fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekkoatletyka

Lekkoatletyka: Polska ceni tyczkarzy

AFP
Polski lekkoatleta, który ma obrotnego menadżera i staje na podium mistrzostw świata lub Europy, w ciągu roku zarabia od 500 tys. do 1 mln zł. Bardzo ważne jest wsparcie państwa i kontrakty sponsorskie.

Złoty medal ubiegłorocznych mistrzostw świata w Dosze World Athletics (dawniej: IAAF, Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych) wyceniła na 60 tys. dolarów. Srebro to 30 tys., brąz - 20 tys., a ósme miejsce (ostatnie premiowane) - 4 tys. Najlepsza sztafeta zarobiła 80 tys. dolarów, ale do podziału. Paniom ze sztafety 4x400 m trenowanej przez Aleksandra Matusińskiego, która zdobyła w stolicy Kataru wicemistrzostwo globu, wpadła do kieszeni połowa tej kwoty.

Dodatkową premię (100 tys. dol.) za rekord świata zgarnęła w Dosze amerykańska płotkarka Dalilah Muhammad oraz jej rodacy, którzy pobiegli w sztafetowym mikście. Półtora roku wcześniej, podczas halowych mistrzostw świata w Birmingham, czek na 90 tys. dol. (40 tys. za złoto, 50 tys. za rekord globu, zawody pod dachem wyceniane są niżej niż na stadionie) odebrała polska sztafeta 4x400 m ułożona przez Józefa Lisowskiego: Karol Zalewski, Rafał Omelko, Łukasz Krawczuk, Jakub Krzewina i Patryk Adamczyk.
Nagrody lekkoatleci otrzymują też na mityngach. Najwięcej na tych organizowanych przez World Athletics, czyli w cyklu Diamentowej Ligi. Kiedyś, jeszcze za czasów rozgrywanej w latach 1998-2009 Golden League, najlepsi z wybranych konkurencji dzielili między siebie milion dolarów. Dziś wypłatę zawodnicy dostają za każdy start. Podium w jednym z trzynastu mityngów to odpowiednio 10, 6 i 4 tys. dol., za finał WA płaci więcej - 50, 20 i 10 tys. Niżej światowa federacja wycenia rywalizację w hali. Premie dla trzech najlepszych zawodników na zawodach World Athletics Indoor Tour to 3, 1,5 i 1 tys. dol., wygranie klasyfikacji generalnej daje 20 tys. w amerykańskiej walucie.

Rok temu w rywalizacji sprinterek pod dachem najlepsza była Ewa Swoboda. Polka wygrała cały cykl, w pojedynczych biegach była trzy razy pierwsza i raz druga. Teoretycznie z samych nagród uzbierała 30 tys. dol., ale trzeba pamiętać, to tylko kwoty brutto. Od nich sportowiec płaci podatek, swoje dostają zazwyczaj menadżer i trener. - Jestem szczęśliwa, ale nie z tych pieniędzy, bo ich wcale tyle nie będzie, jak niektórzy podają - mówiła wówczas nasza biegaczka poirytowana tym, że dziennikarze zaglądają jej do portfela.

Premia za start

Najlepsi w komercyjnych mityngach wypłatę dostają już za sam start. Mistrzyni świata w skoku wzwyż Maria Lasitskene za każdy występ otrzymuje ok. 10 tys. dol. Tej zimy nie zarabia zbyt dużo, bo z powodu zawieszenia rosyjskiej federacji (RUSAF) w prawach członka World Athletics wybitna zawodniczka może startować tylko w ojczyźnie. Podczas normalnego sezonu halowego pojawiłaby się na 5-6 mityngach, do walki w Indoor Tourze przystąpiłaby jako faworytka.  Startowe oraz potencjalne nagrody i bonusy od sponsora to w jej przypadku 120-150 tys. dol. utraconego zarobku.

Rosyjskiej mistrzyni daleko oczywiście do Usaina Bolta, który w szczycie kariery za samo pojawienie się na starcie kasował 350-400 tys. dol. Przed igrzyskami olimpijskimi w Rio Jamajczyk pojechał na trzy pokazowe mityngi do Australii i w tydzień zarobił okrągły milion. Milion, tyle że w złotówkach, dostał za udział w Memoriale Kamili Skolimowskiej pięć i pół roku temu. Dzięki startowemu, nagrodom i pensji od sponsorów roczne przychody największej gwiazdy lekkiej atletyki XXI wieku sięgały rocznie nawet 20 mln dol.

Dziś najwięcej na świecie za udział w mityngu zarabiają sprinterzy: Christian Coleman, Schaunae Miller-Uibo czy Shelly-Ann Fraser-Pryce. „Dniówka” takiej gwiazdy to nawet 30-50 tys. dol. Armand Duplantis, który kilka dni temu pobił rekord świata w skoku o tyczce (6.17 m) i według menadżera Daniela Wessfeldta jest dziś najgorętszym nazwiskiem w świecie lekkiej atletyki, może liczyć na 25-30 tys. dol.

Wynagrodzenie dla zawodnika zależy od kilku czynników: wielkości mityngu, budżetu, sponsorów i przede wszystkim – potrzeb organizatora. Najlepszych sprinterów do Polski nikt nie zaprasza, bo ich nazwiska przeciętnemu kibicowi mówią niewiele. Na bardzo dobre stawki, w porównaniu do innych krajów, mogą za to liczyć u nas tyczkarze. Prawo rynku: Piotr Lisek czy Paweł Wojciechowski muszą mieć w konkursie godnych rywali.

Przeciętny polski medalista/medalistka mistrzostw świata za start w dużym mityngu może dostać 5-10 tys. euro. Stawki w mniejszych zawodach są odpowiednio niższe. Michał Haratyk w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” przyznał kiedyś, że czasem do niedalekiego wyjazdu w Polskę przekona go nawet 2,5 tys. zł. - Startuję, gdzie mnie chcą - wyjaśniał. Wszystkie te stawki to oczywiście kwoty brutto. Po podzieleniu się startowym z menadżerem oraz trenerem i opłaceniu podatku zawodnikowi w kieszeni zostaje zwykle tylko połowa.

Stypendia i nagrody

Za medale MŚ i ME lekkoatletów może nagrodzić ministerstwo sportu. Rozporządzenie w sprawie wyróżnień i nagród pieniężnych za wybitne osiągnięcia sportowe określa górny pułap takiej premii. W przypadku mistrzostwa świata w sporcie olimpijskim to 27 600 zł. Miejsce w czołowej „ósemce” wielkiej imprezy oznacza też stypendium wypłacane przez federację ze środków ministerialnych. Młodsi sportowcy mogą dodatkowo liczyć na miejsce w Teamie 100 – taki przywilej to 40 tys. zł rocznie do przeznaczenia na „sportowe” wydatki: fizjoterapeutę, dietetyka czy po prostu studia.

Stypendia oraz nagrody przyznaję też organy samorządu terytorialnego. Wicemistrzyni świata w sztafecie 4x400 m Justyna Święty-Ersetic kilka dni temu pochwaliła się w mediach społecznościowych zdjęciem z czekiem na 7920 zł od marszałka województwa śląskiego.
Portfel lekkoatlety w naszym kraju uzupełniają kontrakty sponsorskie. Normą jest umowa z producentem sprzętu, gwiazdy mogą liczyć na znacznie więcej. Wielu kadrowiczów ma indywidualnych sponsorów: od firm prywatnych (popularny jest catering dietetyczny), po spółki skarbu państwa. W tym ostatnim koszyku liderem jest Orlen. Polski Koncern Naftowy finansuje ponad połowę polskiej kadry. Nieoficjalnie dolna granica wsparcia to 50 tys. zł rocznie, najlepsi dostają jednak kilka razy więcej.

Swój lekkoatletyczny team ma InPost (Wojciech Nowicki, Konrad Bukowiecki, Marcin Krukowski, Robert Urbanek, Łukasz Grzeszczuk), Grupa Azoty Police jest sponsorem Marcina Lewandowskiego, Azoty Puławy – Malwiny Kopron, a Energa S.A.: Pauliny Guby, Joanny Fiodorow i Michała Haratyka.

Reprezentanci królowej sportu nie mają w Polsce źle, przedstawiciele innych dyscyplin indywidualnych często mówią o nich z zazdrością. - W ciągu ostatnich dziesięciu lat zmieniło się naprawdę dużo. Sukcesy w połączeniu ze świetną promocją sprawiły, że w lekkiej atletyce pojawiły się pieniądze – mówi nam jeden z menadżerów. Nawet młoda zawodniczka biegająca na poziomie półfinału mistrzostw Europy może - dzięki nagrodom, stypendium oraz wsparciu miasta - w rok uzbierać 100 tys. zł.

Lekkoatletom - także zagranicznym - daleko do najlepiej zarabiających sportowców świata. W pierwszej setce rankingu „Forbesa” dyscyplina nazywana kiedyś królową sportu, nie ma ani jednego przedstawiciela. Po zakończeniu kariery przez Bolta, brakuje gwiazdy globalnych rozmiarów. Na następcę Jamajczyka wyrasta Duplantis, ale do pułapu wyznaczonego przez setnego na liście najlepiej zarabiających Virata Kohliego może nigdy nie doskoczyć. Indyjski krykiecista rocznie bogaci się o 25 mln dolarów.

Źródło: Parkiet
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA