fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Koreańskie testy na koronawirusa mało wiarygodne

Testy na koronawirusa można wykonać także komercyjnie. W mobilnym labolatorium przed urzędem dzielnicy Ursynów trzeba za to zapłacić 580 zł.
Fotorzepa, Robert Gardziński
Resort zdrowia sprowadza z Korei szybkie testy. Eksperci krytykują ten ruch

Szybkie testy, które resort zdrowia zakupił w Korei,mogą okazać się nieskuteczne – uważają eksperci. I krytykują ministerstwo za marnowanie pieniędzy.

Dostawę szybkich testów antygenowych zapowiedział w drugiej połowie tygodnia wiceminister zdrowia Waldemar Kraska. Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita", jeszcze w tym tygodniu do Polski dotrze ok. 50 tys. testów, które według wiceministra dają wynik w ciągu zaledwie kilkunastu minut. Niebawem ma zostać wysłane kolejnych kilkadziesiąt tysięcy.

Bez zaufania

Z informacji „Rzeczpospolitej" wynika, że resort zdrowia zdecydował się zakupić je w Korei, a nie, jak inne państwa, w Chinach. – Negatywne doświadczenia z testami antygenowymi miały kraje, które zakupiły je od Chińczyków. Te koreańskie są o wiele skuteczniejsze – mówi wysoki urzędnik ministerstwa. Eksperci mają jednak wątpliwości co do wiarygodności takich badań.

– To testy antygenowe, czyli szukające białek otoczki wirusa. Spodziewam się, że ich czułość będzie niewiele wyższa, niż dotychczas stosowanych szybkich testów na przeciwciała, a na pewno niższa niż testów molekularnych. Nie możemy w pełni ufać wynikom zarówno ujemnym, jak i potencjalnie fałszywie dodatnim – uważa dr Matylda Kłudkowska, wiceprezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych.

Niska czułość

Również prof. Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, uważa, że testów antygenowych nie można uważać za metodę pewną.

– Z pewnością będą czulsze niż szybkie testy serologiczne, które okazały się zwyczajnie nieskuteczne, ale musimy zweryfikować, jak się będą zachowywały. Ponieważ nie ma opracowań, które w sposób jednoznaczny pozwalają stwierdzić wiarygodność i czułość testów, a każdy producent ma własne parametry ich wykonywania, będziemy mogli coś powiedzieć dopiero po ich porównaniu z wynikami badań genetycznych – tłumaczy prof. Flisiak.

Z naszych informacji wynika, że testy zakupione przez ministerstwo miałyby trafić m.in. na szpitalne oddziały ratunkowe (SOR), gdzie będą odsiewać zakażonych Covid-19. Tyle że część dyrektorów szpitali nie widzi sensu ich stosowania.

– Niska czułość testu przy niejasnej specyficzności czyni wartość diagnostyczną metody w warunkach klinicznych mało wartościową. Niska wartość diagnostyczna takich testów nie upoważnia do tego, byśmy wydawali na nie publiczne pieniądze – uważa gen. prof. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego.

Odczynniki z USA

Również zdaniem dr Matyldy Kłudkowskiej inwestowanie w szybkie testy antygenowe jest marnowaniem pieniędzy.

– W tej chwili powinniśmy robić wszystko, by zwiększać bazę laboratoriów wykonujących badania metodami molekularnymi. I inwestować w odczynniki do szybkich testów molekularnych, które dają wynik w 40 min – 1h i których czułość jest porównywalna do klasycznych, ale znacznie wyższa niż testów kasetkowych – uważa dr Kłudkowska.

Dodaje, że już dziś w Polsce jest ok. 100 aparatów do wykonywania szybkich testów genetycznych, używanych m.in. do diagnozowania gruźlicy. Problemem są jednak odczynniki, produkowane m.in. w USA.

– Niedawno prezydent Trump zakazał eksportu odczynników, jednak musimy pamiętać, że USA jest naszym sojusznikiem i powinien nas wspomóc w wojnie z koronawirusem. Myślę, że Polska powinna użyć wszelkich sposobów dyplomatycznych, by te odczynniki pozyskać – uważa Matylda Kłudkowska.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA