fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Prawo restrukturyzacyjne: sukces czy porażka?

123RF
Skuteczna restrukturyzacja powinna być prosta, szybka i tania. Inaczej próba pomocy okaże się porażką, bez względu na intencje. Nowe prawo tego nie gwarantuje – pisze ekspert.

Długo oczekiwana ustawa – Prawo restrukturyzacyjne okazała się kompletną porażką, choć miała przynieść rewolucję w postępowaniach upadłościowych, które w obecnym otoczeniu prawnym niemal w każdym przypadku kończą się likwidacją działalności danego podmiotu.

Jak czytamy w art. 3 ustawy, „Celem postępowania restrukturyzacyjnego jest uniknięcie ogłoszenia upadłości dłużnika przez umożliwienie mu restrukturyzacji w drodze zawarcia układu z wierzycielami (...)". Cel szczytny, ale same chęci nie wystarczą. Twórcom ustawy zabrakło bowiem umiejętności pisania ze zrozumieniem...

Spece od upadłości

Wśród autorów ustawy nie brakło wybitnych specjalistów, w tym m.in. najwybitniejszych w Polsce sędziów upadłościowych. Ale upadłość to nie to samo co restrukturyzacja. Jeśli faktycznie chcemy stworzyć skuteczne narzędzia prawne do pomocy przedsiębiorcom zagrożonym upadłością, musimy przynajmniej trochę wczuć się w rolę. Zarządzanie firmą, której osiągane przychody są w sposób istotny niższe od kosztów, przypomina trochę klimat prowadzenia biznesu na polu bitwy. Na dodatek przedsiębiorca znajduje się pod stałym ostrzałem. „Strzelają" do niego niemal wszyscy, z którymi dana firma prowadzi jakieś działania biznesowe. Banki – jeśli zalega ze spłatą kredytu, kontrahenci upominający się o zapłatę wystawionych faktur oraz windykatorzy tychże. Najczęstszą korespondencją, którą otrzymuje pocztą, są wezwania do zapłaty. Co gorsza, w każdej chwili mogą się też pojawić komornicy, którzy dość szybko dokonują zajęcia wszystkich kont bankowych firmy. Czy można w takiej sytuacji czekać na rozwiązanie problemów przez kilka lat? Nie można, przedsiębiorca w tym czasie zdąży już pięć razy zbankrutować.

Skuteczna restrukturyzacja powinna być prosta, szybka i tania. Inaczej próba pomocy okaże się porażką, bez względu na intencje.

Syndyk doradcą

Słusznym założeniem twórców ustawy było powołanie do życia całkiem nowego zawodu doradcy restrukturyzacyjnego. Tenże doradca ma być łącznikiem pomiędzy przedsiębiorcą, wierzycielami a sądem. Do jego zadań należy nie tylko błyskawiczna analiza sytuacji danego podmiotu, ale także stworzenie – w ciągu 30 dniu – planu restrukturyzacyjnego, który trafi do sądu, celem rozpoczęcia działań prawnych zmierzających do ratowania tej firmy. Rozwiązanie samo w sobie jest genialne. Skąd jednak nagle (ustawa weszła w życie 1 stycznia 2016 r.) wziąć tak wyjątkowych specjalistów? Otóż 1 stycznia br. licencja syndyka zamieniła się automatycznie w licencję doradcy restrukturyzacyjnego. Sposób doboru tychże osób do elitarnego grona „doradców restrukturyzacyjnych" to chyba największa porażka ustawy. Trudno bowiem o większy absurd, zwłaszcza że praca syndyków sprowadza się do skutecznej i szybkiej likwidacji majątku dłużnika.

Za pseudopomoc doradcy ma płacić – i to wcale niemało – zleceniodawca. Ustawodawca założył, że praca doradcy restrukturyzacyjnego nad doprowadzeniem do zawarcia układu z wierzycielami ma trwać 12 miesięcy. A skąd w tym czasie wziąć środki na regulowanie bieżących płatności związanych z prowadzeniem działalności biznesowej, skoro już na starcie brakuje kasy niemal na wszystko?

Dobrze, że ktoś w końcu pomyślał o tym, że przedsiębiorcom w trudnej sytuacji finansowej należy się systemowa pomoc. Takie firmy padają bowiem jak muchy, co bezwzględnie wynika ze statystyk. Pomysł na opiekę nad sprawą doradcy restrukturyzacyjnego jest więc mocnym punktem ustawy, ale pod warunkiem że jest to osoba posiadająca odpowiednie kwalifikacje.

Recepta na dobry lek

Zadaniem nr 1 dla doradcy jest bardzo szybka analiza sytuacji danej firmy, w tym ocena, czy jest w ogóle sens ratowania tego podmiotu. Na niektóre branże i usługi nie ma czasem miejsca na rynku, w takiej sytuacji – aby nie zwiększać strat – konieczne jest szybko przeprowadzone postępowanie likwidacyjne. Jeśli jednak doradca stwierdzi, że firma posiada odpowiedni potencjał i warto się pochylić nad restrukturyzacją, musimy szybko odpowiedzieć na pytanie: co cię boli i dlaczego? Być może zarząd podmiotu nieumiejętnie prowadzi biznes, być może firma poniosła ciężką stratę na jednym z kontraktów? Na każdy stwierdzony problem potrzebne jest inne lekarstwo. Bardzo częstym przypadkiem, kiedy dana firma wpada w ciężkie problemy finansowe, jest nieetyczne działanie podmiotu dominującego. Mam tu na myśli podmiot, z którym przedsiębiorca związany jest określoną umową, na której realizację (lub zmiany) wpływ ma tylko druga strona. Takimi dominującymi podmiotami są np. banki, właściciele galerii handlowych czy sieciowe hipermarkety. Dominującym podmiotem jest także generalny wykonawca wobec swoich podwykonawców.

Kiedy pojawia się problem na linii przedsiębiorca – dominujący podmiot i ten drugi ani myśli, aby tę kwestię rozwiązać na drodze polubownej, strona słabsza nie ma żadnej obrony. Także w sytuacji, kiedy nieugięta postawa dominującego podmiotu godzi w interesy obydwu stron i jest niezgodna z zasadami współżycia społecznego, tj. odmowa banku na restrukturyzację kredytu, a następnie szybkie wszczęcie działań egzekucyjnych. Przy tego typu problemach kompletnie nie sprawdza się obecna droga sądowa (choćby ze względu na terminy rozpraw oraz na wysokie koszty postępowania), a bez pomocy sądu – ani rusz.

Receptą byłby niewątpliwie arbitraż sądowy, który w trybie bardzo przyspieszonym rozstrzygałby spory, w prostych sprawach nawet w ciągu kilku dni. I to jest rozwiązanie – proste, szybkie i tanie.

Ustawa – Prawo restrukturyzacyjne w obecnym brzmieniu to akt prawny liczący blisko 120 stron. Prace nad ustawą trwały trzy lata. Tę heroiczną pracę król Stanisław August Poniatowski skomentowałby pewnie tak: „szkoda czasu i atłasu". Zamiast obiecanej pomocy przedsiębiorcom czeka ich rzeź, jeśli „ratowaniem" ich firm zajmować się będą pseudodoradcy, którzy nie posiadają żadnej wiedzy na temat restrukturyzacji.

Założenia ustawy, która wprowadziłaby moje rozwiązanie i mogłaby ratować tysiące polskich firm przed bankructwem, można by spisać na dwóch–trzech stronach. Po raz kolejny można ze smutkiem podsumować treść ustawy: chcieliśmy dobrze, wyszło jak zwykle.

Krzysztof Oppenheim – doradca finansowy, właściciel firmy Oppenheim Enterprise, która prowadzi rocznie kilkaset spraw w zakresie restrukturyzacji

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA