fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekkoatletyka

Diamentowa Liga: wyrzucony młot

Paweł Fajdek
PAP, Piotr Nowak
Startuje cykl mityngów Diamentowej Ligi z pulą nagród w wysokości 7 mln dolarów. To dla lekkoatletów najlepsza okazja do zarobku w dobie koronawirusa. Młociarze jednak nie zarobią. Paweł Fajdek mówi, że to bezczelna dyskryminacja.

Kiedyś, jeszcze za czasów rozgrywanej w latach 1998-2009 Złotej Ligi, zwycięzcy klasyfikacji generalnej dzielili między siebie milion dolarów. Dziś wypłatę zawodnicy dostają za każdy start (25 tys. dol. do podziału w każdej konkurencji). Nagrody rosną w finale. Tam zwycięzca może liczyć na 30 tys. dol.


Organizatorzy na koniec sezonu nagrodzą ponadto „Best Performing Athletes” - pięć kobiet i pięciu mężczyzn w kategoriach sprintu, biegu płotkarskiego, biegu długiego, skoków oraz rzutów. Triumfatorzy dostaną dodatkowo po 50 tys. w amerykańskiej walucie.

Bydgoszcz ma złoto

Władze Diamentowej Ligi zaplanowały 14 mityngów w 12 krajach, ale pandemia koronawirusa już pokrzyżowała im plany. Jako pierwsi z organizacji zawodów wycofali się gospodarze Bislett Games w Oslo. Mityng w Rabacie, który miał być pierwszym akcentem lekkoatletycznego sezonu w gwiazdorskiej obsadzie, zastąpiły zawody w Gateshead.

Przeniesienie mityngu Diamentowej Ligi z Afryki na Wyspy Brytyjskie nie wpłynęło na wzrost frekwencji wśród polskich lekkoatletów. Wystartuja tylko Kamilę Lićwinko (skok wzwyż), Piotr Lisek (skok o tyczce) i Marcin Krukowski (rzut oszczepem). Udział wymagał specjalnego zaproszenia, a uczestnicy mityngu nie mogą opuszczać hotelu.

Lekkoatleci przed wylotem do Japonii będą mogli powalczyć o spore premie także w Dausze (28 maja), Florencji (4 czerwca), Sztokholmie (4 lipca), Monako (6 lipca) i Londynie (13 lipca). Mityngi Diamentowej Ligi uzupełnia w kalendarzu światowej federacji World Athletics cykl Continental Tour, którego ważnym punktem jest Memoriał Ireny Szewińskiej w Bydgoszczy (30 czerwca).

Zawody otrzymały rangę Gold, a to prawie ekstraklasa. Organizator imprezy Krzysztof Wolsztyński już teraz chwali się, że podniesienie kategorii imprezy sprawiło, że zainteresowanie udziałem ze strony światowych gwiazd jest większe niż kiedykolwiek wcześniej, a już rok temu w Bydgoszczy startowali Amerykanin Sam Kendricks (tyczka), Ukrainka Julia Lewczenko (skok wzwyż) czy Brytyjka Laura Muir (1500 m).

Uczestnicy mityngów Continental Tour Gold także mogą liczyć na przyzwoite nagrody. Pula do podziału w każdej konkurencji to 10 lub 15 tys. dolarów (wyższe stawki organizator musi zapewnić w co najmniej ośmiu z nich), z czego zwycięzca zgarnia jedną trzecią. Zawody w Bydgoszczy będą dla Polaków jednymi z ostatnich dużych, krajowych mityngów przed wylotem na igrzyska.

Młot umiera

Nie wszyscy cieszą się na nowy podział nagród w Diamentowej Lidze. Dwóch indywidualnych konkurencji olimpijskich, które odbywają się na stadionie, w programie cyklu nie ma: chodzi o bieg na 10 000 metrów i rzut młotem. Ten ostatni wypchnięto do Continental Tour, gdzie zarabia się mniej, choć mowa przecież o konkurencji, która odbywa się tylko latem, więc okazji do startów w hali nie ma. Wszystko podobno dlatego, że rzut młotem jest niebezpieczny dla pozostałych uczestników lekkoatletycznych zawodów i niszczy murawę.

- Istnieją bardziej niebezpieczne konkurencje. Prędzej ktoś się połamie na płotkach niż dostanie młotem. Jesteśmy bezczelnie dyskryminowani, w tym wszystkim nie ma logiki. Musimy działać. Nasza konkurencja nie jest zagrożona, ona już umiera! I to od kilku lat - nie kryje w rozmowie z „Parkietem” czterokrotny mistrz świata Paweł Fajdek.

Organizatorów dużych mityngów, którzy traktują rzut młotem poważnie, można policzyć na palcach jednej ręki. Młociarzy godnie przyjmują w Polsce i na Węgrzech, niedawno w Splicie odbył się Puchar Europy w rzutach. Menadżer Alfonz Juck na mityng Zlata Tretra do Ostawy zaprosił tylko panie, które rywalizowały o trofeum imienia Kamili Skolimowskiej.

Władze World Athletics w regulaminie Continental Tour Gold zapisały, że rzut młotem - jeśli jest już w programie zawodów - zawsze musi być konkurencją kwalifikowaną, z wyższą pulą nagród. To jednak niewielkie pocieszenie. W najbliższym czasie - nie licząc Polski i Węgier - światową czołówkę zaproszą do siebie jedynie Hiszpanie i Finowie.

Problem nabiera szczególnego wymiaru w czasach pandemii, kiedy podróżowanie jest utrudnione, a niektóre mityngi odbywają się tylko w krajowej obsadzie. Zawody w Halle - kluczowy punkt otwarcia sezonu dla większości europejskich miotaczy - Niemcy zamknęli wyłącznie dla swoich rodaków. Skorzystał na tym warszawski Memoriał Zygmunta Szelesta, gdzie wystartował m.in. Fajdek.

Mistrz świata latem stracił sponsora, bo Nike w roku olimpijskim zrezygnowała z ubierania miotaczy. Fajdek, Marcin Krukowski, Piotr Małachowski i Konrad Bukowiecki wprowadzili więc na rynek własną linię ubrań „Forever Stronger”. Na razie noszą je sami, bo firma dopiero się rozwija. Start sklepu internetowego zaplanowali za kilka tygodni. Potrzeba urodziła nowy biznes.

Kalendarz wciąż bogaty

Lekkoatleci zarabiają nie tylko dzięki nagrodom, najlepsi podczas dużych mityngów dostają tez wynagrodzenia za sam start. - Wiadomo, że pandemia zmieniła nieco sytuację. Pieniędzy jest mniej, ale odbija się to przede wszystkim na zawodnikach średnich i słabszych. Oni stracą, bo organizatorzy nie muszą płacić wszystkim. Gwiazdy finansowo na pewno nie ucierpią - wyjaśnia w rozmowie z „Parkietem” jeden z polskich menadżerów.

Polscy zawodnicy ze średniej, europejskiej półki - tacy, którzy potrafią awansować do finału mistrzostw kontynentu i są mocnym punktem drużyny, ale indywidualnie raczej nie walczą o medale wielkich imprez - poważne straty ponieśli już zimą, kiedy listę kontraktów sponsorskich okroił Orlen, który kilka lat temu wziął pod skrzydła większość członków kadry narodowej.

Aleksandra Gaworska myślała nawet o zakończeniu kariery, ale pomogło jej ministerialne wsparcie z programu Team 100. 25-latka nie przestała biegać i pomogła sztafecie 4x400 m zdobyć brązowy medal mistrzostw Europy w Toruniu, a teraz walczy o wyjazd na igrzyska. Blisko olimpijskiej kwalifikacji jest biegająca na 800 metrów Anna Sabat, której także skończył się kontrakt z Orlenem.

Organizatorzy zawodów oraz sponsorzy może i mają mniej pieniędzy dla zawodników, ale ze świecą szukać mityngów, które pandemia wymazała z kalendarza. Mowa tu zarówno o wydarzeniach krajowych, jak i zagranicznych. Kalendarz Polskiego Związku Lekkiej Atletyki (PZLA) na czerwiec zawiera aż dziesięć mityngów klasy mistrzowskiej. Nie wiadomo, co z zawodami w Goleniowie, kibice już teraz mogę się za to szykować na Memoriał Janusza Kusocińskiego. Impreza na Stadionie Śląskim to drugi rangą mityng w kraju. Ważniejszy jest tylko Memoriał Kamili Skolimowskiej, który odbędzie się 5 września w Chorzowie.

Źródło: Sukces
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA