fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Lekcja z historii na placu Piłsudskiego

O czwartej nad ranem prezydenci RP i RFN obchodzili rocznicę wybuchu wojny w Wieluniu
Adam Staskiewicz/East News
Wysłannicy Wielkiej Brytanii i Francji przeszli niezauważeni na tych obchodach. Jakby chcieli zapomnieć o sojuszu z 1939 r.

– Wojna kończy się, gdy milkną strzały. Ale jej skutki trwają potem przez wiele pokoleń – mówił w niedzielę na placu Piłsudskiego prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier.

Trudno było uciec od myśli, że odnosi się to także do dzisiejszej polityki zagranicznej, wojskowych sojuszy.

W Warszawie zjawili się prezydenci właściwie wszystkich państw naszego regionu, od Estonii po Albanię. Ale Wielką Brytanię reprezentował tylko szef dyplomacji Dominic Raab, a Francję premier Edouard Philippe. I żaden z nich nie zabrał podczas uroczystości głosu. Dla opinii publicznej byli zupełnie nieobecni. Sytuacja tym trudniejsza do zrozumienia, że u progu brexitu Londyn potrzebuje dziś Warszawy bardziej niż kiedykolwiek.

Choć z przyjazdu do Polski zrezygnował Donald Trump, Ameryka pozostała bohaterem dnia. Mike Pence, wiceprezydent USA, przyjechał na miejsce uroczystości jako ostatni i jako jedyny był eskortowany na swoje miejsce przez Andrzeja Dudę. Zabrał też po prezydentach Polski i Niemiec głos.

W tym czasie premier Mateusz Morawiecki był na Westerplatte
Karol Makurat/REPORTER

Wyjątkowe zbliżenie

– Nikt nie walczył z większą determinacją i odwagą. Polska pokazała, że jest ojczyzną bohaterów – mówił amerykański przywódca nie tylko w geście hołdu wobec gospodarzy, ale także najwyraźniej wskazując, kto w dzisiejszej Europie liczy się dla Ameryki w sposób wyjątkowy. Wskazał także, że to przesłanie Jana Pawła II wygłoszone w 1979 r., w którym papież podkreślił, że człowiek nie może zrozumieć, kim naprawdę jest, i dostąpić prawdziwej wolności bez Chrystusa, stało się początkiem nie tylko rewolucji Solidarności, ale także upadku muru berlińskiego i rozpadu Związku Radzieckiego dwa lata później.

Ale to był też dzień wyjątkowego zbliżenia między Polską i Niemcami.

– Czy sądzą państwo, że łatwo jest przyjechać do miasta, które 80 lat wcześniej zostało bestialsko zniszczone przez ludzi z ich narodu poprzedniego pokolenia, ich ojców i dziadków? Czy myślą państwo, że jest to łatwe stanąć i spojrzeć w oczy tym, którzy przeżyli, i być może dzieciom oraz wnukom tych, którzy zginęli? – chwalił przyjazd do Wielunia prezydenta Franka-Waltera Steinmeiera Andrzej Duda. I wspomniał nawet o „moralnym zadośćuczynieniu”.

Przeczytaj też: Rocznicowe obchody bez wpływu na politykę krajową

Bo też przemówienia niemieckiego przywódcy, i to w Wieluniu, i to w Warszawie, były poruszające.

– Nazywamy wojną tę wściekłą, rozpętaną żądzę niszczenia, która miała unicestwić więcej niż to miasto, jego mieszkańców i historię. Miała wymazać polską, europejską kulturę, by zrobić miejsce szaleńczym fantazjom zbrodniarza – mówił Steinmeier. – To Niemcy dokonali w Polsce zbrodni przeciw ludzkości. Kto twierdzi, że panowanie nazistowskiego terroru nad Europą to tylko marginalia historia Niemiec, sam wydaje na siebie wyrok – dodał.

Bez opozycji i Tuska

Na sześć tygodni przed wyborami do Sejmu, które ma spore szanse wygrać PiS, trudno nie uznać, że te słowa są świadectwem nie tylko woli absolutnego stawienia czoła historycznej prawdzie, ale także nawiązania już zupełnie partnerskich stosunków z obecnym polskim rządem. Tym bardziej że na obchody do Warszawy nie przyjechał Donald Tusk, a zupełnie nieobecni zdawali się być liderzy opozycji.

Obchody były historyczne, ale zorganizowane według klucza współczesnego. Polska zaprosiła do udziału w nich kraje wolnego Zachodu: NATO i Unii Europejskiej, ale także Partnerstwa Wschodniego. To miało podkreślić, po której stronie przed 80. laty stała Moskwa.

Polski prezydent przypomina więc o tym, jak Związek Radziecki zamordował 22 tys. polskich oficerów w Katyniu i wysłał na katorgę na Syberię wielokrotnie większą liczbę Polaków. Andrzej Duda wskazał także, że dla Polski prawdziwe zwycięstwo nastąpiło dopiero w 1989 r., gdy nasz kraj odzyskał suwerenność.

Ale zdaniem polskiego prezydenta tragedia sprzed 80 lat musi być też lekcją dla współczesnych. Bo gdyby wtedy Zachód twardo przeciwstawił się szaleńczym planom Hitlera, nie pozwolił mu na prześladowanie jeszcze przed wybuchem wojny niemieckich Żydów, zajęcie Austrii i Czechosłowacji, być może nie doszłoby do II wojny światowej.

Strategiczne sojusze

To jest jednak lekcja, którą trzeba odnieść do dzisiejszych czasów, przede wszystkim twardo sprzeciwiając się agresywnej polityce Rosji, zmianie przez nią granic i okupacji obcych krajów – mówił Andrzej Duda, wymieniając w szczególności atak na Gruzję w 2008 r. i Ukrainę w 2014 r. W Moskwie kilka tygodni wcześniej z inicjatywy rosyjskich władz została otwarta wystawa poświęcona 80. rocznicy podpisania paktu Ribentropp-Mołotow, w której starano się dowieść, że wobec rzekomej odmowy współpracy ze strony Wielkiej Brytanii i Francji Stalin nie miał innej możliwości, jak podjąć współpracę z Hitlerem.

Ale to była także okazja dla niemieckiego prezydenta podkreślania, jak ważne jest utrzymanie sojuszu transatlantyckiego w czasach, gdy partnerstwo między Europą a Ameryką wcale nie jest oczywiste.

Ten apel bliskiego geograficznie sojusznika Polski do tego zza Atlantyku jest także dla naszego kraju wyjątkowo ważny. Tak, abyśmy nie musieli wybierać między dwoma państwami, które w największym stopniu zaważą na naszej przyszłości.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA