fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekarze i pielęgniarki

Lekarze ze Wschodu nie chcą leczyć Polaków

Adobe Stock
Ułatwienia w nostryfikacji dyplomów nie przekonają medyków do pracy w Polsce. Wolą Zachód.

Prezydent Białorusi radzi polskim władzom, by zamiast zapraszać białoruskich lekarzy, zadbały o swoich, a działacze Związku Ukraińców w Polsce delikatnie dają do zrozumienia, że ich medycy mają atrakcyjniejsze kierunki emigracji. Zapisane w projekcie ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty ułatwienia w uznawaniu dyplomów lekarzy spoza Unii Europejskiej mogą więc nie wystarczyć, by załatać braki kadrowe w ochronie zdrowia.

Dla znających język

Resort zdrowia spełnił zapowiedzi, o których pisaliśmy już rok temu, i do projektu ustawy o zawodach lekarza dopisał możliwość przyznawania czasowego prawa wykonywania zawodu lekarzowi spoza UE, który nie nostryfikował jeszcze dyplomu w Polsce.

Czytaj też:

Ułatwienie lekarzom z zagranicy wykonywania zawodu w Polsce

Lekarze rezygnują z pracy, szpitale czekają na medyków z Ukrainy

Łukaszenko do Polski: nakarmcie własnych lekarzy

Jak tłumaczy rzecznik Ministerstwa Zdrowia Sylwia Wądrzyk, takie czasowe prawo wykonywania zawodu ma być ograniczone do określonych czynności zawodowych, obowiązywać w określonym miejscu i być przyznawane na pięć lat. Dodaje, że przed podjęciem zatrudnienia lekarz z tytułem specjalisty spoza UE będzie obowiązany do przeszkolenia praktycznego trwającego nie dłużej niż 12 miesięcy, którego program i liczbę godzin określi w drodze uchwały właściwa okręgowa rada lekarska.

W praktyce decyzja ma należeć od dyrektora placówki, który może zatrudnić konkretnego lekarza, np. chirurga z dyplomem ukraińskim czy białoruskim, i zezwolić mu np. na asystowanie przy operacjach wyrostka i samodzielne wycinanie pęcherzyka żółciowego.

Zapis w projekcie ustawy oburzył polskich lekarzy.

Doktor Jarosław Biliński z Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, który przewodniczył resortowemu zespołowi ds. nowelizacji ustawy, twierdzi, że przepisy o ułatwieniach dla lekarzy ze Wschodu zostały dopisane do projektu bez wiedzy zespołu.

My ulg nie mamy

– To jest wprowadzanie podwójnych standardów. Lekarze spoza Unii Europejskiej będą mogli pracować bez rzetelnej weryfikacji wiedzy i uprawnień, jakie obowiązują lekarzy z Unii. Pozwoli to też na wprowadzanie do zawodu osób, które mogą go wykonywać bez większych starań – mówi dr Biliński. I dodaje, że nie ma nic przeciwko kolegom zza wschodniej granicy, ale przypomina, że polscy lekarze za granicą nigdy nie korzystali z taryfy ulgowej.

– Mój 30-letni kolega z Białorusi, który nostryfikował dyplom, od kilku lat jest specjalistą, co dla polskiego chirurga byłoby niemożliwe. Wszystko dzięki temu, że w jego kraju na studia idzie się wcześniej, a specjalizacja trwa o połowę krócej. Jest dobry, ale jego wiedza medyczna jest mniejsza – mówi rezydent chirurgii, który boi się, że polską służbę zdrowia opanują słabo przygotowani lekarze.

Mało atrakcyjna oferta

Te obawy wydają się jednak nieuzasadnione. Po informacji o ułatwieniach dla lekarzy ze Wschodu prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko zapowiedział, że do 2025 r. pensje białoruskich lekarzy wzrosną dwukrotnie, a już w przyszłym roku będą wyższe o 20 proc.

Niektórzy eksperci twierdzą też, że korupcja w białoruskiej służbie zdrowia sprawia, iż polskie pensje nie są atrakcyjne dla tamtejszych lekarzy. Dziś w Polsce praktykuje niewiele ponad stu lekarzy wykształconych na Białorusi, głównie emigrantów z lat 90.

Z kolei Piotr Tyma, prezes Związku Ukraińców w Polsce, przyznaje, że kryzys i wojna na Ukrainie zmuszają obywateli do myślenia o emigracji, ale specjaliści coraz częściej wybierają Wielką Brytanię, Niemcy, a także Azję, Kanadę czy USA.

– Polska ma przewagę ze względu na język, bliskość czy rozpoznanie rynku, ale lekarze z Ukrainy częściej myślą o pracy w prywatnych placówkach służby zdrowia nastawionych na leczenie ukraińskich imigrantów, których jest tu bardzo wielu – mówi Piotr Tyma.

– Oferta szpitali publicznych nie jest dla nich atrakcyjna. Nie spodziewałbym się więc zalewu lekarzy z Ukrainy na polskim rynku pracy – tłumaczy Tyma.

—współpraca Rusłan Szoszyn

Etap legislacyjny: uzgodnienia międzyresortowe

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

prof. Andrzej Marszałek, konsultant krajowy patomorfologii, były członek Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego

Nasze doświadczenia pokazują, że absolwenci uczelni medycznych na Ukrainie czy Białorusi mają problem ze zdaniem państwowego egzaminu specjalizacyjnego (PES). Nie znaczy to, że zawodowo muszą być gorsi, jednak, by uniknąć niepotrzebnych napięć, kryteria dopuszczenia do specjalizacji powinny być dla wszystkich jednakowe. Jak w USA, gdzie wszyscy muszą poddać się temu samemu egzaminowi, by dostać się na rynek pracy. Zdanie PES oznacza, że dana osoba spełnia minimalne kryteria pozwalające na funkcjonowanie jako specjalista w danej dziedzinie medycyny. W dzisiejszej rzeczywistości dodatkowe ręce do pracy zawsze się przydadzą, ale musimy zagwarantować jakość świadczeń medycznych i bezpieczeństwo pacjenta.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA