlepszy w tym sezonie tyczkarz na świecie, o odwadze, wybuchach emocji i o tym, że powyżej 6 metrów każdy centymetr robi różnicę

Czego potrzeba, żeby skoczyć 6 metrów?

Żona mi podpowiada, żebym powiedział „odwagi" (śmiech), ale wszystko się sprowadza do ciężkich treningów. Do takich wyników trzeba dojść stopniowo, nie ma drogi na skróty. Skoczyłem już sześć metrów w hali, więc może było łatwiej, przełamałem barierę. Po przekroczeniu tej granicy każdy centymetr robi różnicę.

Niezbędne są podobno twarde tyczki?

Trenujemy po to, żeby używać jak najtwardszych tyczek. Nie weźmiemy jednak na tyle twardej, że nie wylądujemy po skoku na materacu. Trzeba uważać, by nas nie cofnęło w trakcie lotu, bo upadek z takiej wysokości jest niebezpieczny. Im twardsza tyczka, tym wyżej można skoczyć, ale waga zawodnika też ma znaczenie. Cięższy skoczek musi z zasady brać twardsze tyczki, a co za tym idzie, musi się bardziej natrudzić psychicznie i fizycznie, żeby temu podołać.

Czemu psychicznie?

To powoduje obciążenie, w głowie przewijają się myśli: mam tak twardą tyczkę, że nie wiem, czy dam radę. To może być rodzaj blokady.

Skąd wiadomo, że już jesteśmy gotowi na kolejny stopień twardości tyczki?

Skok robi się płaski – to znak, że trzeba sięgnąć po twardszy model. Zawodnik jest tak silny, tak mocno dogina tyczkę, że ona nie wyrzuca go odpowiednio w górę. Skoczek to czuje, trener widzi. Do fizyczności trzeba jeszcze dostroić głowę, przełamać się. Skok o tyczce jest specyficzną konkurencją. Świetnie przygotowany zawodnik może spalić trzy próby, bo źle dobierze tyczkę do swojego samopoczucia. Delikatna zmiana w rozbiegu lub technice założenia tyczki do dołka powoduje problemy. Bardzo łatwo jest wówczas zepsuć skok.

Z boku wszystko wygląda tak samo...

Ale każdy z nas skacze inaczej. Są chudzi i niscy albo tacy jak ja: wysocy i ciężcy. Ja techniką, którą skacze Renaud Lavillenie (Francuz, mistrz olimpijski z Londynu, rekord życiowy 6.05 – przyp. red.), nie jestem w stanie pokonać żadnej wysokości.

Jakie są między wami różnice?

Jestem dużo wolniejszy na rozbiegu i troszkę gorszy technicznie, ale za to silny. Na treningach głównie pracujemy nad techniką skoku, a nie nad fizycznością. Wszyscy mnie pytają o czas spędzony na siłowni, więc mówię: nie jest go za dużo, bo mięśnie rosną mi bardzo szybko, a potem więcej kilogramów trzeba wyrzucić w górę.

W hali skoczył pan 6 metrów już dość dawno, teraz 6,01 i 6,02 na stadionie oraz podjął obiecujące próby na 6,06 metra...

Cieszę się z tych skoków na 6,06, bo widać, że ciało było wyniesione na odpowiednią wysokość. Wybuch emocji po 6,02 metra był tak duży, że się zastanawiałem, czy będę w stanie pobiec odpowiednio szybko, żeby potem wylądować na materacu. To była główna przyczyna wątpliwości. Warto też sobie zostawić jakiś margines na kolejne zawody. Do rekordu świata jednak daleko, więc pomyślałem, czemu nie? Mogłem sam wybrać wysokość, więc powiedziałem 6,06 metra.

Zdarzają się upadki poza materacami na treningach?

W telewizji są transmitowane zawody najwyższej rangi, więc to normalne, że pomyłek jest bardzo mało. U początkujących tyczkarzy to się zdarza. Mnie też cofa na treningach, musimy umieć upadać albo mieć szczęście. Ale to się przytrafia na ogół na początku kariery, na dużo niższych wysokościach. Judoków o poradę nie spytamy, bo tam się upada na plecy, więc taka technika nie jest dla nas.

Miało pana nie być w Monte Carlo. Organizatorzy namawiali i nie warto odmawiać?

Nie warto, bo to Diamentowa Liga. Miałem sobie zrobić dłuższą przerwę od startów, gdyż podróże bardzo męczą, a jeszcze tyczek trzeba pilnować. Następny start mam 20 lipca w Wittenberdze, a to dla mnie blisko ze Szczecina. Potem przyjeżdżam do Warszawy, czyli sama przyjemność. Nie muszę biegać po lotnisku z tyczkami.

Podobno Lufthansa nie zabiera już tyczek na pokład. To duży problem?

Staram się teraz korzystać z innych linii lotniczych. Mieszkam w Szczecinie, bardzo często latam z Berlina i to było dla mnie najwygodniejsze rozwiązanie. Dla linii lotniczych tyczki to na pewno dodatkowe wyzwanie, bo jak się bagaż gdzieś zawieruszy, na własny koszt muszą nam go dowieźć. Z drugiej strony, to bagaż specjalny, więc płaci się za niego specjalnie – na szczęście koszt pokrywają organizatorzy zawodów.

Panu już kiedyś zgubiono tyczki...

Nie wiem, jak to się stało. To duży bagaż, tuba, która ma ponad pięć metrów, w środku jest osiem tyczek, gdyż z reguły tyle się bierze na zawody.

Coś im się może stać w podróży?

Nie wszyscy pracownicy obsługi lotniska zachowują się odpowiedzialnie, dość często widziałem, jak tyczki były zrzucane ze schodów. Na szczęście tuba tłumi uderzenia.

W tym roku są mistrzostwa świata w Dausze, a za rok igrzyska w Tokio...

Mistrzostwa świata to nasza impreza docelowa w tym sezonie, ale z tyłu głowy mam już występ olimpijski. Jedno drugiemu nie przeszkadza, ale przygotowania podporządkowane są przede wszystkim Tokio.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA